Ale impraa

Julka jeszcze w ubiegłym roku, w czasie wtorkowego pobytu w jednym z rzeszowskich centrów zabaw dla dzieciaków zupełnie przypadkowo zobaczyła, że można tam też organizować urodziny. Od tej pory zapragnęła mieć coś podobnego. Nie tak dawno była po raz pierwszy na takiej imprezie jako proszony gość. No nie mieliśmy wyjścia trzeba było zabrać się za organizację takiej uroczystości. Tak się jakoś dziwnie w tym roku poukładało, że dzień Julki urodzin wypadł przed samymi świętami. Kto w tym czasie myśli o urodzinach. Tylko Julka ;) Jakoś wytłumaczyliśmy, że przyjecie urodzinowe musi być przesunięte w czasie. Powód podaliśmy prosty i akceptowalny dla naszego Tisia – remont lokalu. Julka uspokoiła się, gdy wręczyła całej przedszkolnej grupie zaproszenia. W grupie dzieci nie ma zbyt dużo, Julka nie posiada w rodzinie dzieciaków w podobnym wieku też zbyt wielu. Nawet gdyby wszyscy zaproszeni przyszli to i tak by się pomieścili.

Czwartkowy termin wybraliśmy nie przypadkowo, Julka ma swoje zajęcia terapeutyczne to raz a dwa Julkomama raz z innymi rodzicami ostro ćwiczy przed premierą sztuki parateatralnej. Popołudniowe czwartkowe zajęcia zostały odwołane, gdyby kogoś koniecznie to interesowało. Do świąt udział potwierdziły tylko trzy osoby, co więcej jedno dziecko podziękowało za zaproszenie i wprost powiedziało Tisiowi że nie przyjdzie. Julka bardzo się martwiła, że będzie mało dzieciaków. No ale po świętach wszystko się rozkręciło i połowa przedszkolnej grupy potwierdziła swój udział. Julka mogła odetchnąć. Tort przygotowała ciotka, Julkomama miała go przyozdobić własnoręcznie wykonaną figurką (kilkukrotnie już podobne rzeczy robiła) ale znalazła w internecie firmę z Rzeszowa która wykonuje „jadalne” obrazki na torty i skwapliwe skorzystała z okazji.
A co tyczy się samej imprezy to nie mi oceniać czy się udała. Dzieciaki bawiły się chyba dobrze. Kilku chłopców po raz pierwszy w życiu zgodziło się na malowanie twarzy (wcześniej rodzice musieli wyrazić na to zgodę). Oczywiście wielka trampolina cieszyła się największą popularnością.
Nawet najmniejszy a zarazem niepodziewany gość bawił się dobrze, tylko biedak nie mógł się wyprostować w labiryncie a tak chciał zaimponować starszym dziewczynom pokazując jak ładnie samodzielnie chodzi ;)
Nie wiem jak inne dzieci ale Julka po powrocie do domu niemal w „mundurze” zasnęła. Nie musieliśmy nawet włączać laptopa na wieczorny seans bajkowy.
A prezenty … Ciiii. Nie musicie wszystkiego wiedzieć. Powiem tylko tyle że dostała między innymi podręcznik księżniczki. I już nawet nie tylko zaczęła go studiować, ale zdobytą wiedzę wciela w życie.
Tak byliśmy zaaferowani całą tą imprezą, że niemal na śmierć zapomnieliśmy o piątkowych zajęciach z wczesnego wspomagania rozwoju. Dopiero przed samym wyjściem do przedszkola Julkomama sprawdziła swój tajemniczy kajet i wszystko wyszło na jaw.
Ale wszytko jakoś się poukładało, i niemal jak po niezłej balandze nasz Tisio dotarł do przedszkola w porze obiadowej ;)

a tutaj krótka fotorelacja: 6-ste urodziny

Podziel się