Mogielnicki piknik

No w końcu się udało, mimo że do końca była niepewność – wczoraj odbył się przedszkolny piknik rodzinny w nieodległej Mogielnicy. Początkowo miał odbyć się w ubiegły piątek, no ale sami wiecie jak wówczas było, bardzo zimno i mokro.
Program tradycyjnie taki jak w roku ubiegłym, no może motyw przewodni był trochę inny – rządził wódz indiański ;)
Oczywiście na pierwszy rzut poszedł występ artystyczny, Julki grupa występująca jako trzecia w kolejności zaprezentowała piosenkę Smutne reggae. Nasz Tisio występował całą sobą, ta ekspresja w czasie występu nie do opisania.
Po występie pora na wręczenie prezentów niespodzianek dla rodziców.

występ Julki grupy

występ Julki grupy
No i można było trochę poszaleć na świeżym powietrzu. W tym roku Julka upatrzyła sobie taką przeszkodę wspinaczkową szałas – o ile wdrapywała się bez kłopotu, gorzej było ze schodzeniem. Wówczas do tego trudnego zadania idealnie nadawał się Julkotata.

kilka godzin później
Występy się skończyły, zadaszone deski do tańca zostały opuszczone, czego chcieć więcej. Do akcji wkracza artystka Julka. I robi występy solo.Julka solistka

solo_2
Tylko nie wiedzieć czemu trzeba było przerwać świetną imprezę, gdyż ktoś sobie wymyślił gorące danie – zupę pomidorową.
zupa pomidorowa
Wódz indiański skumplował się z okrutnymi przedszkolankami i wspólnie wymyślili super ekstra trudne zadania sprawnościowe. Na początek rzuty balonikami napełnionymi wodą do tarczy pełnej gwoździ. Trzeba było roztrzaskać balon, tak aby rozlała się woda. Ojjj nie było to proste ;)
O ile rzucanie do celu nie było męczące to dopiero rozwalenie w drobny mak kuli piniaty to dopiero była niezła katorga. Chłopcy mogli się przekonać, a którą dziewczynę lepiej się nie zabierać by w przyszłości nie mieć kłopotów – niektóre Julki koleżanki to mają predyspozycje do używania wałka nie tylko w czasie prac kulinarnych.
Piniata
W kolejnych konkurencjach a więc skakaniu jak żabka od szarfy do szarfy czy biegu sztafetowym Julce szło całkiem nieźle – wszak od lat ćwiczy takie cuś na zajęciach z integracji sensorycznej.
Było trochę problemów z niesieniu woreczka na głowie ale i z tym można sobie poradzić przy malej pomocy (nie do końca legalnej).
woreczek na głowie
Niemniej w tym roku Julka zdominowała parkiet, nawet zorganizowała sobie „mikrofon”, i to nie tylko sobie.
Zabawa z koleżanką
A jak człowiek jest najedzony, po skonsumowaniu sporej ilości kiełbasek z grilla to nie pozostaje nic innego jak poleżeć i się poopalać.
opalanie
Tegoroczna impreza była dla nas troszkę inna – za sprawą (pseudo)teatrzyku, czy imprez urodzinowych znaliśmy już część rodziców i było z kim swobodnie pogadać. Julka też była bardziej samodzielna, nie musieliśmy Jej ciągle mieć na oku.
No i było jeszcze coś, co bardzo mi się podobało. Po kilkumiesięcznej nauce młodsze dzieciaki zamigały piosenkę ;) Niektórym szło lepiej, niektórym gorzej ale i tak efekt był niesamowity.
Wielkie brawa dla przedszkola za taki fajny i pożyteczny pomysł.
Również wszystko wskazuje, że powróciły dobre dni w relacja z Jej przedszkolną przyjaciółką. Z tego co wiemy chwilowy kryzys to nie był spowodowany koleżką autyzmem.
Po pikniku, dzieciaki miały możliwość powrotu do przedszkola, Julka z tego nie skorzystała. Miała bowiem plan – gdy wychodzi z przedszkola lodziarnia obok przystanku jest już zamknięty. No ale wczoraj była możliwość wcześniejszego wyjścia do domu a to oznacza tylko jedno – lodziarnia jest otwarta. Nie no takiej okazji to Tisio nie może przepuścić. Wszak lody smerfowe to podstawa ;)
Gdy wróciliśmy do domu, Julka padła jak mucha, oczywiście było to do przewidzenia. Aż żal było ją budzić na popołudniowe zajęcia.

Podziel się