(Heroiczna) matka

Wiem, że nie powinnam nikogo oceniać i pouczać. Niestety bardzo poruszyła mnie postawa pewnej mamy dziecka niepełnosprawnego. Julia dwa razy w miesiącu uczestniczy w zajęciach grupowych w OWI. Grupa liczy z Julką czworo dzieci. Nasza córeczka szybko dobrała kompana do zabaw – chłopca  o podobnym  temperamencie. Chodzi jeszcze dwóch chłopców. I właśnie mama jednego z tych chłopców jest nadopiekuńcza przez co ogranicza swobodę swojego dziecka. Przed zajęciami nasza pociecha biegała z kolegą. Panie próbowały zachęcić nieśmiałego kolegę do wspólnej zabawy. Prosiły aby dzieciaki podeszły do niego i poprosiły aby pobiegał z nimi. Oczywiście nic to nie dało. Dopiero kiedy zaczęła biegać mama chłopczyka ten włączył się do zabawy.

Gdy przyszła pora na zajęcia i dzieci szły z paniami na górę troskliwa mama odezwała się:  pamiętaj, ja będę obok jakbyś czegoś potrzebował ja jestem obok. Po chwili poszła po schodach na górę i czekała pod drzwiami jak wartownik. Jakby mogła to pewnie by weszła. Na pierwszych zajęciach była w środku jako jedyna matka. Rozumiem, że ciężko jest się pogodzić się z niepełnosprawnością własnego dziecka ale nie można go ciągle kontrolować, uzależniać od siebie. Wmawiać sobie że Ono sobie nie poradzi. Takie zachowanie dziecka nie ochroni, a jedynie je ogranicza. Nie chcę się wymądrzać. Sama miałam stracha jak Julka poszła pierwszy dzień do przedszkola, a potem do drugiego, ale wiem że to dla Jej dobra. Ja też wchodziłam na zajęcia, ale jak terapeutki mówiły że lepiej aby mnie nie było podczas zajęć nie wtrącałam się. Ciężko było słuchać płaczu dziecka za ścianą ale ufałam im. Teraz też cieszę się jak Julka gdzieś bawi się z dziećmi a nie siedzi cały czas z mamą. Znam pewne dziecko niepełnosprawne które matka izolowała od kontaktu z rówieśnikami, dziecko . Wypisała ze wszystkich zajęć grupowych w jakich uczestniczyło. Efekt widziałam niedawno, jakieś parę miesięcy temu. Dziecko chociaż znało odpowiedz na zadane pytanie bało się publicznie odezwać, tylko niekiedy powiedziało coś cichutko odwrócone do ściany. Tak głęboka jest już ta skorupa w której tkwi.

Gdy po raz pierwszy (po kilku latach) dzieci na muzykoterapii ćwiczyły same, prowadząca je terapeutka powiedziała jedno – dzieci sobie lepiej radzą bez rodziców.

Podziel się