Jak to z tym Aspergerem było?

Dzisiejszy wpis będzie nawiązaniem do wczorajszego. Powód jest jeden – pojawiły się bowiem głosy iż „tradycjonaliści” w tym ja w sposób naśmiewczy próbują zdyskredytować biomedyczne metody „leczenia” autyzmu.
Słowem kluczowym w tym wszystkim jest zapewne słowo „wyleczyć”.
Proszę zatem dokładnie przeczytać opis do feralnego filmu i co tam pisze? Ni mniej ni więcej to: w wieku 3 lat zdiagnozowano Zespół Aspergera, a który już dzisiaj nie dostałby takiej diagnozy.
Zastanawiałem się skoro już jest tak dobrze to jednocześnie jest tak źle. Bowiem co jakiś czas matka opowiada jakie jeszcze ma problemy z dzieckiem.

Zapewne wiecie, że w maju ubiegłego roku wprowadzono DSM-5, nową edycję klasyfikacji chorób psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (APA), w której nie ma już terminu „syndrom Aspergera”.
Nowa nazwa dla całej kategorii – zaburzenie ze spektrum autyzmu (ASD), obejmujące zaburzenie autystyczne, zespół Aspergera, dziecięce zaburzenie dezintegracyjne oraz całościowe zaburzenia rozwojowe niezdiagnozowane inaczej. Jedna kategoria diagnostyczna – spektrum autyzmu – lepiej oddaje wg specjalistów pracujących nad DSM-5 obecny poziom wiedzy na temat objawów klinicznych.
Gdy trwała dyskusja o nowym kryterium jego krytycy obawiali się, że wśród wykluczonych szczególnie znajdą się dzieci z obecną diagnozą PPD-NOS (całościowe zaburzenie rozwoju nie zdiagnozowane inaczej ) i zespół Aspergera.
Jedno z większych badań (na próbce niemal 4,5 tyś. dzieci), wykazało, że 91 procent dzieci w próbce z diagnozą zaburzeń ze spektrum autyzmu na podstawie kryteriów wg DSM-IV, może otrzymać również diagnozę ASD przy użyciu DSM-5.
Pojawiały się również głosy, że zmiana ta podyktowana jest faktem zbyt częstego diagnozowania tego typu zaburzeń, więc trzeba uszczelnić „system”.
Zatem nie wiemy co dokładnie, szczególnie ten polski rozmówca miał na myśli. Czy zatem chłopiec nie dostałby diagnozy gdyż jest już „zdrowy” czy wynika to ze zmiany wspomnianego kryterium? A jeśli nie jest jeszcze „zdrowy” to po co u diabła piszą w tytule filmu o możliwości wyleczenia autyzmu. Równie dobrze wszystko to o czym mowa w filmie może doprowadzić do „wyleczenia” autyzmu (upss dawnego ZA) jak i nie.
Pani Kasia z jednej strony minimalizuje wpływ oddziaływania terapeutycznego – te niczego nieświadome terapeutki cieszyły się że dziecko robi już to i to, ale to nie była ich zasługa tylko zbiegło się to z wprowadzeniem czegoś nowego w diecie czy suplementacji.
Chwilami dokładnie nawet i tego nie wiadomo, bowiem jednocześnie wprowadzano tyle różnych specyfików, że trudno określić który z nich pomógł a który nie.
Z drugiej strony matka walczy o możliwość finansowania przez władze stanowe terapii jakie wg Niej są odpowiednie, a nie takich z których obecnie mogła by korzystać. Sama bowiem przyznaje, że Jej syn ma zajęcia garncarskie gdyż występują u Niego zaburzenia sensoryczne.
Co więcej to „leczenie” autyzmu może jeszcze potrwać jeszcze wiele lat.

Osobiście nie jestem również przekonany czy wszystko to co teraz stosuje za jakiś czas okaże się być już niewystarczającym. I trzeba będzie zrobić krok na przód przejść na jeszcze wyższy poziom, aby ta cała terapia była bardziej „skuteczna”.
Wszak może się okazać, że nawet ten komputer z internetem na kabel, czy zwykła żarówka są na tyle szkodliwe, że trzeba będzie się i tego pozbyć.
Nie twierdzę, że pani Kasia nie ma zupełnie racji w tym co robi. Każdy z nas wie, że spora część żywności to wyroby przemysłu chemicznego.
Gdy tylko jest taka możliwość Julka smacznie zjada jajecznicę z jajek które zniosły kury poszukujących robaków żyjących w ziemi, wydłubujące z niej różne składniki. Na pewno to co jemy ma jakiś mniejszy lub większy wpływ na nasz organizm.
W jej rodzinie tylko syn ma diagnozę ZA, zarówno Ona jak i córka są zdrowe, przynajmniej tak wywnioskowałem na podstawie obejrzanego filmu. Nie bardzo więc rozumiem dlaczego cała rodzina co kilka miesięcy ma robione odpowiednie testy aby określić ich stan „zdrowia”.
Ta „dzielna” matka wybrała taki sposób na życie – z dala od cywilizacji.
Od początku naszych zmagań z autyzmem naszym celem było jedno – Julka ma się odnajdywać wśród rówieśników.
Moglibyśmy „lepiej” dbać o Julki „zdrowie” i ograniczyć jeszcze bardziej oglądanie bajek w telewizji. Tylko wg mnie nie tędy droga, Julki „zdrowe” koleżanki z przedszkola oglądają te same bajki. Pozbawiona tego, siedziała by z boku nie wiedząc o czym kumpelki opowiadają.  A tak mogą opowiadać sobie co oglądały – i wie o co biega ;)
Ok, możemy przeprowadzić się w Bieszczady, mieszkać z dala od cywilizacji. Tylko jak zorganizuję Julce fachową terapię, co z przedszkolem, a później szkołą?
Zastanawia mnie jeszcze jedno – dlaczego to tajemnicze testowanie mięśniowe musi być przeprowadzane w Polsce. Czy w całych wielkich Stanach Zjednoczonych nie znalazłby się chociaż jeden „dobry” specjalista od tego?
Może to tylko przypadek ale o osoba o identycznym imieniu i nazwisku (do tego podanego przez panią Kasię), a nawet o zbliżonym rysopisie jak sama o sobie mówi jest …. z wykształcenia mgr inż. elektroniki.
Dodatkowo jest licencjonowanym trenerem NLP, konsultantem i coachem.
Mam nadzieję że to tylko i wyłącznie zbieżność nazwisk. Nie, nie …to ta sama osoba. Uppssss
Nie wiem jak Wy ale ja nie chciałbym aby nad moim zdrowiem tym bardziej Julki czuwał „kolega” ze studiów.
Kurde, nie bardzo wiem dlaczego zniknęła strona internetowa „fundacji” która za tym stoi. Uppps jak można jeszcze przeczytać na kopii strony są jeszcze trakcie rejestracji. I co znamienne powstaje ona z inicjatywy rodziców (jednego) dziecka. Czyżby kolejna „wielka” fundacja z gatunku mąż, żona i teściowa?

Podziel się
  • mamaBarcia

    Myślałam, że już się uodporniłam na wszelkie newsy o możliwościach „leczenia” naszych dzieci, ale nie, jednak nie :P Ileż można. Znam matkę która płaci krocie za prywatną terapię behawioralną. Poza tym dziecko jest prowadzone wg wytycznych p Radomyskiej i każdy sukces przypisywany jest stosowaniu diety. To po co ja się pytam terapia??? Mały mój od 2 lat ma regularną terapię, głównie oczywiście pedagogiczną behawioralną i robi ogromne postępy jak mi ktoś mówi ze zamaist godzin spędzonych na zajęciach i z nami w domu mogłabym mu fundować breje do jedzenia to dziękuję ale postoję….