Kolejna nawiedzona?

Nic bardziej na mnie nie działa jak płachta na byka jak – informacja że ktoś wyleczył dziecko z autyzmu. Taki jestem i już. Dla mnie osoby ze spektrum autyzmu a Ci neurotypowi są jak komputer klasy PC oraz komputer z nadgryzionym jabłkiem w logu. Zarówno ten pierwszy jak i drugi robi to samo jednak z często w zupełnie odmienny sposób.

Kilka dni temu dowiedziałem się o pewnym filmiku – nie będę podawał publicznie jego nazwy i lokalizacji aby nie robić darmowej reklamy temu wybitnemu „dziełu”. Jest to bowiem niemal dwugodzinny wywiad z „wyjątkową” matką która wyleczyła dziecko z autyzmu. Może macie odmienne zdanie, lecz ja twierdzę, i póki co będę twierdził dalej – z autyzmu nie można człowieka wyleczyć. Naiwnie sądziłem, że autorzy owego filmiku (był to pierwszy odcinek) będą prezentować różnych rodziców którym się „udało”. Nic z tego …kolejne odcinki będą tylko rozwinięciem poruszonych wcześniej wątków.

Nie bardzo rozumiem dlaczego ta matka jest niezwykła, zapewne dlatego że zaufała różnej maści szarlatanom. Jak się również okazuje dzieciak chwilami ten autyzm ma raz nie.

Już na samym początku tego wyciskacza łez okazuje się że autyzm to wcale nie autyzm tylko Zespół Aspergera, niby nic, ale robi różnicę. Więc tak na dobrą sprawę matka „wyleczyła” dziecko z ZA.

Jak to w takich rzewnych historyjkach, ta dzielna matka musiała podjąć heroiczną walkę o dziecko wbrew wszystkiemu.

Komu oberwało się najpierw – polskim terapeutom. Powszechnie wiadomo, w „leczeniu” autyzmu jesteśmy lata świetlne za krajami cywilizowanymi. Jedyne co zaoferowano dziecku to niemal średniowieczną metodę behawioralną, zapewne nigdzie już nie stosowaną. Nie twierdzę, że metoda ta jest „lekiem” na całe autystyczne zło, ale umiejętnie stosowana może pozytywnie wpłynąć na dziecko. Julka na początku naszych zmagań z autyzmem pracowała z terapeutami metodą behawioralną. I to zarówno w domu w ramach SUO jak i w przedszkolu. Nie ma idealnej metody dla naszych dzieci, do każdego trzeba podejść indywidualnie. Gdy ktoś mnie pyta jaka metoda jest najlepsza dla dziecka, odpowiadam – stosowana systematycznie przez terapeutę słuchającego głosu „otoczenia”.

Tak więc matka by ratować dziecko ze szponów terapeutów behawioralnych podjęła jedyną „słuszną” decyzję – rodzina musi przenieść się za wielką wodę.
Kilka lat temu moja sąsiadka która w swoim życiu przepracowała góra kilka miesięcy, a jedynym jej zajęciem jest umilanie innym życia w każdy dostępny sposób wsiadła do samolotu i poleciała za Atlantyk. Gdy niedługo po tym wróciła, ciemnemu ludowi mówiła:tam już na lotnisku jest inne powietrze, takie że człowiekowi chce się pracować.

Przez te kilka lat codziennej styczności z autyzmem (nie tylko Julki) poznałem masę terapeutów. Są różni, jedni pracują od tej do tej, inni w swoim wolnym czasie przeszukują internet by znaleźć nowe pomoce dydaktyczne, tacy do których razie problemów można zadzwonić niemal o każdej porze dnia i nocy.

Tak czy inaczej dopiero kilka tysięcy kilometrów od Polski znaleźli się specjaliści którzy „uratowali” dziecko od zagłady. Nie znam tych specjalistów. Jestem tradycjonalistą – dla mnie terapia to podstawa. Różne diety, specyfiki owszem można stosować. Warunek jest jeden, są ku temu medyczne przesłanki bez zbędnej ideologii.

Dla orędowników „bioleczenia” zapewne Julka nigdy nie miała autyzmu.
Wszak warunkiem koniecznym dla „wyleczenia” autyzmu są bliżej nieokreślone specyfiki, a terapia … owszem dziecko może mieć jakąś terapię ale z przyzwyczajenia. To relikt z czasów zamierzchłych zanim rodzic poznał jedyną słuszną drogę.

U nas podstawą była i dalej jest terapia.
Julka nawet jednego dnia nie była na jakiejś magicznej diecie, stosów różnorodnych tabletek też nie przyjmowała.  Ochh przepraszam była na diecie – lekkostrawnej gdy mała zatrucie pokarmowe.

Postępy jakie w ciągu kilku lat zrobiła? Czytając bloga sami wiecie. Czy Julka jest wyjątkiem? Nie, znam wiele dzieciaków, których rodzice deklarują, że poprawę funkcjonowania dzieciaków zawdzięczają wyłącznie oddziaływaniu terapeutycznemu logopedów, psychologów, terapeutów zajęciowych.

Podziwiam ową kobietę – zaufała „specjaliście” który wg jej słów jest lekarzem niemedycznym. Dla mnie lekarz to lekarz, skończył studia medyczne. Jeśli ktoś takich studiów nie ukończył to jest znachorem. Koniec kropka, to żadna medycyna alternatywna. Przykład takiej „medycyny” poznaliśmy kilka tygodni temu.

O tym, że ktoś taki Dietrich Klinghardt w ogóle istnieje dowiedziałem się z wywiadu z panią Kasią. Jakoś nie widzę potrzeby korzystania z Jego osiągnięć. A może powinienem zmienić zdanie – kurcze on potrafi wyleczyć z niemal każdej choroby.

Ludzie się cieszą, że jak w badaniu włosa nie ma śladu metali ciężkich to się cieszą. A powinni się martwić – organizm jest aż tak zatruty, że tego organizm już nie sygnalizuje. Dieta bez … to już przeżytek, teraz rządzi GAPS. Chyba wspominała o tym „sławna” pani Radomska. Jeszcze muszę obczaić tylko co to jest to testowanie mięśniowe.

Kurde muszę zlikwidować sieć bezprzewodową w domu. Tylko jak to zrobić, swoją przerobię na kablową, będzie problem, ale teraz sobie patrzę i co? Laptop Julki „widzi” ponad 10 sieci wi-fi.

Tak sobie myślę – powinienem wystąpić na drogę sądową przeciwko poprzedniemu przedszkolu, nie dość że swoją terapię opiera na metodzie behawioralnej to jeszcze Julka była zmuszana do obcowania z mikrofalówką. Julka dzięki swojemu instynktowi „zwierzęcemu” broniła się jak mogła przed szkodliwym wpływem fal elektromagnetycznych. Ale tak na poważnie – to, że nasz Tisio chodzi do obecnego przedszkola to w głównej mierze ich zasługa. Jako „praktykujący” elektroenergetyk, wiem jedno oddziaływanie pola elektromagnetycznego nie jest obojętne na ludzkie zdrowie. Ludzie ale trzeba zachować jakiś umiar – mam się z dzieckiem przeprowadzić w bieszczadzkie odludzie? Co będzie jak postawią mi tam turbinę wiatrową?

Chyba jednak mogę mówić, że „wyleczyliśmy” Julkę z autyzmu. Julkomama jakiś czas temu powiedziała, jednemu z rodziców z Julki przedszkola, że Julka ma autyzm. Jaka była reakcja?No coś Ty, mówisz poważnie, Autyzm? Może Zespół Aspergera, chociaż nawet i na ZA nie wygląda. A była to kobieta po studiach medycznych. Lekarz to lekarz, a że taki od zębów. Czy to ważne ….

Początkowo sądziłem, że to taka sobie kolejna nawiedzona mamuśka która chce się podzielić swoimi refleksjami. Ot taki sobie folklor, ciekawostka.

G… prawda – już bowiem jest możliwość odbycia konsultacji u owej dzielnej matki i jej „specjalistów”. Oczywiście płatnych. Ale do końca roku jest promocja.

Julkomama martwi się co będzie za kilka miesięcy gdy okaże się że Julka jest za dobra na odpowiednie punkty w orzeczeniu. I bardzo dobrze ;) Posiadamy filmiki sprzed czterech czy pięciu lat, dorobi się do tego jakąś pseudomedyczną ideologię i trzepiemy kasę jak ta lala.

Ok są już dwa odcinki z tej serii, może w kolejnych będzie podobny wywiad z rodzicem który nie robił tysięcy mniej lub bardziej potrzebnych badań, nie stosował odtruwania organizmu, wszelkiej maści diet a mimo to jest „wyleczone” z autyzmu. Wiecie dobrze, że tego nie będzie. A nóż zacząłby wątpić. Rodzic musi wierzyć, że istnieje jedyna słuszna droga.

Julka już ponad tydzień jest bez terapii – w ubiegłym tygodniu była na wakacjach. Ale już w środę przyjdzie pani do domu i będą zajęcia. Jakoś ta przerwa nie ma zgubnego wpływu na Jej funkcjonowanie.

Warto przeczytać:

Podziel się