Noc Muzeumów – wieczór

Zgodnie z poranną obietnicą, prezentuję Wam drugą część relacji z naszej nocy muzeów. Tak więc po posileniu się Julki popcornem przygotowanym rzecz jasna w mikrofalówce udaliśmy się jak to mówią na miasto ;)

Naszym celem była siedziba „elektrowni” czyli biurowiec rzeszowskiego oddziału spółki PGE. A tam na parterze znajduje się Sala Muzealna Energetyki Podkarpackiej. O pełnych godzinach można było korzystać z pomocy przewodnika, no ale taki chwyt stanowiłby ujmę na honorze Julkotaty.

Z racji wykształcenia, wykonywanego zawodu, sam byłem przewodnikiem dla swojej ukochanej córeczki. Widać że, Tisio elektrykę na w genach, no ale patrzcie sami:
elektryk
Nie ma co ukrywać, rośnie trzecie pokolenie ludzi związanych z energetyką.
Niektórzy trochę dziwnie patrzyli jak obrazowo opowiadałem Julce do czego służy dany eksponat. Jeden to prawdopodobnie demontował w pierwotnym miejscu zainstalowania ;)

Wszystkiego pragnęła dotknąć, przekręcić, przełączyć, więc dla świętego spokoju oddaliliśmy się na plac przed budynkiem, gdyż tam miał być widowiskowy pokaz wyładowań „Transformatora Tesli”. No ale, coś poszło nie tak, i pierwszy pokaz odwołano. Dobrze, że „moja” firma nie udzielała na to gwarancji, gdyż musiałbym przyjmować zgłoszenie ;) Trochę powspominałem stare dobre czasy, z kolegami i nie czekając na kolejną porę pokazu poszliśmy do domu.
Od muzeum do muzeum
No tak mi się wydawało.
Zahaczyliśmy bowiem o Muzeum Dobranocek, prezentujące zbiory Wojciecha Jamy. Julka była już w tej placówce kulturalnej. No ale jak już przechodziliśmy obok wdepnęliśmy, i bardzo dobrze…gdyż ponownie spotkałem znajome twarze.Muzeum Dobranocek
Nie teraz to już na pewno koniec i co? znowu się pomyliłem. Wracamy sobie wzdłuż północnej pierzei rzeszowskiego rynku, gdy nagle krzyczy: - tato, patrz, tam jest kolejne muzeum, musimy tam iść.
Tym razem padło na Muzeum Etnograficzne im. Franciszka Kotuli. Myślałem, że informacja o potrzebie pięciominutowego postoju z powodu dużej ilości zwiedzających w środku, odstraszą mojego Tisia. Ale nie, czekała w cierpliwie.
Stroje ludowe średnio, tą wielbicielkę mocy zainteresowały,suknia
Zainteresowała się fotografią przedstawiającą pracę z wykorzystaniem piły dwuręcznej czyli popularnej „moja-twoja”.
piła moja-twoja
Dziadek już zgodził się zademonstrować działanie tego cudu techniki.
Zdąrzyliśmy jeszcze obejrzeć ostatniego pretendenta do wygranej w konkursie Elegancji Pojazdów Zabytkowych na Rynku – był to bodajże Polski Fiat 125p 1300.
Zerknąłem na specjalnie przygotowaną mapę, planowałem iść do autobusu ulicą jagiellońską, Trasę Podziemną łatwo pominąć, do Muzeum Okręgowe oraz Muzeum Diecezjalne Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna przy ul. Sokoła nie znajdują się na trasie naszego przemarszu. Więc zupełny luzik ;)
Ale jak pach to pech, na ulotce tego nie było ale w rzeczywistości już tak – czternasty punkt. Julka wypatrzyła tłumek ludzi wchodzących do Muzeum Skarbów Matki Ziemi, znajdujące się w jednym z salonów jubilerskich przy rzeszowskim deptaku. Pani stojąca przy wejściu,- przewodniczka cy cuś, miała taką minę że (sami wiecie jaką) co w połączeniu z wyglądem nie w moim typie oznaczało jedno jeśli Julka nie będzie się upierać zakończymy zwiedzanie, po pierwszej gablocie. Julka chyba czyta w moich myślach gdyż o nic nie pytana powiedziała: – bolą mnie nogi, kończmy już.
Autobusy też przyjechały jakbyśmy je zamawiali i jeszcze przed 21-ąbyliśmy w domku.
No daje taka akcja? Zapewne wielu dowiedziało się jakie są w naszym mieście placówki kulturalne. Jeśli ktoś jest zainteresowany bardziej szczegółowym zwiedzaniem to znacznie lepsze są „zwykle” dni.
Przecież bilety do rzeszowskiej trasy podziemnej nie są aż takie drogie, więc po co stać w gigantycznych kolejkach. Co innego gdy są specjalnie przygotowywane na ten dzień ekspozycje, to owszem warto iść. W Muzeum Dobranocek czułem się jak na rynku, wśród przekupek. Może wzorem roku ubiegłego również teraz za kilkanaście dni z okazji dnia dziecka będzie można bezpłatnie je zwiedzać.

PS. Jeśli zastanawiacie się kto tak pomalował Julkę, to wyjaśniam. Julka wpadła w łapy animatorki w muzeum na ul. 8-go marca ;)
A skąd taki tytuł wpisu, to nie literóka, Julka bywa bowiem w muzeumach, więc i noc była muzeumów.

Podziel się