Julia złowroga

Na piątkowe popołudnie wizytę u pani Anety – pobliskiej fryzjerki Julkomama umówiła swoją rodzinkę. Pierwsza pod nożyczki miała iść Julka a następnie Julkotata. Julkotata wchodzi do salonu „piękności” w czasie gdy Tisio miał być już w połowie zabiegu. Wchodzi patrzy, patrzy i nic … żeńskiej części rodziny brak. Nie przyszły ;) Zatem szybka decyzja, aby nie tracić czasu, pierwszy będzie obcinany Julkotata a potem to się zobaczy. Ledwie pani Anetka rozpoczęła swoje magiczne ruchy nożyczkami, otwierają się drzwi i wpada spóźniona Julka z mamą. Ludzie, gdybyście widzieli ten wzrok naszego Tisia, normalnie śmierć w oczach. Troszkę złagodniała gdy usłyszała że też usiądzie na fotelu przed lustrem ;)

Fryzjerka robiła co mogła aby jak najszybciej skończyć z Julkotatą. Problem był jeden – wszystko musiało się skończyć kilka minut przed siedemnastą. Na tą godzinę w miesiącach parzystych chodzimy na zajęcia z integracji sensorycznej. Julkomama zgodziła się na skrócenie jedynie grzywki tak więc wyrobiliśmy o czasie. O tym, że Julka o wizycie u fryzjera poinformowała wszystkich których spotkałam, nie muszę chyba mówić.
Sobotnią tracyzją jest poranna wizyta w sklepie pomiędzy zajęciami z „plastyki” u pani Wioletki a muzykoterapią. Pół godziny wystarcza nam na wydanie przez Julkę dwóch złotych na dowolnie wybrany jogurt oraz szybką konsumpcję w domu. Ale wczoraj pierwsza z terapeutek, zapytała czy Julka może zostać na godzinę. Ojj, Julce się to nie spodobało, przecież nie będzie mogła iść na zakupy. Na zakupy poszła po ostatnich sobotnich zajęciach.
Poprzedniej nocy prawdopodobnie pluszaki były niegrzeczne, bowiem ostatnią noc spędziły na dywanie, a Julka spała sama. Co więcej nasz Tisio po raz pierwszy od kilku miesięcy bawił się małą lalką w nosidełku.
Co więcej poprosiła aby zrobić dla Nie króciutką sesję fotograficzną.
mama

Podziel się