Wieczorny wypad

Od otwarcia rzeszowskiej fontanny multimedialnej minęło już kilka tygodni. Nadszedł więc czas aby i Julka zobaczyła to najnowsze innowacyjne cudo. Zaplanowaliśmy że pójdziemy na pokaz odbywający się o godzinie 20-stej. Oznaczało to że trzeba było wybrać taki dzień, aby Jula mogła iść później spać. Początkowo mieliśmy iść we wtorkowy wieczór, gdyż w środę miała przedszkolną labę. Niestety we wtorek cały dzień padało, a jak już przestało kapać z góry to i tak wszystko wokół było mokre. Po burzliwej rodzinnej naradzie wyznaczyliśmy kolejny termin na piątkowy wieczór, w sobotę ma jedynie muzykoterapię. Na szczęście w piątek od rana była ładna pogoda. Po domowych zajęciach z terapeutką udaliśmy się więc na wycieczkę. Przed samym wyjściem z domy pojawiły się pierwsze ale na szczęście ostatnie problemy – naładowane wcześniej baterie do aparatu fotograficznego odmówiły posłuszeństwa. Nie będzie więc fotorelacji (może innym razem). Julka wiedziała jaki jest cel podróży, nie wiedziała jednak gdzie idziemy. Julka gdy nie wie gdzie idzie, może maszerować kilometrami, kłopoty są gdy wie jaką trasę musi pokonać. Tak ma i już ;)

Na miejsce podekscytowana Jula dotarła kilkanaście minut wcześniej, ponieważ było jeszcze dużo wolnych miejsc pochodziliśmy po oświetlonych wieczorową porą rzeszowskich uliczkach aby przyjśc przed samym pokazem.

Miejsca na „widowni” zajęliśmy kilka minut przed dwudziestą. Niestety kilka maluchów biegało po terenie fontanny, Julka nie chciała być gorsza. Ponieważ nie uzyskała zgody trochę marudziła. Na szczęście zobaczyła pana w mundurze, a przed władzą Julka czuje respekt (dopiero po pokazie okazało się że to nie żadem policjant a nawet strażnik miejski tylko zwykły pracownik firmy ochroniarskiej. Gdy do tryskającej wody dołączyła muzyka, rozpoczął się pokaz. Julka była zafascynowana tym co się wokół niej działo, muzyka, różnokolorowa, fantazyjnie tryskająca woda. Ale wszystko co piękne szybko się kończy – cały pokaz to trzy utwory i po kwadransie można iść do domu. Było ciepło więc głównym deptakiem powoli zmierzaliśmy do domu. Julka zorientowała się gdzie jest dopiero w połowie drogi powrotnej. Gdy zobaczyła łóżko nie chciała się nawet pochwalić babci tym co widziała. Może sobotnie wieczorne pokazy są atrakcyjniejsze … niebawem to sprawdzimy. I będę pamiętał o bateriach do aparatu.

a na koniec dwie „zwierzęce” prace Julki, taka wprawka przed jesiennym konkursem przedszkolnym.

motyl

piesek

 

Podziel się