Poszukiwania kochanka

Jak zapewne wiecie Julka w tym tygodniu na niemal prawdziwe wakacje. Żadnej terapii, kilkudniowy pobyt poza domem. Julkotata korzystając z okazji postanowił iść do sympatycznej pani psycholog ;)
Tych co mniej lub bardziej mnie nie lubią muszę zmartwić – spotkanie to miało związek tylko i wyłącznie z Julką. Zapewne domyślacie się że Julka ma gumowe ucho i lubi wszystko podsłuchiwać. Tisio jak to Tisio coś źle usłyszy i są kłopoty. Również rozmowa o Julce w Jej obecności wywołuje u Niej niepotrzebny stres. Wielokrotnie w czasie takich rozmów na przed odbywających się przed gabinetem było słychać – nie mówcie o tym.
Tak więc Julka się wczasowała a ja mogłem spokojnie porozmawiać o blaskach i cieniach codziennego życia z Julką.

Główny „problem” to Julki niestworzone historyjki, często opowiadane w miejscach publicznych.

Historyjki są adaptowane z zasłyszanych tu i ówdzie informacji.
Pewnego ranka omal nie zapadłem się ze wstydu, gdy moja córeczka opowiadała jak to jej kumpelki zażywały narkotyki i jedna z nich zmarła w szpitalu. Przypuszczam, że nikt nie brał na poważnie iż były to Jej koleżanki, ale moje czy Julkomamy dlaczego nie.
Dzisiaj Julka w czasie spaceru na osiedlu idąc z Julkomamą ni to z gruszki ni z pietruszki wypaliła:
Mamusiu, muszę szybko znaleźć sobie kochanka.
Zszokowana rodzicielka pyta zatem: Julko, dlaczego potrzebujesz kochanka?
Ojj chyba nie takiej odpowiedzi się spodziewała: No jak to dlaczego, za dwa miesiące urodzi się moja córeczka Inga.

O szczegółach spotkania z Julki psychologiem nie będę opowiadał, blog to nie miejsce na takie rzeczy.
Ale powiem Wam coś innego. Takie dłuższe rozmowy są pożyteczne dla obu stron – zarówno rodzica jak i terapeuty.

Rodzic przebywa z dzieckiem znacznie dłużej niż terapeuta. Zatem można omawiać różne sytuacje z życia codziennego. Co prawda o Julce wiadomo to i owo czytając blog, ale to nie zawsze wystarcza.

Po takim spotkaniu już wiem jak spróbować zmagać się pewnym problemem który pojawił się ostatnio. Początkowo miałem swój plan, ale po dyskusji z psychologiem wiem jedno- mój pomysł może był by i dobry, ale wyłącznie na krótką metę, było by to takie gaszenie pożaru.

Zatem problem z przełamaniem komputero-matematycznego strachu trzeba będzie rozwiązać inaczej. Już w środę pierwsza próba ;)

A tak już na koniec – jeśli czekacie na kolejny szafiarki wpis, to za kilka dni będzie kolejna odsłona Julki talentu stylizacyjnego. Julka wydała na to niemal cale swoje kieszonkowe, ale chyba było warto ;)

Podziel się