Wpis nie o Mikołaju

Dzisiejszy wpis nie będzie o Świętym Mikołaju, postaram się bowiem wiernie odtworzyć to co z Julką robiłam w czwartek czyli wczoraj; ) Na ten dzień, po raz kolejny miała wyznaczony dzień szczepienia, które z różnych powodów było przenoszone od czerwca. Najpierw wypadły dwa wakacyjne miesiące w czasie których w naszej rejonowej przychodni nie szczepią dzieciaków. We wrześniu kolejna wizyta i wówczas po raz kolejny okazało się że Julia jest przeziębiona i nie nadaje się do szczepienia. To samo nieszczęście spotykało naszego Tisia przez kolejne miesiące, aż do grudnia. Już w poniedziałek miała zapowiedziane że w czwartek nie idziemy do przedszkola tylko na szczepienie a później do upragnionego fryzjera.

Zatem rano mogłyśmy sobie dłużej pospać. Zjadłyśmy śniadanie. Odbyły się również krótkie zajęcia z mamą. Julia kolorowała obrazek królika w nowej książeczce, a ja, Julkomama czytałam wybraną przez Julie książeczkę też on króliku i pilnowałam aby Jula dobrze wykonywała swoje zadanie, a więc nie wychodziła za linie, kolorowała właściwymi kolorami i się nie zniechęcała. Później szybciutko ubrałyśmy się i udały do pobliskiej przychodni. Po drodze Julia miała wypadek oczywiście jak zwykle nie patrzyła pod nogi i przewróciła się, wytłumaczeniem było że ma problemy z równowagą tak ostatnio mówi kiedy się coś takiego zdarzy. Dotarłyśmy Julia w lekko wybłoconych spodniach. Pojawiła się Pani doktor która zorganizowała kredki i jakieś kolorowanki i labirynty. Julia była znudzona kolorowaniem. Zaczęłyśmy razem robić zadanka, przyłączyła się do na dziewczynka siedząca obok, wykorzystałam to i zaczęłam pytać raz jedną raz drugą. Następnie Julka wyciągnęła spakowane jeszcze w domu książeczki o Franklinie. Kiedy rozpoczęłam czytanie zgromadziły się koło mnie prawie wszystkie dzieciaki i z zaciekawieniem słuchały. Zdążyłyśmy przeczytać dwie książeczki. Przyszła kolej Julii. Jeszcze w domu obiecała że będzie dzielna i nie będzie płakać. Pani doktor zbadała córeczkę i stwierdziła że się nadaje uff poczułam ulgę w końcu. Ale niestety spotkała nas bardzo niemiła niespodzianka. Pani doktor zapowiedziała że nie może przez trzy dni nie może jeść słodyczy, owoców ani pić soków i innych słodkich napoi. Trochę niefortunnie się to złożyło bo zbiega się to z czasem Mikołajków a jest to wzmożony okres obdarowywania dzieci słodyczami. Wymaga to od nas trochę dyplomacji Julia ma zapowiedziane że nie może jeść ale uprzedzamy też wszystkie osoby z otoczenia, również panie pracujące w przedszkolu w grupie Julii. Córeczka rzeczywiście była bardzo dzielna wypiła bez marudzenia nie dobre kropelki i jeszcze ani pisnęła przy zastrzyku. Byłam z niej okropnie dumna inne dzieci płakały a ona nie. Nawet inne matki chwaliły ją. Julia też podkreślała to byłam dzielna nie płakałam, a starsze dzieci płakały. Oczywiście zadzwoniłyśmy od razu poinformować o tym tatę. W drodze powrotnej mijałyśmy znajdujący się w pobliżu sklep ale dziecko wiedziało że nie może. Poszłyśmy do fryzjera a tu niestety pani fryzjerka odmówiła przyjęcia i musiałyśmy się umówić na inny termin. Postanowiłyśmy pojechać kupić Julce rękawiczki bo zaginęły już dwie pary. Finał wyprawy był taki, że Julia została posiadaczką nowej czapki z szalikiem i rękawiczek. Tak bardzo prosiła aby Jej kupić. Wiem że nie powinnam Jej ulegać ale zasługiwała na na nagrodę a stara czapka już jest trochę wysłużona.

czapka

Ale to nie koniec, wybrałam się z Julią do sklepu z butami. Cel wyprawy zakup szpilek na imprezę sylwestrową. Wszystkie jakie posiadam zostały przejęte przez niesforną córeczkę, wykorzystywane do modelusiowania i księżniczkowania i w efekcie teraz nie bardzo nadają się na elegancką imprezę. Oczy Julii aż się zaświeciły jak zobaczyła półki uginające się od jej ulubionego fasonu butów. Próbowała mnie nawet namówić aby Jej jakieś kupić. Wytłumaczyłam że nie ma odpowiedniego rozmiaru. Wypatrzyłam w końcu odpowiednie dla siebie. Mierzę a Julcia już rozpoczyna pertraktacje czy będzie mogła pożyczyć, mówię że może kiedyś ale dopiero po sylwestrze. Trochę po marudziła że się nie zgadza. W drodze do domu stwierdziła że ma migrenę i strasznie źle się czuje czym rozbawiła przechodniów. Kolejna nieprzyjemna niespodzianka po drodze mijaliśmy punkt dobrze nam znanej sieciówki gdzie sprzedają pieczywo której jesteśmy koneserami. Na szczęście mieli obwarzanki. Wróciłyśmy do domu. Ja szybko schowałam swój zakup na najwyższą półkę szafy. I pobiegłam na spotkanie z panią Joanną Fularz która prowadziła zajęcia dla rodziców pod tematem Autyzm – w rodzicach drzemie moc. Relacja ze spotkana w najbliższym czasie …

Ps. U Julki już był Mikołaj ;)

Podziel się
  • takaja

    Nie bałaś się szczepić?

    • Rodzice Julki

      Szczepienie kilkukrotnie było przekładane, gdyż Julka była osłabiona przez infekcje.