TO wróciło

Gdy rozpoczynaliśmy terapię Julki, kilka lat temu nasz rozczochrany Tisio uwielbiał zgniatać i rozrywać na kawałki wszelkie papiery. Im półprodukt bardziej szeleścił tym Julka z większą pasją dokonywała dzieła swoistego zniszczenia. Wszystkie pracujące w owym czasie terapeutki były o tym fakcie informowane. Stopniowo to zanikło i przez jakiś czas mieliśmy spokój. Owszem Julka polubiła pracować nożyczkami. Ale wydawało nam się, że wszystko jest pod kontrolą. Niestety chyba się myliliśmy. Owszem wszystkie panie pracujące z Julką były zgodne – Tisiowi lepiej szło manewrowanie nożyczkami niż rysowanie kredkami. Od kilku tygodni Julka stopniowo coraz częściej wykorzystywała nożyczki w domu. Wycinała bliżej nieokreślone kształty a następnie przyklejała je na czystą kartkę papieru. To byliśmy w stanie jeszcze zaakceptować.

Ale to co nastąpiło w czasie choroby, już nie było takie fajne. Julka robiła konfetti – rozcinała ulotki, karki na małe (wielkości biletu autobusowego) karteczki. Niekiedy rozcinała w ten sam sposób kartony po sokach. Wycinankowa mania pogłębiała się. Niepilnowana potrafiła pociąć zadrukowane karki papieru, np. opracowania Julkomamy ze studiów na paski z pojedynczymi linijkami tekstu. Później dla zmylenia przeciwnika udawała, że służy to do nauki czytania. Nikt, nikogo za rękę nie złapał ale tajemnicze zniknięcie ostatniej decyzji administracyjnej odnośnie świadczenia pielęgnacyjnego które leżało na stole przygotowane na wizytę pracownika opieki społecznej to prawdopodobnie sprawka naszej córeczki.
Ale dzisiaj to już Młoda przegięła – patrzę na podłogę i widzę ponacinaną kartkę papieru – niedokończone dzieło ;) Patrzę uważnie i co to jest? Faktura za zakupione kilka godzin wcześniej pomoce dydaktyczne. Dobrze, że męski instynkt kazał mi sprawdzić co to za śmietek jak to mówi Julka.

Dzisiaj jest ostatni dzień marca, tak się jakoś złożyło że zbiegło się to z (niespodziewaną) informacją o zmianie rehabilitantki ruchowej.
Pracującej przez ponad rok z Julką pani Karolinie chcemy podziękować za włożony trud w prostowanie łopatek oraz cierpliwość i wyrozumiałość przy słuchaniu Julki wywodów „naukowych”. Ojjj, Julka będzie zszokowana gdy zobaczy powracającą po długiej nieobecności panią Kasię w przyszłym tygodniu.
A dzisiaj Julka opowiadała na zajęciach o trudnej pracy lekarza o dość dziwacznej specjalizacji – był to bowiem stomatolog-okulista.

Podziel się