No to podpadłem

No i znowu narozrabiałem ;) Mój wpis o „żebractwie” wywołał sporo kontrowersji. Z tego co „mówią” gołębie na osiedlu wpis był przez wielu dokładnie analizowany. Zatem kilka słów wyjaśnień.
Wpis powstał nie tyle jako pokłosie pewnego zebrania z ostatniego tygodnia, które i tak nie wiosło niczego nowego w poruszanej w moim wpisie kwestii ale tego co już jest świecką tradycją – „anonimowych”, pokątnych dyskusji korytarzowych.
Przypominam, że o tej sprawie pisałem już w lutym. Nie wierzycie? – proszę sprawdzić.

Mój pomysł polegający na tym aby „wspólny” worek rozdzielać na wszystkich – to taka ironia. Proszę tego nie brać poważnie. Żeby było jasne – jestem przeciwnikiem solidarności społecznej w tym przypadku. Już wyjaśniam dlaczego.
Po pierwsze – są osoby dla których spełnienie „ustawowego wymogu” nie będzie problemem, ale będą też osoby które muszą zrezygnować z wielu innych rzeczy a mimo to wiedząc, że chodzi o własne ukochane dziecko są zdolni do wyrzeczeń i z bardzo wielkim trudem wywiążą się z obowiązku. I jak te drugie osoby będą się czuły słysząc „narzekania” tych którym się należy i zatem nic nie muszą robić.
Moje „innowacyjne” rozwiązanie teoretycznie mogłoby jakoś przejść w sytuacji gdyby zgromadzone środki przekroczyły planowaną wartość a więc „średnia” przekroczyłaby to minimum.
A co gdyby tych środków będzie mniej? Kto musiałby dokładać do wspólnej kasy? Idąc tym tokiem rozumowania to zapewne Ci co z mniej lub większym trudem wywiązali się z obowiązku w imię solidarności społecznej.
Jest jeszcze jeden aspekt poruszanego przeze mnie problemu – mniej lub bardziej jawne opowiadanie o tym, że nic się nie robi i czeka się na to co będzie jw przyszłości działa zniechęcająco na innych. Przecież jak Cześka, Franka (imiona zupełnie przypadkowe) nie zbiera, nie odkłada to ja też nie muszę.
Teraz proszę bardzo powoli przeczytać to co piszę. Jestem przeciwnikiem jakiejkolwiek łamania jakichkolwiek wcześniejszych ustaleń.
Powód jest banalny – to byłby powrót do sytuacji w której część zbiera 1 procent, robi darowizny by dzieciom zapewnić coraz to lepsze warunki do terapii a część na to w przysłowiowych czterech literach.

Przepraszam, tych których swoim wpisem uradziłem zdezorientowałem. Nie było to moją intencją.
Mówiąc po ludzku mam już dosyć postawy roszczeniowej wśród ludzi. Może mój dość kontrowersyjny wpis uzmysłowi, że to co robimy to robimy dla własnych dzieci.

Podziel się