udawana nuczycielka

Julka z terapią logopedyczną ma styczność ponad 4 lata. Miała nie wiele ponad rok gdy zaczynaliśmy (nie wiedząc jeszcze nic o Jej koleżce autyzmie). Przez ten szmat czasu miała więc sposobność poznać różne metody pracy, podejścia do dziecka. Zapewne wiecie już, że nasz Tisio lubi niekiedy pobawić się w logopedę w domu, ćwiczy z lalkami lub rodzicami. Ale wczoraj to dopiero miała niezłą atrakcję. Ale po kolei. Dzień wcześniej dostaliśmy telefon, że w środę jest wolne półgodzinki i czy możemy przyjść. Bez wahania zgodziliśmy się. Stawiamy się na omówioną godzinę, ale jest mały „kłopot”. Jedna z mam (pewnie przez wakacyjną porę) przyszła z Julki kolegą wcześniej niż powinna. Kilka miesięcy z kolei to ja przyszedłem pół godziny później. I co robi się w takiej sytuacji? Logopedię grupową – jedna terapeutka i dwoje dzieciaków. Wczoraj tylko teoretycznie była jedna pani prowadząca zajęcia. Ponieważ było dwoje dzieci z półgodziny zrobiła się godzina ;) A po godzinie co słyszymy? Że Julka udawała nauczycielkę. Gdy młodszy kolega zrobił” zadanie” poprawnie, z ust Julki-nauczycielki płynęły słowa- brawo, bardzo dobrze. Ale niekiedy musiała niestety troszkę upominać „ucznia”. Mimo iż logopedka jest osobą bardzo miłą i serdeczną, dla swoich podopiecznych jest bardzo wymagająca. Wiemy również jak nasza córeczka „ćwiczy’ z lalkami – mają niezły przećwicz. No jeśli dwie takie kobiety „dopadły” małego bezbronnego „mężczyznę” to wcale nie dziwię się Jego wyrazowi twarzy po zakończeniu zajęć – uffff, jak dobrze że już mi te baby dały spokój.

Ktoś zarzuci że, że takie łączone zajęcia to tylko strata czasu. Nic bardziej mylnego. Praca jeden na jeden z terapeutą ma pewne ograniczenia. Terapeuta nawet nie wiem jakby się starał nie zastąpi dziecka. dzieci mogą ze sobą prowadzić „luźną” rozmowę, oczywiście moderowaną przez specjalistę. Rówieśnik dobrze też motywuje do pracy. Raz na jakiś czas takie zajęcia są potrzebne.

Przecież jest tyle różnych zajęć grupowych, na których dzieci korzystają. Jeśli ktoś uważa że zajęcia grupowe to dla jego dziecka strata czasu (mimo zachęt terapeutów) jest powiem to brutalnie – idiotą!!!

Rzecz jasna Julka jest bardzo dumna z siebie, bo która pięcioletnia „udawana nauczycielka” ma prawdziwego „ucznia”. Oczywiście pochwaliła się telefonicznie babci z tego co robiła. wieczorem miała chyba lekkie wyrzuty sumienia, gdyż „zadzwoniła swoim nowym telefonem z timobajla który ma firefoxa i zapytała czy już idzie spać.

 

Podziel się