Obcowanie ze sztuką

Jak co roku, również teraz pod koniec marca szukałem jakichkolwiek informacji o „rzeszowskich” planach na obchody „niebieskiego święta. Byłem poważnie zaniepokojony…. długo, długo nic nie znalazłem. Poszukiwałem w wielu miejscach i zupełnie przypadkowo znalazłem informację o ciekawym wydarzeniu zupełnie niezwiązanym z autyzmem. No może nie tak do końca. A oto i ono:
Z materiałów prasowych wyczytałem że widowisko zostało przygotowane przez współpracującą z Filharmonią od kilkunastu lat Lailą Arifuliną i jej Studio Baletowe, działające przy Osiedlowym Domu Kultury „Nowe Miasto” w Rzeszowie oraz Klub Tańca Dżet z Boguchwały.
Czyli to coś dla naszego Tisia ;)

cebulka
Przez te badania w poradni mieliśmy trochę wolnego czasu w godzinach okołopołudniowych, nic innego tylko iść. Nasze plany pokrzyżowała wiadomość z kasy, bilety w interesujących nas godzinach zostały wykupione przez przedszkola. Można było jedynie zakupić bilety na czwartkowy popołudniowy spektakl. I tu pojawia się problem – Julka w tym czasie ma zajęcia w ramach SUO.

Od dawna stoimy na stanowisku, że wypychanie Julki do ludzi jest ważniejsze od terapii. Co więcej nasza obecna terapeutka popiera takie na nie inne nasze działania.
Julce nie powiedzieliśmy gdzie idzie. Została poinformowana jedynie że będzie to balet. I pojawił się problem, Julka stwierdziła że to Ona będzie występować na scenicznych deskach. W takich sytuacjach potrzebna jest znajomość podstaw psychologii ;) Odbyłem z Julką „męską” rozmowę. Przecież jak chce się występować na scenie to najpierw trzeba iść pooglądać na żywo taki występ aby moc ćwiczyć w domu.

A teraz relacja Julomamy ;)
Wczoraj wskoczyłam w odświętną czarną sukienkę, szpilki i zaopatrzona w reklamówkę z toaletą dla Julki udałam się do przedszkola. Julka była bardzo zdziwiona i nie kryła zadowolenia kiedy przedszkolnej szatni była przebierana w białe rajstopki , białą bluzeczkę, czarną elegancką sukienkę i mogła ubrać swoje odświętne baleriny. Nawet po drodze uważała i przestrzegała zakazu wchodzenia w kałuże. Do końca nie wiedziała gdzie idziemy, była zaskoczona bo udałyśmy się trasą którą nigdy nie uczęszczamy. Nawet kilka razy pytała czy to daleko jeszcze. Dotarłyśmy. Julia podekscytowana jak dowiedziała się że to miejsce nazywa się filharmonia. Poszłyśmy do szatni, następnie oczywiście do toalety, Julia uwielbia zwiedzać w przeróżnych miejscach toalety. Miałyśmy jeszcze trochę czasu, Julka na korytarzu zaczęła przy dźwiękach słyszanej muzyki robić swoje występy taneczne. Postanowiłam z nią trochę pospacerować i to był błąd. Odkryła – kawiarnię. Oczywiście nie obyło się bez konsumpcji. Zażyczyła sobie szarlotkę i rozsiadła sie przy stoliki. Swoją drogą okropne zdzierstwo za tak mikroskopijny kawałek ciasta wydać tyle pieniędzy. W końcu udałyśmy się na sale gdzie większość publiczności stanowili rodzice z dziećmi. Przez pierwsze 45 min Juli zachowywała się bardzo grzecznie, później dało o sobie dać znudzenie, wstawała, wierciła się. Miała nawet plan że jak za karę wyjdziemy to pójdziemy po coś do sklepu ale wytłumaczyłam że jak za kare wyjdziemy to przez tydzień zero słodyczy i wizyt w sklepie. Poskutkowało , wytrzymała, do końca była już prawie grzeczna. W czasie powrotu dopytywała się kiedy znów pójdzie do studia tańca potańczyć. Ogólnie pierwszą wizytę uważam, za udaną. Już pyta kiedy jeszcze tam pójdziemy.
A to Tisio wieczorową porą:
suknia

Podziel się