Szybka akcja

W połowie ubiegłego tygodnia Julkomama dostała  wieczorne „wychodne”. Oczywiście był cyc, pic, fryzura. Nie będę wdawał się w szczegóły, powiem tylko że mama Ania wyszła z domu w białej sukience. Julka, owszem martwiła się czy mama się nie zgubi, kiedy wróci, ale o jednej rzeczy nie wspomniała. Ten sekret trzymała w tajemnicy aż do soboty, przy pierwszej nadarzającej się okazji „zaatakowała”. Julkomama wyszła do sklepu, kupić produkty na pizzę, ja pakowałem wałki malarskie do wyniesienia do piwnicy, gdy nagle słyszę płacz swojej ukochanej córeczki. Nie taki „bólowy”, lecz taki pojawiający się w sytuacjach gdy ma z czymś problem, coś ją przerasta. Nie żebym się tłumaczył – spuściłem ją z zasięgu wzroku na góra 3 minuty. Idę zatem szybko bo Jej pokoju i co widzę? Nasz Tisio stoi w czarnych szpilkach, na nogach ubrane pełnowymiarowe  mamusiowe rajstopy i męczy się z dopasowaniem białej sukienki. Nie muszę chyba wyjaśniać czyja to była sukienka ;) Owszem, nie był to ten egzemplarz w jakim Julkomama poszła na spotkanie z koleżanką, lecz nie była to także sukienka Julki.

Julka wręcz błagała mnie aby pozwolić zabrać tą sukienkę do krawcowej aby poprawiła tak tą sukienkę by dokładnie zakrywała Jej ten odstający z przodu atrybut i duma (a może i nie) każdej kobiety.
Powiedziałem krótko – Julka chyba wiesz co będzie  jak mama Cię zobaczy tak ubraną. I Julka niewiele myśląc zdjęła … rajstopy.
sukienka
Zdobycznej sukienki broniła jak niepodległości.
W takich zapalnych sytuacjach, męska ręka jest niezbędna. Gdy tylko Julkomama wróciła z zakupami, już w drzwiach dostała szybki „rozkaz” aby znalazła w Julki przepastnej garderobie jakąś białą sukienkę.

Coś odpowiedniego szybko się znalazło, kilka miesięcy występowała w niej na przedszkolnych jasełkach, teraz może jest troszkę za krótka, ale to co powinna na górze zakrywać, zakrywa.

Kilka chwil poparadowała po mieszkaniu w tym stroju po czym powiesiła sukienkę na wieszaku i oznajmiła że to kreacja na wieczorny bal który odbędzie się po wyścigach konnych.

Niezorientowanym w temacie rodzicom wyjaśniła, że będzie oglądać bajkę na swoim ulubionym kanale przebrana za dżokeja. Ostrzegła, że jako prawdziwa dżokejka będzie potrzebować koszuli. Aby nie było później kłopotów Julkotata został poproszony o zgodę na pożyczenie jednej ze swoich koszul z długim rękawem. Gdy tylko usłyszała  magiczne tak, tą którą już sobie zawczasu upatrzyła szybciutko schowała do siatki z niezbędnymi rzeczami.

Minęło kilka godzin, rozpoczęła się emisja tego upragnionego filmu. Gdy  nagle słychać: Koszula – jest, spodnie  – są. Wolałem sprawdzić o co chodzi. Patrzę i oczom nie wierzę. Julka owszem ubrała moją koszulę, ale dodatkowo „pożyczyła” moje spodnie. Tak wystrojona, trzymając rękoma spodnie aby nie zsunęły się w dół wesoło podskakuje. Nie mogłem na to pozwolić, z jednego i tylko jednego powodu – bezpieczeństwa. Julka mogła się przewrócić. Pogodziła się z tą decyzją.
Po chwili film oglądała w stroju – kurtka wiosenna (jako dżokejska), zimowe spodnie od piżamy oraz czapka z daszkiem.

Trzeba przyznać, że ma „laska” pomysły.

Podziel się