Pieszczuch

Julka z racji mieszkania w mieście jest nazywana przez tą wiejską część rodziny mieszczuchem. Niestety druh od wspólnych zabaw nie potrafi wypowiedzieć tego trudnego słowa i żartobliwie nazywa Julkę pieszczuch. Oj, nasza córeczka tego bardzo nie lubi, Ona uważa że mieszczuch to cos złego i bardzo chce zamieszkać na wsi. Dziadek jest oczywiście na tak, i gotów jest zameldować u siebie swoją starszą wnuczkę. Nie wiem czy ten pomysł spodobał by się gminnym urzędasom, w końcu taka to byłby tylko dla nich kłopot. No ale póki co małym dziewczynkom pozostają tylko weekendowe spotkania. Ta młodsza ostatnio tak była zdesperowana, że obiecała nie nazywać Julki pieszczuchem byle ta tylko zgodziła się ją odwiedzić.

Ja tu rozpisuję się o pieszczuchu, a Wy przecież czekacie na prezentację naszej konkursowej szopki. Oto i ona:
szopka
Jakby się jeszcze ktoś nie domyślał, to nasze dzieło zostało wykonane z masy solnej. Julka była odpowiedzialna za wyrabianie w misce masy, Julkomama robiła szopkę, a Julkotata przygotowywał podstawę na której całość kompozycji została rozmieszczona. Niestety mimo ukończenia wyższej uczelni technicznej, nie przewidział jak to dzieło dostarczyć w całości ;) Plan był prosty – szopkę zapakujemy do pudełka, tylko wcześniej nie sprawdziłem jakimi pudełkami dysponujemy. Najbardziej odpowiednie było by pudełko po grze planszowej ale …. brakło dosłowni dwa milimetry. W akcie desperacji pożyczyliśmy od koleżanki pudełko po damskich kozakach zimowych (oczywiście do zwrotu). Teraz nie pozostaje nic innego jak bezpieczne dostarczyć to dzieło sztuki do przedszkola…

Podziel się