Muszę bo się uduszę

Problematyka zbierania jednego procenta podatku to temat rzeka. Niestety po wczorajszym zebraniu naszego stowarzyszenia muszę napisać coś od siebie bo inaczej się uduszę. Gdy zapisywaliśmy się do Titum ilość dzieci które to stowarzyszenie miało pod opieką nieśmiało dobijało do setki. Aktualnie tych dzieciaków jest niemal dwukrotnie więcej. Zajęcia są finansowane głównie ze środków pochodzących z PFRON-u. Niestety aby brać udział w konkursach organizowanych przez tą instytucję niezbędny jest wkład własny. Jest on proporcjonalny do kwoty na jaki został napisany projekt, który ma zostać dofinansowany. Im więcej dzieci na obejmować tym kwota na jaką opiewa projekt jest większa a tym samym potrzebny jest większy wkład własny.  Owszem można przy tej samej ilości dzieciaków, obiegać się o mniejszą kwotę ale tym samym ilość oferowanych zajęć ulegnie (drastycznemu) zmniejszeniu. Jako członkowie stowarzyszenia jesteśmy zobowiązani do opłacania składek członkowskich oraz w marę możliwości zbierania środków z darowizn czy jednego procenta podatku. Do tej pory wysokość kwoty jaką rodzice powinni uzbierać nie była nigdzie usankcjonowana. No może nie do końca … po uzbieraniu pewnej kwoty można było korzystać z hipoterapii.
Nie wiem dlaczego ale jakoś dziwnie się składa że przez wszystkie te lata lista osób które zbierają jeden procent na Titum jest każdego roku niemal identyczna.
Stowarzyszenie się rozrasta, dzieciaków przybywa a dotychczasowa siedziba jaka była taka pozostała, czyli każdego roku jest coraz ciaśniej. Dlatego już jakiś czas temu powstał pomysł przeprowadzki do nowej, dostosowanej do „naszych” potrzeb siedziby. W ubiegłym roku, na ostatnim zebraniu została podana informacja, że rodzice będą musieli bardziej się zaangażować w kwestii pozyskiwania środków na działalność stowarzyszenia. Nie wiem czy nikt się tym nie przejął czy może był jakiś inny powód, ale wówczas nie było słychać głosów oburzenia gdy mówiono o tym problemie.
O przepraszam, rodzice marudzili gdy jasno i wyraźnie powiedziano do kiedy trzeba opłacać składkę członkowską oraz że będzie to egzekwowane. Podany termin przez cały czas był zapisany w statutach, regulaminów ale kierownictwo stowarzyszenia liberalnie podchodziło do tego tematu, uważając że dobro dziecka jest najważniejsze. Rekordziści zalegali kilka lat wstecz ze składkami, inni chodzili przez kilka miesięcy „bezpłatnie” po czym ślad po nich ginął.
Wczoraj zawrzało gdy przypomniano jakie wynosi niezbędne minimum jakie rodzice w dowolny sposób uzbierać.
Jak pewne wiecie, Julka posiada subkonto w JiMie, ale i tak zbieramy również na Stowarzyszenie. Ci co zbierają wiedzą, że trzeba się trochę natrudzić aby coś wpłynęło na subkonto.
Podoba mi się postawa niektórych rodziców którzy otwarcie przyznają że zbierają na „swoje” subkonto ale zrobią darowiznę. My jednak pozostaniemy przy sprawdzonej metodzie i dalej będziemy rozdawać dwie „różne” ulotki z odpowiednimi danymi.
Powiem jasno i dobitnie – Julka korzysta z wielu zajęć oferowanych przez Stowarzyszenie dlatego zrobimy wszystko aby uzbierać znacznie więcej niż wynosi to niezbędne minimum.
Rodzicu, jeśli uważasz że Twoje dziecko ma tak mało zajęć że ostatnie zmiany to ostatnie świństwo, powiem tak policz sobie ile za takie zajęcia musiałbyś zapłacić na wolnym rynku. Powiem na własnym przykładzie – nam by tych środków wystarczyło na góra miesiąc „komercyjnej” terapii.
Po półgodzinie jałowej dyskusji wyłączyłem w mózgu funkcję nasłuchu ale jedno usłyszane hasło niemal zrzuciło mnie z ławki – rodzice byli zmuszani do robienia darowizn. W kwestii hipoterapii nie jestem biegły ale jakiś czas temu (nie wiem jak teraz) dzieci z naszego Stowarzyszenia mogły jeździć na konie jeśli w ramach jednego procenta uzbierały pewną kwotę – była to taka „nagroda” dla dziecka za trud rodziców. Ale było słychać głosy oburzenia i zgodzono się aby Ci co nie zbierali procenta mogli to zrekompensować darowizną. Czy to było zmuszanie do czegokolwiek? Bez trudu znajdę kilkanaście ofert z hipoterapią, tylko ich koszt zapewne będzie o wiele wyższy niż te rzekomo „wymuszane” darowizny.
A tak na koniec, my rozpoczynaliśmy w Stowarzyszeniu od zajęć grupowych, kolejne dołączaliśmy w miarę możliwości – gdy na tablicy ogłoszeń pojawiało się ogłoszenia że są wolne terminy. Nie rozpychaliśmy sie, czekaliśmy na swoją kolej. Przykładowo na zajęcia z SI zapisaliśmy się długo po upływie roku od zapisania się.
Jeśli będziemy widzieć tylko czubek własnego nosa, to nasze dzieci jeszcze przez wiele, wiele lat będą ćwiczyć w takich a nie innych warunkach.
Nie wiecie do kogo dotrzeć z informacją o 1 procencie? – popatrzcie:
Na portalach społecznościowych niekiedy macie setki „znajomych” więc nie wierzę aby nie udało się przekonać kilku osób do dokonania odpowiedniego wpisu w swoim picie ;)
Nie macie zdolności plastycznych, nie znacie się na grafice komputerowej to ulotki można zrobić nawet w wordzie. Boicie się, że krzywo porozcinacie je nożyczkami – weźcie nóż tapicerski i kawałek prostej linijki.
Ulotka julki
takich ulotek w ostatnich dniach rozdaliśmy ponad sto, ostatnie były już w odcieniach szarości – skończył się kolorowy tusz ;)

Podziel się