No to podpadłem

No i znowu narozrabiałem Mój wpis o „żebractwie” wywołał sporo kontrowersji. Z tego co „mówią” gołębie na osiedlu wpis był przez wielu dokładnie analizowany. Zatem kilka słów wyjaśnień. Wpis powstał nie tyle jako pokłosie pewnego zebrania z ostatniego tygodnia, które i tak nie wiosło niczego nowego w poruszanej w moim wpisie kwestii ale tego co już jest świecką tradycją – „anonimowych”, pokątnych dyskusji korytarzowych. Przypominam, że o tej sprawie pisałem już w lutym. Nie wierzycie? – proszę sprawdzić.

Podziel się

Koniec roku – może i nie?

Od kilku dni znajomi z „branży” chwalą się sukcesami swoich pociech, ich świadectwami, dyplomami na koniec roku. W naszym przypadku to nie takie proste, nie dlatego że Julka przez rok siedziała w domu. Nic z tych rzeczy. Była sumiennym przedszkolakiem. Julki przedszkole pracuje cały rok. W piątek maluchy zabrały do domu wypełnione do ostatniej strony podręczniki, teczkę z pracami plastycznymi a jutro widzą się w przedszkolu. Przez dwa miesiące będzie luz i zabawa Minione dziesięć miesięcy było dla Julki przełomowe. Po pierwsze musiała pożegnać się ze swoją pierwszą przedszkolną koleżanką. Znacząco zmienił się skład ciała pedagogicznego. Z jednej strony było Kontynuuj czytanie →

Kreatorka mody

Domowe kobiety orzekły po głębokim namyśle – Julkotata musi iść na ubraniowe zakupy. Przyniosły nawet kupon rabatowy – jak wybiorę sobie ubrania za minimum 150 złotych w kasie odliczą 40. Wczoraj od rana padało, ale po zajęciach (opóźnionych z powodu wypadku komunikacyjnego) nic już z góry nie padało – więc nie było jakiejkolwiek wymówki i trzeba było iść. Wybór padł na spodnie, chwilkę się pokręciliśmy, są fajne rozmiar na metce też odpowiada temu co kupuje zazwyczaj. Całą rodziną idziemy do przymierzalni, Julka włazi ze mną i nieproszona siada na ławeczko-półce. Kurde ubieram a tam taki luz, że jeszcze Julka by Kontynuuj czytanie →

Żebractwo?

Co jakiś czas wraca u nas jak bumerang „problem” jednego procenta. Może nie dokładnie ten procent ale źródło finansowania terapii i rehabilitacji naszych pociech. Narodowy Fundusz Zdrowia dale tyle ile daje – czyli jednym słowem mało. Z pieniędzmi z Ministerstwa Edukacji Narodowej, o też była różnie. Pieniądze te teoretycznie są (rząd płaci) no ale trzeba przecież utrzymać różnych Pasibrzuchów, i jeśli dziecko ma szczęście to te pieniążki „zobaczy”. Jest również PFRON, ze swoimi programami, w których mogą brać udział stowarzyszenia, fundacje. No i tu pojawia się „poważny” problem – trzeba mieć wkład własny.