W końcu

Julka mogła odbyć w końcu swój pierwszy tegoroczny wiosenny spacer. Niestety nie obyło się to bez problemów. Nasz Tisio miał odmienne zdanie odnośnie stroju w którym powinna iść. Były więc tupania, skakania, płacze, cały Julko repertuar ;) Fakt, Julka jest z naszej trójki najbardziej znana, ale to jeszcze nie powód aby niespełna sześciolatek przejmował władzę w domu. A zakusy ku temu to Jula ma. W środę wieczorem zażądała aby zadzwonić do terapeutki od SUO i odwołać zajęcia. Zajęć nie odwołaliśmy – to w czwartek zajęcia rozpoczynały się kilkunastu minutowym płaczem.
No ale w końcu udało nam się wyjść.

spacer - pod blokiem
Cel naszej dzisiejszej wędrówki nie był zbyt odległy. Korzystając z okazji piękniejsza część rodziny mogła pooglądać sklepowe witryny.
spacer_2
Oczywiście, Julka niemal śmiertelnie zgłodniała.
spacer - jedzonko
Rzeszowianie powinni już domyślać się co było celem naszej wędrówki. Poszliśmy oglądać plenerową wystawę zdjęć prezentujących codzienne życie dawnych rzeszowian. Wystawa mieści się na – aureoli Ferenca, gdyby ktoś jeszcze nie wiedział.
spacer - Aurelola
Dla tych co słabo znają Rzeszów wyjaśniam – niedaleko najsłynniejszego rzeszowskiego pomnika (tego prezentującego kobiece walory) nasze innowacyjne władze wybudowały rondo dla pieszych. Istne cudo techniki;)
aureola
Gdy Jula pod nadzorem Julkomamy konsumowała precelki Julkotata zagłębiał się w historię Rzeszowa.
Kobiety, jeśli Wasi faceci domagają się abyście zakładały krótsze spódnice, pokazywały publicznie nogi, to nie dla tego że mają włochate myśli ale dlatego że dbają o Wasze zdrowie. Nie wierzycie? Proszę, czytajcie same:
spódnice
Dla narzekających na naszą służbę zdrowia też coś znalazłem:
szpital
A może któraś z Was pragnie aby pod nieobecność męża odwiedził Cię taki dzielny kominiarz ;)
kominiarz
W drodze powrotnej wstąpiliśmy jeszcze do ogrodów bernardyńskich
Ogrody Bernardyńskie
Ogrody Bernardyńskie
Niestety musieliśmy się szybko ewakuować. W pobliżu znajduje się punkt z najsłynniejszymi rzeszowskimi lodami włoskimi. I obawialiśmy się, że nasz Tisio zorientuje się, że są już lody.
A tak niczego nieświadoma, z uśmiechem na twarzy szła do domu.
Jałowego

Podziel się