Żebractwo?

Co jakiś czas wraca u nas jak bumerang „problem” jednego procenta. Może nie dokładnie ten procent ale źródło finansowania terapii i rehabilitacji naszych pociech. Narodowy Fundusz Zdrowia dale tyle ile daje – czyli jednym słowem mało. Z pieniędzmi z Ministerstwa Edukacji Narodowej, o też była różnie. Pieniądze te teoretycznie są (rząd płaci) no ale trzeba przecież utrzymać różnych Pasibrzuchów, i jeśli dziecko ma szczęście to te pieniążki „zobaczy”. Jest również PFRON, ze swoimi programami, w których mogą brać udział stowarzyszenia, fundacje. No i tu pojawia się „poważny” problem – trzeba mieć wkład własny.

Część rodziców dzieci niepełnosprawnych wychodzi z „fajnego” założenia – bo mi się należy. Ile by tej pomocy by nie dostali zawsze jest za mało. Już nawet nie liczę sytuacji kiedy to słyszałem „świeżaków” z jeszcze gorącym orzeczeniem w ręku, rodziców, którzy coś nie coś wiedzą o subkontach i prosto z mostu pytają różne fundacje - a co u nich można refundować? Wiadomo im więcej tym lepiej ;) No Julka ma „pecha” i swoje subkonto posiada w fundacji która ma swoje ograniczenia, i wszystkiego nie można. Słysząc takie rzeczy, dochodzę do wniosku, że Ci którzy mówią głośno o patologii obecnych rozwiązań prawnych w zakresie jednego procenta.
Jeszcze „lepsi” są Ci którzy założyli subkonto i czekają, czekają, czekają aż w końcu w chwili olśnienia mówią – do d… ta Fundacja nic mi nie dają.

No ale wróćmy do głównego wątku, będzie zatem historyjka. Zbieżność sytuacji, ludzi i czegokolwiek jeszcze chcecie zupełnie przypadkowa.

Udało się już znaleźć organizację , które prężnie działa, dzieciaki są objęte programami finansowanymi z PFRON-u. Zapisuję się, idę na zebranie a tam mowa o konieczności zgromadzenia przez „nas” kasy na wkład własny do programu pfronowskiego czy jakiegokolwiek innego. Czyż oni nie „zgłupieli” ja mam dziecko niepełnosprawne i mi się należy. Jeszcze powinni się cieszyć , że się do nich należę. Wszak mogą się wykazać jacy to „my” jesteśmy duzi. No niech stracę, zapłacę już tą składkę roczną. Chociaż to i tak niesprawiedliwe, powinni mnie zwolnić z tego obowiązku -przecież mam dziecko niepełnosprawne. Jestem biedny, potrzebujący – nie widzieliście? Po złożeniu podania o zwolnienie samochód przez tydzień stał głęboko zakonspirowany w garażu, a młoda też dostała zakaz chwalenia się kupnem nowego laptopa. Coś mówią aby zbierać jeden procent, na „wspólne” potrzeby. Eee, mówią, że trzeba to robić miarę możliwości. No ale ja nie mam możliwości ;) Pytam jednego, drugiego – ten to nie zbiera, tamten to ma subkonto gdzie indziej. Czyli jednym słowem jak się dla „nich” nie zbiera to też można żyć. Jak ktoś jest frajerem to niech zbiera.
Idę na kolejne zabranie a tam jest ostro, kurde komuś odbiło – nie dość że zbierają składki członkowskie to jeszcze chcą wprowadzić jakieś minimalne kwoty jakie trzeba zgromadzić. Nie no kwoty o jakich mowa nie są duże, ale przecież mi się należy, a nie widać? No możliwości w jaki to można zrobić jest sporo, ale nie ugnę się. Coś mówią, że gdy się okaże moje ukochane dziecko nie posiada odpowiedniego „kapitału” to nie będzie mogło chodzić na zajęcia. Ja mam zbierać pieniądze jak „żebrak”. Po moim trupie. Trzeba popytać o ten jeden procent. Nie, nie to jak zbierać, ale o to kiedy wiadomo będzie kiedy się wyda że NIC nie mamy. Eee, przepytam tych frajerów, co wypruwają sobie żyły, i ciułają procent za procentem, grosz za groszem. Spoko, luzik, sprawa się rypnie dopiero po wakacjach a nawet może i późną jesienią. Mówią, że jak nie uzbieramy tego minimum to dostaniemy czas na „dopłatę”. Czyli jeszcze trochę się pochodzę. Może takich jak ja „geniuszy” będzie więcej. Damy radę ;) Nie, żebym tym burżujom coś wpłacał.
Pomyślcie logicznie sami, przecież jak ktoś zabrał więcej to ktoś przecież może zebrać mniej. Co ta księgowa nie zna się na matematyce? Przecież zobaczy ile „dostała” kasy, niech tą liczbę podzieli przez ludzi. Jeśli ta średnia wyjdzie więcej niż sobie autorytarnie ustalili to czego chcą.
W najgorszym wypadku, gdyby już się na mnie tak masakrycznie wkurzyli to pójdę, pójdę do gazety, pójdę do radia, wszędzie pójdę. Pokażę im, że jestem biedny i potrzebujący. I jak mnie tutaj potraktowali ….ciąg dalszy nastąpi gdy życie na to pozwoli.

Wystarczy wejść na jakiekolwiek forum, grupę dyskusyjną by przekonać się, że Julka ma szczęście. Nie możemy narzekać na dostępność terapii i to różnorodnej i rzecz jasna fachowej. Znam rodziców, co sprzedawali dom, mieszkanie, płacą bebechy za wynajem lokum w innym mieście by móc się przeprowadzić tam gdzie dziecko będzie miało dostęp do terapii. I to nie tylko tej bezpłatnej. Kwota o jakiej mowa w mojej historyjce to niecałe 10 zł na tydzień, lub jak to woli złotówka z groszami (kilkunastoma) dziennie – parafrazując pewną reklamę telewizyjną.
Jeśli ktoś znajdzie profesjonalną terapię w takiej kwocie, niech da mi znać.

Ilu jest rodziców, którzy dostali reprymendę za to nie zbierają jednego procenta. Kogo z Was, opier..ił sąsiad za to że nie powiedzieliście mu, o tym że zbieracie?
Wystarczy dokładnie powiedzieć co i jak. Niestety mimo, że ten jeden procent istnieje kilka lat, wciąż wielu nie wie jak tą kasę się wydaje. A to jest główny problem ze zbieraniem na dzieci. Tłumacząc na czym ta idea polega, edukujesz społeczeństwo. Może, będziesz miał pecha i zamiast na Twoje dziecko „sąsiad” przekaże kasę na inne bardziej potrzebne w Jego ocenie dziecko. Ale robiąc to robisz dobry uczynek ;)

Gdy w firmie „zapragnęliśmy” nowego kombajnu biurowego, nasz szef powiedział: - zgoda, ale musicie podać 20 sensownych argumentów za tym że jest ona potrzebna. Może, ktoś kto uważa, że zbieranie 1 procenta na potrzeby dziecka to żebractwo poda mi a niech stracę piętnaście argumentów na poparcie tej śmiałej tezy?

Podziel się
  • Jolanta Różycka-Drożdżal

    Przydałoby się ten punkt widzenia przedstawić na zebraniu…ale z drugiej strony pasuje tu powiedzenie „czego wymagać od wołu?…tylko sztuki mięsa”. Do wielu chyba nigdy nie dotrze, że „żebrzą” dla dobra swojego dziecka. Pozdrawiam

    • Rodzice Julki

      Chciałbym tylko jednego – aby za kilka tygodni nie zasłaniano się „dobrem” dziecka. Jakakolwiek „amnestia” spowoduje jedno – w przyszłym roku będzie jeszcze większy odsetek osób które nic nie będą robić.

  • http://www.dzielnyfranek.blogspot.com dzielnyFranek

    Taaaa, słyszałam o żebractwie i żebroblogu. Naszym, tzn Franiowym.
    Kto nie wie, o czym mówi, niech zamilknie lepiej.
    Kto nie wie, jaka jest stawka, też niech zamilknie.

    Uściski