Ale jazda …

Julka ma wyraźne zalecenie od terapeutów – jazda na rowerze jest niezbędna w przypadku naszego Tisia. Mówią tak zarówno rehabilitantki ruchowe ale i pani Kasia od integracji sensorycznej.
Naukę jazdy na rowerze rozpoczęliśmy już w ubiegłym roku. Pierwszym problemem okazała się konieczność kręcenia pedałami. Julka nie mogła zrozumieć że nogami trzeba poruszać aby móc się przemieszczać. Przez kilka tygodni ćwiczyliśmy więc na sucho w przedpokoju. Pod boczne, dokręcane kółka zostały wsunięte podstawki i rozpoczęliśmy naukę kręcenia ;) Początkowo było to kilka obrotów, nieraz nawet nie doliczyłem do pięciu. Ale wytrwałość czyni cuda. Gdy już Julki nogi pracowały tak jak powinny przez kilka minut można było wyjechać na plac zabaw czy miasteczko rowerowe.

Generalnie wszystko co jest od pasa w dół jest nauczone jeździć na rowerze. Gorzej z górą. Ręce i głowa robią co chcą. Fakt, Julka nie puszcza kierownicy ale Jej czynności są co najmniej nieskoordynowane. Potrafi w najmniej oczekiwanym momencie skręcić gwałtownie kierownicą. O patrzeniu w kierunku jazdy już nawet nie wspominam. Interesuje ją wszystko tylko nie to co się dzieje przed nią. Pogoda w tym roku nas nie rozpieszczała. Więc w tym roku „na tor” wyjechaliśmy stosunkowo późno – dopiero wczoraj. Julka potrafi wywrócić się nawet mając do dyspozycji boczne kółka, posiadała kask ale był to „gratis” dołożony do roweru, był niewygodny o co najważniejsze ni wzbudzał naszego zaufania. Na ten sezon Julka została zaopatrzona w nowy kask, może nie jakiś super firmowy ale też nie za 9 złotych (tak, są też takie).
Wszystkim od rana opowiadała, że po zajęciach będzie jeździć na rowerze. Julkomama miała przyjść z rowerem po Titum i czekać na córeczkę na parkingu. Zrobiliśmy jedno kółeczko na niemal pustym parkingu i pojechaliśmy w trasę. Zasady są proste – Julce trzeba niemal non stop przypominać co ma robić, asekurować ją rączką do trzymania i powinno się ograniczać rozmowy na inne nie związane z jazdą tematy. Tak sobie jedziemy, oczywiście wygląda to jak jazda „pod wpływem” – cała szerokością ścieżki gdy nagle Julka w oddali dostrzega psa. Co więc robi? Gwałtownie hamuje, zeskakuje z roweru i ze strachem w oczach oczekuje na najgorsze. No ale nic takiego nie nastąpiło, Julkomama pogłaskała pieska, on się oddalił i mogliśmy kontynuować jazdę, do chwili gdy … dostrzegła leżący patyk, który można by go wykorzystać do wielkanocnej pracy konkursowej.
Najważniejsze, że po pół godzinie niemal cali i zdrowi wróciliśmy do domu. Tylko stopy Julkomamy troszkę ucierpiały po kilkukrotnym najechaniu bocznym kółkiem.

Podziel się