Gdańsk – przygotowania

towarzyszeSpokojnie, bez paniki – żyjemy. W ciągu kilku ostatnich dni, miało miejsce wydarzenie na które Julka czekała kilka długich miesięcy. Może, nie wszyscy jeszcze wiedzą ale nasza niesforna córeczka bierze udział w projekcie ASC-Inclusion. Celem owego programu jest stworzenie interaktywnego oprogramowania, które pomaga dzieciom z autyzmem rozumieć oraz wyrażać emocje. I właśnie w ubiegły czwartek odbywało się badanie Julki przed rozpoczęciem pracy z programem komputerowym. No ale po kolei.
Badanie odbywało się na drugim końcu kraju, bo aż w dalekim Gdańsku. Julka gdy tylko dowiedziała się o czekającej ją w przyszłości podróży, stwierdziła że musimy pojechać tam czerwonym, dużym autokarem należącym do PolskiegoBusa.

Ktoś zapyta zapewne skąd 5-latka wie o takim przewoźniku. Odpowiedź jest banalna – niemal codziennie Julka widzi taki autokar z napisem P12 – Gdańsk, na dworcu z którego odjeżdża inny autobus – komunikacji miejskiej którym nasza niesforna córeczka wraz z mamą do jedzie do przedszkola. Ci co mnie znają wiedzą, że nie lubię szastać pieniędzmi, oraz lubię planować podróże pod względem logistycznym. Sprawdziłem, oczywiście przewoźnika kolejowego. Jeszcze do połowy grudnia ubiegłego roku było bezpośrednie połączenie z Rzeszowa do Gdańska, dlatego w ramach redukcji kosztów podróż powrotna była wstępnie zaplanowana jako kolejowa. No ale co było aktualne kilka tygodni temu, teraz już nie jest możliwe. Teraz potrzebna jest co najmniej jedna przesiadka np. w Bydgoszczy ( 2 godziny oczekiwania) no i podróż w nocy. Co powoduje konieczność zakupu kuszetki, a więc i wzrost kosztów. Wszystko to powoduje, że podróż koleją odpadała.
O dokładnym terminie badania dowiedzieliśmy się niespełna dwa tygodnie wcześniej. I zaczęło się polowanie na bilety. Marzeniem Julki było aby jechać tym autokarem, który spotyka niemal codziennie. Chciała wyjechać rano i być wieczorem Gdańsku. Upss, zapomniałem jeszcze o jednym. Już dużo wcześniej zgodziła nas się przygarnąć rodzina Julkomamy. Niestety, przy przeszukiwaniu dostępnych połączeń okazało się że, ten wymarzony poranny wyjazd odpada. Powiem tylko tyle – koszt biletów w dwie strony które zakupiłem był nieznacznie droższy od biletów w jedną stronę na wymarzony kurs Julki. Marzenia, marzeniami ale liczy się również kasa ;)
Był tylko jeden (mały) problem. Jak o tym że wyjedziemy w nocy a nie rano powiedzieć Tisiowi. Przyznaje się bez bicia, troszkę skłamaliśmy. Powiedzieliśmy bowiem niczego nie świadomej córeczce, że ten nocny autobus przejeżdża przez Łódź. Jula bardzo ucieszyła się, że zobaczy miasto w którym ma siedzibę „jej” fundacja.
Tak więc bilety zostały zakupione – był to kompromis pomiędzy ceną biletów a godzinami przyjazdu i odjazdu z Gdańska. Nie chcieliśmy sprawiać więcej kłopotów niż to było niezbędne.
Im termin wyjazdu się zbliżał to na pomorzu temperatura spadała. Prognozy pogody mówiące, że w czasie pobytu Julki nad Bałtykiem będzie pięć – sześć stopni mrozu były aż nad zbyt optymistyczne. No ale nadszedł „wtorek” walizka Julki została spakowana, no ale pojawiła się wątpliwość czy Julka wytrzyma bez snu niemal do godziny 23-ej. Spokojnie dała radę. Dobrze, że piłkarze ręczni grali w tym dniu mecz. Julka siedziała bowiem jak na szpilkach. Powiedzieliśmy Jej, że może się ubierać do wyjścia po zakończeniu meczu. Gdy wychodziliśmy z domu, temperatura oscylowała wokół zera ale co gorsza padał deszcz. Pojawiły się więc obawy czy nie będzie jakiegoś opóźnienia. A czekanie na dworcu w nocy, w zimie to niezbyt miła perspektywa. Ale na szczęście z Rzeszowa wyjechaliśmy tylko z 10-minutowym opóźnieniem.

Wkrótce ciąg dalszy historii …

Podziel się
  • Monika

    Witam czy była by możliwość odezwania się przez Panią do mnie na e maila jesteśmy początkującymi rodzicami dziecka chorego na autyzm i może Pani by nam coś podpowiedziała o początkach .Pozdrawiam