Relacja z dnia …

Nadszedł ten długo oczekiwany dzień . Dzień dziecka postanowiliśmy uczcić nieco wcześniej bo już 31 maja w sobotę. Jak co roku postanowiliśmy z rodziną, że zamiast kupować drogie prezenty zapewnimy dzieciom wspólne atrakcje. I tak plan rozpoczęliśmy od wypadu do kina.
W tym dniu przygotowano dla dzieci dodatkową atrakcję w postaci jak malowania twarzy, Był również stolik gdzie można było rysować, rozdawano balony. Oczywiście Julcia zażyczyła sobie aby ozdobić Jej twarz malunkiem biedronki. Farby takie nie kryją dobrze, w efekcie Julia wyglądała jak wściekła osa.

Dziewczynki jak to dziewczynki, odkryły że można nabyć przekąski i napój cola niezbędne podczas seansu filmowego. Sam film dzielnie zniosły dziewczyny, trochę się wierciły i nudziły momentami film „My little Pony: Equestria Girls” był dla nich momentami niezrozumiały. Reagowały bardzo żywiołowo w czasie piosenek wstawały z miejsc siedzących i tańczyły.. Następny punkt został szczęśliwie pominięty, udało się wmówić że Mc’Donalds jest w tym dniu nieczynny. Udaliśmy się do drugiego centrum handlowego w którym przygotowano atrakcje pod nazwą: W smoczej Krainie. Były zatem smoki, rycerze. Dziewczyny opanowały dmuchany zamek w środku którego był tunel z przeszkodami. Trasę pokonywały wielokrotnie, przy wejściu trzeba było pokonać silny strumień powierza, a przy wyjściu trzeba było rozchylić szczelne „drzwi”. Julka udawała, że utknęła i w iście aktorski sposób wyczołgiwała się z tunelu. Można było założyć zbroję rycerza, czy suknię księżniczki. Nie muszę chyba pisać co wybrał nasz Tisio.
Było również koło fortuny, i za wydanie w sklepie jednorazowo kilkudziesięciu złotych dostawało się możliwość zakręcenia. Po niemal trzech godzinach intensywnych szaleństw, wróciliśmy nieco zmęczeni do domu. Rodzice też postanowili sobie zrobić dzień dziecka zamiast tradycyjnego obiadu, zamówiliśmy pizze i tu kolejna niespodzianka. Julcia przypomniała sobie widzianą gdzieś reklamę, że w pobliskiej galerii też są atrakcje dla dzieci. Niestety po rekordowym tempie jedzenia kawałka pizzy spreparowanego na margritę (usunięte zostały wszystkie dodatki został tylko sos , ser i trochę szynki) co zajęło bitą godzinę, zużyciu całego sosiku pomidorowego (przysmaku Julki), niezrażone deszczem udałyśmy się do galerii. Tisio szybko zapoznał koleżanki z którymi wspólnie brały udział w zawodach spodni na trzy osoby. Udało się nam też spotkać kolegę z przedszkola, dzieciaki się przywitały. Rodzice miały możliwość chwilkę porozmawiać i wymienić spostrzeżenia na temat organizacji w poszczególnych galeriach. Następnie odbywał się teatrzyk kukiełkowy, nieco znudzona Julcia zapragnęła pić. Pojechałyśmy zatem na górne piętro, gdzie znajduje się skupisko lokali gastronomicznych. Po krótkiej sprzeczce na temat lokalu gdzie kupimy lody udało mi się przekonać Julę do lodów gałkowych. Siedziałyśmy przy stoliku a naprzeciwko znajdowało się stoisko gdzie sprzedają zdrowe napoje naturalne soki na miejscu sporządzane z owoców i koktajle. Wszystko bardzo kolorowe. Julcia zamarzyła aby spróbować takiego cuda. Wiedziałam jaki będzie efekt. Dla świętego spokoju zamówiłam. Och jakie było rozczarowanie, kiedy poczuła nieco cierpki smak soku, czystej karotki, jak się krzywiła. Musiałam sama wypić resztę Julka wkurzona płakała że chce gazowany że takiego nie chciała. Myślałam że Jej przejdzie udałyśmy się do pobliskiego sklepu odzieżowego gdzie Julia dowiedziała się o specjalnie przygotowanej na ten dzień promocji przy zakupie dwóch rzeczy druga, tańsza 50 procent tańsza. Darła się jak głupia że chce mieć bluzkę. Oczywiście nie kupiłam bo już ma cały zapas na lato. Sytuacja stawała się coraz najbardziej napięta i trudna do ogarnięcia i tu pomógł telefon do taty z błaganiem błyskawicznego zjawienia się. Tata przybył z lotem błyskawicy w ekspresowym tempie. Nie obyło się bez wizyty w dobrze znanym Julce sklepie spożywczym, zakupiona została jedynie woda duża dla rodziców i w małej butelce dla Julki oraz kilka czekoladek. Julkomama czuła się tak zmęczona pobytem w galerii że musiała na chwilę usiąść i odpocząć bo ją lekko zesłabiło. Każdy otrzymał swój przydział w domu, tylko nie wiedzieć czemu tata w bliżej nieokreślonych okolicznościach stracił część swojego przydziału. Ogólnie ten dzień uważam za udany, miło spędziliśmy wspólnie czas, co chyba jest cenniejsze dla dziecka niż droga zabawka która za chwilę i tak będzie rzucona w kąt.

Przypominamy o konkursie.
Pewna sympatyczna osoba odpowiedziała poprawnie na wszystkie pytania, to teraz wystarczy tylko ściągnąć ;)

Podziel się