Co za kolej

Julkotata tłok w pociągach pamięta z czasów „jedynie słusznych” , ostatni raz doświadczył tego na własnej skórze w czasach gdy chodził do szkoły podstawowej i wracał osobowym pociągiem piętrowym po zakończeniu wiz u rodziny pod Krakowem do domu. Było to baaaardzoo dawno. Tłok w autobusach to codzienność Julka się do tego przyzwyczaiła ;) W drugi dzień świąt od lat wracany pociągiem osobowym. Oczywiście z przesiadką gdyż trasa jest dość zawiła. Przez kilka lat mieliśmy możliwość pokonania części trasy pociągiem pośpiesznym czyli po nowemu TLK. Nigdy z tego nie korzystaliśmy z dwóch powodów – kosztów, pociąg spółki Przewozy Regionalne jest tańszy a dwa zysk czasowy jest niewielki – na tej trasie to kilka minut. Do tej pory pierwszy przyjeżdżał ten teoretycznie szybszy. Wyszukiwarka połączeń jakiś czas temu lubiła pomijać „wolniejszą” alternatywę. Dlatego nauczony takimi niespodziankami zaznaczałem sobie pociąg osobowy i jeśli połączenie było dla nas odpowiednie to takie wybieraliśmy.

No ale w tym roku wysiadamy z jednego pociągu, przechodzimy na inny peron. Ludzi dość dużo, dla pewności sprawdzam czy „nasz” pociąg pojedzie owszem pojedzie. Ale patrzę i co? Tego pośpiesznego który zabierał sporą część podróżnych nie jedzie. Upsss, oho może być wesoło.
A my prócz Tisia mamy dodatkowo dwa świeżo odebrane od szklarza wielkoformatowe działa.
Pocieszałem się, że kolejarze przewidzą, że może być więcej ich klientów niż w zwykły dzień. Z młodzieńczych lat pamiętałem, że elektryczne zespoły trakcyjne dawniej nazywane żółtkami a ostatnio znane jako turbokible można łączyć w składy. O takich „luksusach jak wagony piętrowe już nawet nie mówię, ojjj a bywały takie – zawsze lubiłem siedzieć na górze ;) Dawno już poszły na żyletki.
Ale gdzie tam na peron dumnie wtoczył się króciutki pociąg. o mniej więcej taki…
en 57
Patrzę przez okna – miejsca zajęte. Ludzie stoją przy drzwiach a na peronie „tylko” około 50 osób ;)
Uff, wsiedliśmy. i co więcej Julka mogła usiąść na jednej trzeciej siedzenia. Co za Luksus. szukając najmniejszej kolejki do wejścia do pociągu zobaczyłem, że pracownik kolei coś „grzebie” przy szafie sterowniczej. Już pociąg miał ruszyć gdy na peron wyskoczył maszynista pobiegł na tył składu – do rzeczonej szafy. Coś zrobił, wrócił na swoje miejsce i pociąg ruszył. Na kolejnej stacji to samo – ale tym razem konduktor dostał instrukcje, że gdy przez krótkofalówkę dostanie sygnał ma wszcząć bliżej nieokreślone procedury naprawcze. W tym momencie, Julkotata przestał już narzekać na potworny ścisk, na to że musi stać tak aby nie dopuścić do zbicia szyb w „obrazach”, cieszył się że w ogóle jedzie. inni podróżni również martwili się o to aby ten luksusowy pociąg nie zatrzymał się w szczerym polu.
Juz prawie dojeżdżaliśmy do Rzeszowa gdy Julka zobaczyła leżące na podstawce przy oknie pismo dla facetów (bez obaw – nie było tam niczego „zakazanego”) . Co robi Julka? Wyciąga małą łapkę i nie pytając właściciela o zgodę pożycza sobie. Julka dostała „naganę, miły pan został przeproszony, nawet się uśmiechnął ;)
A tu jeszcze Julka wymyśliła sobie aby zakupić lody. Włoskie oczywiście są dostępne od ręki w przydworcowych budkach – jakość nie wiem, ale woleliśmy nie sprawdzać tego na własnym ani tym bardziej Tisiowym żołądku.
Pamiętaliśmy, że przy ulicy którą zawsze wracamy jest mały rodzinny sklepik…. patrzymy i oddali widzimy ktoś wchodzi do środka. hurra!!, jesteśmy uratowani. Cali i zdrowi wróciliśmy, bagaż cały i nie będziemy musieli iść na lody do Myszki na Sokoła (Rzeszowianie wiedzą o co chodzi).

Podziel się