A może tak … informacja

Pogoda za oknem jest jaka jest – dlatego wzięło mnie ponownie na refleksje o życiu.
Bardzo często słychać głosy rozgoryczonych rodziców dzieciaków niepełnosprawnych, że jest trudno z pomocą od Państwa. Pomoc jaka jest taka jest, ale jest wystarczająca czy nie to już inna para kaloszy – ile ludzi tyle opinii.
Problem jaki chcę dzisiaj zasygnalizować to – wiedza na temat form pomocy.
Wychodzę z siebie gdy słyszę, że rodzic o czymś takim jak orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego dowiaduje się po ….dwóch latach chodzenia dziecka do przedszkola. I nie chodzi tutaj o dziecko u którego tej „inności” nie widać, zdaję sobie sprawę że przypadki, że deficyty może zauważyć dopiero specjalista. Ale w tym przypadku to „coś” od razu rzuca się w oczy. Rodzic nie musi być wszechnicą wiedzy. To nie wina rodzica, że czegoś nie wie. Owszem nasza wiedza, jest coraz większa. Wymieniamy się wzajemnie doświadczeniami, kontaktami.

Ale nie tędy droga, nie wszyscy mają możliwość zdobywania takiej wiedzy.
Czym ryzykuje przykładowo przedszkolanka, pediatra, gdy dyskretnie porozmawia z rodzicem o dziecku, no najwyżej tym że rodzić ją opier..oli, za wtrącanie się w nie swoje sprawy. Czyli tak naprawdę niczym nie ryzykuje. A wyrobi sobie zdanie o rodzicu.
Nawet nie trzeba się narażać na takie niebezpieczeństwo – jest prostsze rozwiązanie. W dodatku całkowicie anonimowe.
W przedszkolach, żłobkach przychodniach lekarskich, czyli w miejscach w których wcześniej czy później są rodzice znajdują się tablice informacyjne. Wystarczy króciutko zasygnalizować tam „problem”. Jeśli ktoś będzie zainteresowany zapewne się w skontaktuje z kim trzeba.
Może, czasem na pierwszy rzut oka wygląda to na brak dobrego wychowania z mojej strony ale lubię się wtrącać niepytany do rozmów rodziców. Robię to zazwyczaj, gdy rodzic coś gdzieś usłyszał (często niedokładnie) i teraz opowiada głupoty.
Gdy coś wiem zawsze staram się tym dzielić z innymi.
Nie każdy czyta naszego bloga (i dobrze), nie każdy wie o naszej „bazie danych” z adresami (chociaż przeglądając logi widzę, że generuje ona spory ruch) , dlatego mam pewien pomysł. Może warto podzielić w miejscu gdzie jesteśmy popołudniami kilka razy dziennie się wiedzą i to nie tylko moją – będzie potrzebnych kilka kartek formatu A4, trochę miejsca na tablicy ogłoszeń pinezki też się przydadzą , dostęp do komputera z drukarką i …. zgoda szefostwa na mój pomysł ;)
Może wówczas nie słyszałoby się: a co to jest Wczesne Wspomaganie Rozwoju, to chyba jakaś nowość, dwa lata temu tego nie było.
Albo tego: To wracając do domu po zawiezieniu dziecka do szkoły nie muszę kupować całych biletów?
A tak na koniec – mała prośba. Proszę mnie nie pytać: czy to prawda, że dziecku niepełnosprawnemu należy się darmowe przedszkole prywatne. Jeśli już zapytanie takie pytanie to odpowiedź będzie jedna, gdyż tylko w mojej ocenie taka może być: To kwestia indywidualna. Zależy to od przedszkola, dziecka, oczekiwanej formy pomocy terapeutycznej.

Polskie ustawodawstwo nie gwarantuje bezpłatnej edukacji w przedszkolach niepublicznych. Cieszę, się że coraz więcej rodziców wie o „przywilejach” w placówkach niepublicznych, ale żądanie czegoś na „dzień dobry” jest moim zdaniem niepoważne. Owszem coraz więcej przedszkoli dopuszcza rozwiązanie polegające na zwolnieniu w mniejszym lub większym stopniu z czesnego, dzieci też są coraz chętniej przyjmowane i cieszy mnie to. Ale jeszcze jedna rzecz mnie cieszy – część rodziców zwraca uwagę nie tylko na „darmowość” ale na to co dziecko ma zapewnione w przedszkolu, czy placówka jest dla dziecka odpowiednia.
Przypominam, orzeczenie o niepełnosprawności to nie to samo co orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego.

Już miałem kończyć , lecz przypomniało mi się jeszcze coś. Teraz będzie o Julce.
Jesteśmy wczoraj całą rodziną w sklepie spożywczym. Obok w wózku siedzi (około) dwulatka i mówi do stojącej obok młodej kobiety: mamo, kup mi pićku. Na to Julka: Nie mówi się pićku tylko picie, prawda? Czy ta dziewczynka się pomyliła? Maluch w płacz, Tisio ostro upiera się, że ma rację. A my- wyjaśniliśmy grzecznie, że Julka lubi bawić się w logopedę, stąd takie a nie inne zachowanie. Nie, nie o tym że „prowadziła” prawdziwe zajęcia z prawdziwymi studentami neurologopedii już nie mówiliśmy. Nie każdy mówi wiedzieć, że Julka to pani podmagister ;)

Podziel się
  • Muszka

    Mała jest bystra i dlatego zwróciła uwagę na nie poprawna formę:)