I po co to

Julka kończy sześć lat. Przez większość swojego życia jest pod opieką różnorakich specjalistów. Czy ktoś wierzy czy nie ale prawda jest taka, rehabilitację Julki zaczynaliśmy nim ukończyła pół roku życia.
Przez te lata zmieniła się diametralnie. Osoby które pamiętają naszego Tisia z pierwszych zajęć grupowych z OWI, gdzie głównym Jej zajęciem było bieganie bez określonego celu pytają z niedowierzaniem czy to ta sama dziewczynka. Tak, to ta sama dziewczynka, tylko po setkach, jeśli nie tysiącach godzin spędzonych ze specjalistami.
Jedna z lepszych polskich specjalistów od dziewczynek z tym czymś co ma Julka powiedziała dobitnie – Autyzm u Julki jest i będzie coraz mniej widoczny, ale on zawsze będzie. Dlatego trzeba mieć go stale pod kontrolą.

Gdy przenosiliśmy Julkę z przedszkola specjalnego do normalnego, wszyscy nas przestrzegali przed zbyt pochopną decyzją o przerwaniu terapii. To tak jak z transferem piłkarza z niższej ligi go wyższej. W lokalnej lidze kopaczy mógł być fenomenalną gwiazdą. W ekstraklasie wszystko zaczyna się od początku, trzeba przebić się do wyjściowego składu, pojawiają się pierwsze niepowodzenia. A co jeśli spotka na swojej drodze „życzliwych” doradców?
Przedszkole specjalne to takie sielskie życie pod kloszem, wszystko jest pod kontrolą, grupy są niewielkie, wszyscy się razem bawią. W normalnym przedszkolu z uwagi na liczniejsze grupy, mniejszy personel jest inaczej. Dziecko przechodząc z placówki specjalnej do masowej dostaje swoistego szoku. Ono jest nauczone funkcjonować z zupełnie innej rzeczywistości. Tutaj nie ma pani która ciągle stoi za plecami i w razie kłopotów interweniuje. I wiecie co chyba łatwiej jest tym dzieciom które zaczynają przygodę z edukacją od początku w placówce masowej niż tym które przychodzą do niej po kilkuletnim pobycie w grupie „specjalnej”. My robiliśmy wszystko aby Julka dostała się do placówki niepublicznej. Już nawet nie chodziło o korzyści wynikające z odmiennej polityki subwencyjnej. W placówce niepublicznej poprzez zajęcia integracyjne z grupą Julce było łatwiej odnaleźć się z nowej sytuacji. Wiele osób już wówczas zachwycało się jak to Julka świetnie funkcjonuje, że sobie bez problemów poradzi i co? Pierwsza próba dołączenia do grupy przedszkolaków nie zakończyła się sukcesem, to były jednak za wysokie progi jak na możliwości Julki. Mogłaby tam dalej chodzić, ale wszyscy wiedzieliśmy że to nie to o co nam chodzi. Dopiero w innej grupie Julka się odnalazła.
Już nas przechodzą ciarki na plecach co to będzie ze szkołą. Wciąż mamy wątpliwości czy dobrze robimy, planując pozostawienie naszego Tisia w „zerówce” w dotychczasowym przedszkolu. A może lepiej byłoby gdyby ją robiła w placówce w której będzie zaczynać edukację jako pierwszoklasista.
Dopiero teraz gdy Julka chodzi do zwykłego przedszkola doceniamy to ile naszemu Tisiowi dają zajęcia w Titum. A mówię to wiedząc ile zajęć rewalidacyjnych Julka ma w przedszkolu. Nasze założenie było jedno – w przedszkolu Julka ma się uspołeczniać. Od „nauki” są zajęcia w innych miejscach. Każdego tygodnia mam obawy czy terapeutka nie powie może Julka powinna chodzić rzadziej na zajęcia. Póki tak nie mówią chodzimy „ile wlezie” oczywiście z granicach rozsądku. Wiemy jedno – zacznie się szkoła to już nie będzie tyle czasu na zajęcia. Już znacząco ograniczyliśmy zajęcia w ramach SUO. Ale nie zrezygnowaliśmy z nich całkowicie. Wiemy jak to jest potrzebne Julce, uczy ją systematyczności.
A może ja się zbyt mocno wszystkim przejmuję. Przecież Julka „świetnie” funkcjonuje, więc po co to wszystko.
Nie musielibyśmy co kilka miesięcy musimy przyjmować pracownika socjalnego, tłumaczyć się z sytuacji materialne. Popołudnia też mielibyśmy wolne, moglibyśmy robić co nam się podoba. Może lepiej olać to wszystko i zacząć chodzić na pifffko, impresski rynneczek. Tylko co zrobić z Julką? No nic, dobrze funkcjonuje to można ją zostawiać samą w domu. Na szczęście dla nas wszystkich ten numer nie przejdzie – Julka ma długi jęzor i wcześniej czy później mielibyśmy kłopoty.
zamyślona Julka

Podziel się