Nawiedzona

Julka obudziła się rano i oznajmia nam, że jest nawiedzona. Owszem jest nawiedzona – nawiedziła ją choroba i jakoś nie ma najmniejszej chęci odchodzić do przeszłości. W tym tygodniu lekarka wypisała skierowanie na zdjęcie rengerowskie jak to mówi Julka. Wyjaśniła, że nic tam nie powinno wyjść, nie słyszy jakiś szmerów w płucach, alea by być spokojnym można to zrobić.
Zdjęcie wykonaliśmy – wyszły jakieś zmiany. Julkomama przestraszyła się na maksa, Jej kobieca intuicja podpowiadała że to nic innego jak ostre zapalenie płuc. Zadzwoniliśmy do przychodni – uff zgodzono nas się przyjąć mimo braku numerków. No i się zaczęło, wiecie już jak Julka reaguje na słowo lekarz i przychodnia. Terapeutka pomogła troszkę uspokoić Julkę lecz mino to przez całą drogę do przychodni tłumaczyła mi, że mama musi wejść sama a Ona będzie stała za moimi plecami tak aby lekarka jej nie widziała. Weszła jednak do gabinetu, pediatra pooglądała zdjęcie, osłuchała Julke, zapytała o przebieg choroby i …. orzekła że choroba już mija, organizm sam zwalcza chorobę więc nie widzi sensu zmiany sposobu leczenia. Nie wiem co było dalej … aby nie stresować Julki wyszedłem z nią. Julkomama została, aby dostać recepty. Czekamy, czekamy … Julklomama przychodzi do nas z ..receptą na antybiotyk. Jakby dostała go wcześniej to prawdopodobnie w poniedziałek szłaby do przedszkola, a tak kolejny tydzień w domu i kasa wydana na esemesy do terapeutów aby odwoływać zajęcia.

Na stronie Julki przedszkola, zamieszczono zdjęcia z balu.. oto jedno z nic (oczywiście po drobnej obróbce cyfrowej)

b2613

Podziel się
  • http://www.pomocdlajustynki.pl Danuta mama Justynki

    Czyli tak jak u nas, zapalenie płuc, w naszym przypadku takie dziwne, bezobjawowe.
    Zdrówka dla Julki:)