Przerażenie

Julka planowo od września powinna być uczennicą pierwszej klasy szkoły podstawowej. Jak zapewne wiecie nasz dzielny Tisio repetuje w przedszkolu ;) Przechodząc do obecnego przedszkola, po rocznym pobycie w przedszkolu specjalnym trafiła do grupy dzieciaków o rok młodszych. Dlaczego tak a nie inaczej? Julka lepiej radziła sobie, wśród młodszaków, i mając pięć lat uczyła się z „podręczników” dla czterolatków.
Tak więc kilka tygodni temu złożyliśmy papiery z wszelkimi wymaganymi opiniami do poradni psychologiczno-pedagogicznej i jak wszystko pójdzie po naszej myśli Jula od września rozpocznie roczne przygotowanie przedszkolne. Julka bardzo chce już iść do tej wymarzonej szkoły, niestety posiada jeszcze duże zaległości w niektórych dziedzinach. Rysowanie leży i kwiczy, również zachowanie w grupie też wymaga poprawy – Julka po błyskawicznym wykonaniu zadania, zaczyna się nudzić i „żyje” swoim życiem.
Przełom lutego i marca to okres organizowania przez podstawówki dni otwartych. Nie wiem czemu, ale tak się szczęśliwie złożyło, że na sąsiednim osiedlu dzisiaj takie wydarzenie miało miejsce. Wykorzystaliśmy „okienko” pomiędzy sobotnimi zajęciami terapeutycznymi i całą rodziną udaliśmy się do rzeszowskiej podstawówki – szestnastki. Już odpowiadam na ewentualne pytania – to nie jest Julki szkoła obwodowa. Naszym celem nie było szczegółowe zapoznanie się z tą a nie inną szkołą, ale pokazanie naszemu Tisiowi jak wyglądają szkolne sale, że to coś zupełnie innego niż przedszkole. Już po wejściu do szkolnego budynku nasz dzielniak pobladł. Ogrom budynku po prostu ją przeraził. Julki przedszkole mimo że niepubliczne do małych trudno zaliczyć , a tam wszystko kilka razy większe. Tak jakby ktoś nadmuchał tą szkołę jak balon. Z programem w ręku udaliśmy się na występ teatralno-sceniczny dzieci nie wiele większych od Julki. Gdy dźwięki muzyki ucichły mogliśmy rozpocząć rodzinne oglądanie szkolnych sal. Uprzedzam, że szkole podstawowej bywałem tylko jako wyborca, ale wówczas nie widać co jest za zamkniętymi szkolnymi drzwiami. Żadne z nas nigdy wcześniej nie było w tej szkole. Dla mnie, Julkotaty to był szok, w salach jakieś kąciki do zabaw. Ludzie dwadzieścia lat temu czegoś takiego co dzisiaj widziałem nie było ;) To że są komputery w szkole to dla mnie żadna nowość, w czasach mojej podstawówki to „rządziło” jedno Elwo Junior. A dzisiaj jakieś laptopy, cała bateria laptopów ;) Pocieszam się jedynie tym, że dowiedziałem się że dzieci „rysują” na takim samym programie graficznym jak Julka w domu. Ale tablice interaktywne to coś dla mnie nowego. Julka zwiedzając poszczególne sale była w niezmiennym szoku, nie wiedziała co się dzieje. Nauczycielki próbowały jakoś ten szok złagodzić ;) Julka wspólnie z mamą uczyła się robić proste origami, „łowiła” rybki na wędkę. Mogła też sobie porysować, ale jakoś kiepsko to jej szło, nie pomogła nawet zachęta sympatycznego księdza katechety. W czasie gdy Julka mniej lub mniej dokładnie kolorowała obrazek, ja zwiedzałem sobie samodzielnie szkołę. Tak sobie łażę, łażę gdy ktoś nagle jakaś znajoma młoda nauczycielka wychodzi z sali i się do mnie uśmiecha. Podchodzę ładnie się witam i słyszę: A Julka jest tutaj, przyjdziecie do mnie? Jula to ma pecha ;) Nawet nie zgadniecie o kogo chodzi? To pani Monia, od angielskiego, ta która przybija na Julki łapkach pieczątki. Bałem się reakcji Tisia, na ten widok. Julce trudno jest zrozumieć że jedna osoba może występować w kilku rolach. Jula była „przerażona” szkołą, że nawet widok pani Moni pozytywnie wpłynął na naszą córkę pozytywnie, nawet się uśmiechnęła. No ale znajomości trzeba wykorzystać ;) Julka mogła poukładać memory na tablicy interaktywnej ;) Julce nawet dobrze, szlo tylko …. ta tablica jest za wysoka, i dopiero wyciągając się jak struna mogła odsłaniać górny rządek. Nie chciała pomocy, co więcej korzystając z chwili nieuwagi … postanowiła się zmyć. Jula spokojnie, w przyszłym tygodniu znów się spotkacie, tylko że na Julki gruncie ;) Julka załapała się jeszcze na robienie pingwina z papieru, gdy poproszona nas na występ zespołów tanecznych. Julki nie trzeba było dwa razy powtarzać. Niemal biegła ;) Tisio rozsiadł się wygodnie na parkiecie (nie będziemy żądać opłaty za przetarcie kurzu spodniami) No trzeba dzieciaki wymiatały na parkiecie, a jedna para, na koniec to dała nieźle czadu. I tak nastąpił koniec programu …szkoda tylko że tak krótko. W czasie tych dziewięćdziesięciu minut nie zdążyliśmy wstąpić tam gdzie Julkomama miała ochotę. Julka chciała jak najszybciej uciec z tego „przerażającego” budynku ;)

Podziel się