KomisjoKomis

Naszemu Tisiowi wystarczy strzępek podsłuchanych ukradkiem informacji i już można stworzyć niesamowitą historię.
W środę wybieram ją z przedszkola a Jula ni z gruszki ni z pietruszki wyskakuje z hasłem:
- Tatusiu, a wiesz jutro jest piknik. Pod przedszkole przyjedzie autobus
– Julko, jaki piknik?
– No z okazji dnia mamy i taty. Dzisiaj z paniami robiłyśmy serduszka. Więc piknik musi być.
– Jesteś pewna że to jutro ten piknik?
– Ależ tato, jutro rano ma przyjechać pod przedszkole autokar i wszyscy jedziemy.


Owszem cały ubiegły tydzień Julka nie chodziła do przedszkola, ale i tak bym coś wiedział o tym pikniku. Jakby było coś na rzeczy, to na stówę przedszkolanki by coś przypominały. Na tablicy ogłoszeń, też brak jakichkolwiek informacji, a doskonale pamiętam z ubiegłego roku porozklejane tu i ówdzie mapy z trasą dojazdu gdyby ktoś jechał we własnym zakresie.
No trudno , jeśli Julka ma rację to trzeba będzie coś kombinować. Nasz Tisio już na zapas się martwił, czy mama zdąży odwołać jutrzejszą wizytę kontrolną w przyszpitalnej poradni chirurgicznej. Środa to dzień prób przedszkolnego teatrzyku, Julkomama więc dokładnie wypytała co i jak. I co się okazało? Przedszkolanki opowiadały sobie co trzeba załatwić przed piknikiem, a sama impreza będzie i owszem, ale za dwa tygodnie.
Ale to jeszcze nie koniec niesamowitych historii.
Już prawie dochodzimy do bloku, gdy zatroskana drżącym głosem Julka pyta:
- Czy Wy mnie kochacie i nie zostawicie mnie w komisie? Bo ja was strasznie kocham.
W czasie pobytu w szpitalu Julka usłyszała rozmowę Julkomamy ze szpitalną sąsiadką o komisjach lekarskich. Tak się bowiem złożyło, że kolega Julki z sali posiadał orzeczenie o niepełnosprawności.
Wystarczyło źle zapamiętać jeden wyraz, tak jak w zabawie w głuchy telefon – Juka usłyszała Komisja a zapamiętała Komis. Reszty możecie się domyśleć…

Podziel się