Bankructwo Julki

Zaskoczę Was, dzisiejszy wpis nie będzie o hucznej zabawie Sylwestrowej Julki czy tym bardziej Julkorodziców. W Nowy Rok zgodnie z tradycją nasz Tisio wraz ze swym o rok młodszym druhem poszła na Szczodraki aby trochę zarobić kasy ;) To taka (lokalna) tradycja, że w Nowy Rok idzie się z wizytą, śpiewa odpowiednią piosenkę i na coś liczy w zamian ;)
Nie, żeby Julka szła gdzieś na sępa, takie małe dziewczynki wręcz są zapraszane. Prababcie są na taką wizytę przygotowane, a nie pojawienie się u nich na pewno wywołało by rodzinny skandal. Tak czy inaczej dziewczynki trochę pośpiewały, i do domów wróciły z pewną ilością żywej gotówy i zasobem słodyczy.
Mariposa
Julka od wielu miesięcy marzy o Mariposie (takiej lalce ze skrzydełkami jakby ktoś nie był w temacie). Julka postanowiła przeznaczyć na to marzenie. Oczywiście Julkomama musiała wtrącić swoje trzy grosze. Dotychczas jeśli nie wszystkie to zdecydowaną większość zabawek dla Julki kupowaliśmy przez internet. Zawsze mogliśmy w ten sposób trochę zaoszczędzić. I tak też ma oszczędna żona chciała zrobić. Ale Julka miała troszeczkę inną i muszę przyznać że całkiem sensowną metodę zakupu. Julka po prostu chciała iść do sklepu z zabawkami, poprzebierać wśród zabawek na półce i wybrać to co się Jej najbardziej spodoba. Julkomama, trochę marudziła, ale skoro to są Julki „zaskórniaki” to niech już tak będzie. Warunek był jeden, my jako rodzice nic nie dokładamy, powinna zmieścić się w budżecie jakim dysponuje. Pojechaliśmy do jednego sklepu, lalka jest, Julce się podoba, kasy też wystarczy. No ale może w innym (większym) sklepie będzie tańsza a może i jeszcze ładniejsza. Rozmawiamy o tym z Julką i pełne zaskoczenie – Julka mówi że zgoda możemy pojechać do innego sklepu. Tak też czynimy i po pół godzinie jesteśmy w innym sklepie, no i lalka jest …jeszcze piękniejsza, tylko jest zdecydowanie droższa i znacząco przekracza możliwości finansowe Julki. Umowa to umowa i albo Julka rezygnuje z zakupu albo wracamy do poprzedniego sklepu i wydajemy kasę ;) I znów pełna zgoda, nie ma krzyku, nie ma płaczu – jest jasna odpowiedź jedziemy kupować tą „pierwszą”. Julkomama została odesłana do garów a reszta rodziny jedzie autobusem (za darmo) po lalkę. W sklepie od razu Julka pobiegła na stoisko, przez niespełna pięć sekund zastanawiała się nad wersją kolorystyczną wyśnionej laki. Dumnie z lalą w jednej ręce, z walutą w drugiej poszła do kasy. Położyła to co miała położyć i …. została bez grosza przy duszy. No nie zupełnie uśmiechnięta pani dała paragon i …dziesięć groszy reszty ;)

Ale wierzcie mi uśmiech na twarzy dziecka był bezcenny. Patrzcie co mam – lalkę barbie. Dopiero po krótkim namyśle zdecydowała się pozwolić sprzedawczyni włożyć to cudo do firmowej torby.
A potem pieszo …1,5 kilometra do domu, dobrze że z górki ;)
Nawet nie marudziła jak szła, upssss Ona nie szła, Julka wręcz biegła, aby jak najszybciej móc się pobawić nowym nabytkiem.

Ps. Dzisiaj mija pierwsza rocznica Julki w „nowym” przedszkolu ;)

Podziel się