Zbiórka publiczna

Dla Julki pieniądze są jak odnawialne źródła energii- gdy w danej chwili nie ma się przy sobie w portfelu kasy, wystarczy pójść do bankomatu i wziąć tyle ile się chce.
Dzisiaj nasz Tisio podbudowany sukcesem w przedszkolnym konkursie plastycznym próbował naciągnąć Julkomamę na wizytę w krainie kalorycznej rozpusty – McDonaldsie. Julkomama wybrnęła w trudnej sytuacji mówiąc (niezgodnie w prawdą) że nie ma pieniążków na taką eskapadę. No skoro tak to nasza córeczka zaproponowała rozwiązanie kompromisowe. To co mogłaby zjeść w lokalu zrobi się w domu i będzie niemal tak samo. Biedaczka nie wiedziała, że ze względu na pewne prace w domu i tak musi iść na miasto ;)

No ale wracamy z do domu po te potrzebne pieniążki gdy Julka nagle mówi:
- Jak nie mam pieniążków, to trzeba je zacząć zbierać do puszki.
– Julko, ale Ty masz wiaderko i tam się wrzuca pieniążki.
– No, tato ale nie taką puszkę, trzeba zbierać do takiej puszki ze zdjęciem.

Starsza część naszej rodziny wysiliła szare komórki, pod czachą niemal dymiło gdy zastanawialiśmy się o co chodzi.
W końcu jest – bingo ;) w sklepach spożywczych przy kasach są różne puszki przy pomocy których rożne organizacje przeprowadzają zbiórkę publiczną.
Tak sobie rozmawiamy o potrzebnych formalnociach, Julka idzie obok niezainteresowana rozmową, gdy nagle mówi:
- Przecież taka puszkę może mi dać moja fundacja, fundacja jim. A ja będę na zdjęciu.

No i jak tu dyskutować z sześciolatką, która zna rozwiązanie każdego problemu…

Podziel się