Bohater?

Od kilku dni w wielu miejscach związanych z autyzmem wrze. A wszystko za sprawą akcji Zwykły bohater współorganizowanego przez jedną z ogólnopolskich stacji telewizyjnych (TVN). Do plebiscytu na bohatera została zgłoszona pani Renata Radomska, autorka książki Autyzm bez łez, jednocześnie matka kilkuletniej dziewczynki cierpiącej na autyzm. Nie wiem jaki cel miało na celu zgłoszenie tej pani do „konkursu” ale co by nie mówić osoba ta stała się „sławna”.

Pani Radomska jest gorącą zwolenniczką stosowania diety w leczeniu „autyzmu”. O celowości stosowania diet nie będę się wypowiadał, nie jestem specjalistą w tym zakresie. Znam osoby które stosują dietę , ale powód jej wprowadzenia jest prozaiczny … dziecko cierpi na alergie pokarmowe.

Z dostępnych informacji wynika, że córka państwa Radomskich została zdiagnozowana w wieku kilkunastu miesięcy (o ile dobrze pamiętam to 19-tu), a więc bardzo wcześnie. I jeśli słyszę słowa, że dziecko w tym wieku zostaje skazane na zakład opiekuńczy to coś mi tu nie pasuje. Wielu specjalistów mówiło nam, że Julka ma  wielkie szczęście że została zdiagnozowana tak wcześnie (20 miesięcy) a dodatkowo jest dziewczynką więc rokowania na przyszłość nie są złe, oczywiście nikt nie gwarantował tego czy owego ale nie nigdy nie usłyszeliśmy, że nic się nie da zrobić. Jeśli tak małe dzieci są  „skreślane” to jak mają się czuć rodzice których dzieci zdiagnozowano w wieku 5-6 lat!

Osobiście uważam ,że autyzm nie jest chorobą, nie można go leczyć. Jedyne co możemy zrobić to poprawić komfort życia naszych dzieci, by autyzm jak najmniej im doskwierał, by w przyszłości mogły być szczęśliwe.

Jak mają się czuć rodzice którzy ciężko pracują nad tym aby im dzieciakom ułatwić przyszłe życie, ale nie stosują diet. Ktoś „życzliwie” powie, po co wydawać pieniądze, tracić czas na różne terapie jeśli można zastosować innowacyjną metodę prosto z Ameryki, i autyzm przeminie jak zły sen.

Jeśli dieta to fundament bez zastosowania którego nie można mówić o jakiejkolwiek pomocy dziecku autystycznemu, to co mają mówić rodzice których pociechy nie miały serwowanej diety a mimo to zrobiły ogromne postępy i po kilku latach żmudnej terapii często symptomy tego wrednego zaburzenia są ledwo widoczne. Jaką mają pewność że nie znajdzie się myśliciel. który orzeknie że skoro nie było diety a dziecko „pędzi” do przodu to nie był to autyzm tylko jakieś urojenia rodziców?

Sama „bohaterka” na wszelki wypadek przyznaje że stosowanie tej „cudownej” diety nie daje jakiejkolwiek gwarancji poprawy.  To jak to w końcu jest pomaga czy nie, a może pomaga tylko niektórym, ale jeśli tak to komu?

Nie wiem ale jakoś trudno nazywać bohaterem osobę która pomaga komuś najbliższemu, bo własnemu dziecku. Dla mnie bohaterem może być ten kto bezinteresownie pomaga obcej osobie. w swoim życiu poznałem sporo osób które zasługują na miano.  Jeśli bohaterem może być rodzic dziecka niepełnosprawnego to dla mnie taką osoba jest matka  pewnego kilkunastoletniego autyka, która dobrym słowem może podnieść każdego na duchu. Sama przyznaje że obecne maluchy mają więcej szczęścia niż Jej dziecko, jest lepsza diagnostyka, bardziej doświadczeni specjaliści, ale nigdy nie wyczułem w Jej głosie zazdrości.  Nie poucza, nie mówi ja wiem lepiej tylko pociesza gdy ktoś tego potrzebuje. Jestem pewien, że gdybym zgłosił ją jako zwykłego bohatera skutek był by jeden – obraziła by się na mnie.

Podziel się
  • http://www.aspik-jasiek.blogspot.com Hania – aspikowa mama ;)

    Witam ;)
    czytacie w moich myślach – zgadzam się całkowicie ;)
    pozdrawiam

  • http://www.dzielnyfranek.blogspot.com Agnieszka

    Bardzo mądry i wyważony wpis choć przy okazji naładowany emocjami. Co w tej sytuacji absolutnie nie dziwi.
    Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości i dodaję link do Twojego wpisu na naszym blogu.

    Proszę o wyściskanie Julki;-)

    • rodzice_julki

      Wpis może i emocjonalny, ale w rodzinie jest również pełnoletni autysta. I twierdzenie, że tak a nie inaczej funkcjonuje gdyż Jego rodzice nie stosowali bananowych czopków mnie w …rwia.

      • Ewa

        Zgadzam się z powyższym. Sama poczułam się jakby mnie ktoś uderzył w twarz, a na dodatek moja własna mama stwierdziła, że sama dieta wyleczyłaby mojego syna, a ja na aż tyle terapii jeździłam! No szok. I nagle nieważne stało się to, że te wszystkie „moje” terapie dały rewelacyjny efekt i po 5 latach zwykły laik pewnie nie zauważyłby, że syn jest jakiś „inny” niż inni chłopcy w jego wieku. Pozdrawiam serdecznie.

        • rodzice_julki

          A jak my się mamy czuć po zorganizowaniu dla córki kilku tysięcy godzin różnorakiej terapii? Gdy nagle ktoś opowiada że to było niepotrzebne, wystarczyło stosować magiczną dietę. Zastanawiam tylko się czy dietę trzeba stosować do końca życia, czy można ją bez konsekwencji przerwać.

  • Ewa

    Tak na marginesie: polecam książkę Michaela Schofield’a „Pomóc Jani” o jego córce cierpiącej na schizofremię dziecięcą – przeczytałam w jedną noc!

  • skrobia

    Moja odpowiedź na Facebooku „Wspieram Renatę Radomską”.

    • rodzice_julki

      Drogi autorze powyższego komentarza, zadałbyś sobie troszkę trudu i wymyślił coś od siebie. Spamowanie blogów za pomocą kopiuj – wklej to nie najlepsza metoda promowania PR-owej akcji.