Księżniczka

Wczoraj Julia przygotowała swojej mamie Ani, czyli mnie, kolejną niespodziankę. Rano wybierałyśmy się na zajęcia  w ramach WWR , raz w miesiącu Julka ma labę nie idzie do przedszkola i ma 4 godziny zajęć w Szkole Specjalnej na ul Ofiar Katynia. Miała ubrać przygotowany strój przeze mnie uprzednio strój. Ja w tym czasie zajęłam się sobą, aby doprowadzić się do wyglądu człowieka. Julia bardzo ładnie i szybko się przebrała, ubrała nawet spodnie a z tym niemal każdego poranka ma problem. Powinno mnie to zastanowić i dać do myślenia ale naiwnie myślałam że Julka jest grzeczna i ma dobry dzień.

Dotarłyśmy na przystanek, bez najmniejszych problemów zdążyłyśmy na autobus. Przychodzimy do szkoły, witamy się z Panią która jako pierwsza miał poprowadzić zajęcia z Julką. Przychodzi moment przebierania a Julka komunikuje że ma białe rajstopy. Mówię że nie, bo różowe. Pani próbowała złagodzić mówi że różowy wygląda jak biały. Ale… Nie….patrzę i oczom nie wierzę, Julka ma naprawdę białe rajstopy. Cieniutkie żakardowe w tłoczone margerytki. Nieco krótkawe w klinie, bo przecież od maja i czerwca, kiedy ostatnio w nich chodziła, upłynęło już dosyć sporo czasu i Julce przybyło trochę centymetrów. No trudno poszła tak na zajęcia, więc tak wystrojona będzie ćwiczyć.Korzystając z okazji chwili wolnego tradycyjnie udałam się do pobliskiej galerii, mam tam kilka ulubionych sklepów. Weszłam do jednego z nich na pewniaka gdyż chciałam kupić Julce coś niedrogiego do zabawy czy do ozdoby. Patrzę jest jej wymarzona opaska tiara do księżniczkowania i do tego znacznie przeceniona. Nie zastanawiając się wiele kupiłam. Niestety nie przewidziałam że Julka wpadnie na genialny pomysł aby ubrać tiarę na myszkową czapkę – to taka gruba zimowa czapka z uszami przypominająca myszę. Wyglądało to dosyć oryginalnie. A w tym stroju musiałyśmy udać się niemal drugi koniec miasta, pokonując długą trasę kilkoma autobusami. Julka miała rehabilitację w OWI, a jeszcze miałam w planie odebrać dokument urzędowy, potrzebny na zbliżający się rodzinny wyjazd. Po drodze i w środkach komunikacji miejskiej autobusach jedni przyglądali mi się ze zrozumieniem, jedni wyrażali opinię co coś z nami jest chyba nie bardzo, no ale cóż ja się tym nie zrażałam, jestem przyzwyczajona do różnych komentarzy i zahartowana w bojach. Ale kulminacja nastąpiła w urzędzie. Pracujące tam kobiety, w większości panie w wieku kiedy jest się już babcią zaczęły zachwycać się moją córeczką i Jej koroną. Na to tylko Julcia czekała. Na koniec kiedy padło Do widzenia Julia złożyła głęboki pokłon , mówiąc przy tym że tak żegnają się księżniczki.

Podziel się