Krew się gotuje

Zawsze znajdzie się jakiś temat do wpisu na blogu. Dzisiaj wydawało się, że znowu nic nie napiszę, ale nie…. Za sprawą miłego i kulturalnego kierowcy rzeszowskiego autobusu MPK o numerze bocznym 721 (Solaris) znalazł się temat ;)
Co weekend wracamy od rodziny ze Świlczy najczęściej o godzinie 17.25 lub 18.40. Pora jest nieprzypadkowa bowiem o tych godzinach kurs jest do Świlczy i do Rzeszowa autobus jedzie z „pętli”. A w lecie wieczorem kierowczynie czekając na odjazd poprawią sobie makijaż, opalają się, jednym słowem jest na co rzucić okiem ;)

No tak mi się przynajmniej wydawało. Jeśli jest kurs ze Trzciany to trzeba iść na przystanek „pod szkołę” a więc nadłożyć sporo drogi aby przejściem podziemnym przejść na drugą stronę krajowej 4-rki. Tak było odkąd pamiętam, co więcej wracałem tak wczoraj. Ale dzisiaj przychodzimy sobie na tą „pętlę” a kierowca oznajmia, że musimy iść na drugą stronę ruchliwej ulicy. Co więcej aby zrobić to i wyrobić się przed odjazdem autobusu trzeba złamać przepisy ruchu drogowego – trzeba przechodzić w miejscu niedozwolonym. Protesty na nic się zdały, On wie lepiej to że wszyscy inni kierowcy robią coś odwrotnego skwitował prosto – wszyscy inni nie wiedzą co robią. Wczoraj rano tym autobusem kierowała ładna młoda dziewczyna, szkoda pisać mi na Nią skargę ;) A przecież zabrała mnie i kilku innych pasażerów „nielegalnie”.
Co robić kierowca stoi twardo na swoi, włącza silnik i jedzie bez pasażerów tam gdzie sobie umyślił. Ludzie widząc to pędzą na złamanie karku przez 4-pasmową ulicę. Julka wpadła w histerię, łapię za telefon i dzwonię do dyspozytora, mówię co się dzieje. W słuchawce słyszę tylko 721 zgłoś się natychmiast …
No nie było innego wyjścia jak złamać przepisy i z narażeniem życia, w rozhisteryzowanym Tisiem przedostać się na druga stronę ulicy. Dotarłem 2 minuty po planowanym odjeździe, i co …. kierowca owszem wpuścił nas do środka ale przecież to on jest panem i władcą, kto mu podskoczy. I z uśmiechem na twarzy stał jeszcze 5 minut tak więc odjechał z siedmiominutowym opóźnieniem. Dlaczego tak? Musiał podnieść swoje ego, a może wiedział że niedługo będzie szukał nowego pracodawcy?
Uparcie twierdził, że ma odjazd z przystanku Świlcza PKS, a my nie wiedzieć czemu chcieliśmy wsiadać na przystanku PKS Pętla. Pomijam fakt, że kierowca pomylił nazwy przystanku się gdyż przystanek o którym opowiadał, na który nas wysyłał jest w zupełnie innym miejscu.
Porozmawiałem sobie z miłym dyspozytorem i przynajmniej dzisiaj ten kierowca czy chce czy nie ma zabierać ludzi z tego przystanku na którym zwyczajowo na niego czekają pasażerowie.
A że z tymi przystankami to w rzeszowskim ZTM mają burdel to już inna sprawa.
Wchodzę sobie na rozkład jazdy interesującej mnie linii i co widzę?
A to…
petla
Co ja widzę, kurs ze Trzciany zatrzymuje się na przystanku Świlcza Pętla. Ludzie, jeśli się mylę to możecie mi uciąć ( no wiecie co) ale zapewniam że ten przestrzegający przepisów kierowca MPK nie zatrzymał się na rzeczonym przystanku. Aby na niego wjechać musiałby dojechać niemal do granic Rzeszowa tam na rondzie zawrócić, przyjechać na wiadomy przystanek i wrócić do Rzeszowa. Inaczej się nie da. To tylko ponad cztery kilometry drogi jako bonus.
Nie wiem może się mylę, ale wystarczy popatrzeć na przystanek wcześniej i ten późniejszy by zorientować się że chodzi to o przystanek na którym zatrzymują się wyłącznie kursy ze Trzciany, tego naszego kursy tam nie ma, a dzisiaj musieliśmy tam być. To albo jeden przystanek ma dwie nazwy, albo nazwy są zamienione, inne rozwiązanie nie przychodzi mi do głowy.
Czy ktoś myślący widząc to co pisze, wiedząc że kurs jest ze Trzciany poszedłby na drugą stronę ulicy Nie. A chyba powinien ;)
Kursy zaczynające się w Świlczy na rozkładzie jazdy pojawiają się dopiero na kolejnym przystanku, wiedząc to odejmowałem sobie 2 minuty i wiedziałem o której mam się stawić obok autobusu.
No dzisiaj się nam jakoś udało dojechać. Ale co będzie jak za tydzień przygotujemy się do wsiadania do autobusu na przystanku z którego kazał nam dzisiaj wsiadać kierowca? Jeśli będzie to kurs ze Świlczy to niemal na pewno bez nas odjedzie do Rzeszowa. Gdyż żaden kierowca przy zdrowych zmysłach wykonując taki kurs tam się nie zatrzymuje.
Kilka lat temu, przed modernizacją drogi, kierowcy kończyli kurs kilkadziesiąt metrów wcześniej, ale zawsze zabierali pasażerów z tego miejsca z którego dzisiaj „uprzejmy” kierowca autobusu o numerze bocznym 721 odjechał bez pasażerów, w inne wybrane przez siebie miejsce.
A to piękna infografika, z opisem całej sytuacji.
przystanki

Przełożeni tego miłego pracownika komunikacji miejskiej wczujcie się rolę rodzica dziewczynki z autyzmem, który musi tłumaczyć rozhisteryzowanej córce dlaczego kierowca odjeżdża bez niej. Chyba wiecie co robić ….

Podziel się