Terapeutyczne refleksje

Dziś od rana cała Polska żyje sprawą autysty z Gdańska. Jako pierwsze skandaliczne zachowanie terapeutki zostało opublikowane na łamach lokalnego portalu internetowego, ale wystarczyło kilka godzin i temat stał się numerem jeden niemal we wszystkich serwisach informacyjnych. Minie kilka dni, dziennikarze znajdą inny temat, ale problem pozostanie.

Z tego co zdążyłem się zorientować to terapeutka miała z czterolatkiem pracować metodą behawioralną. Nie ukrywam jest to metoda kontrowersyjna, niektórzy są jej gorącymi zwolennikami inni zawziętymi krytykami. Nie pora ją teraz oceniać. Powiem tylko dwie rzeczy.
Po pierwsze, terapeuci metodę behawioralną w pracy z Julką w mniejszym czy większym stopniu wykorzystują od ponad 3 i pół roku. Niekiedy Julka dawała naprawdę nieźle czadu, ja bym już nie raz wyszedł z siebie i stanął obok, a terapeutka z anielską cierpliwością próbowała znaleźć z naszym Tisiem wspólny język. Po drugie, każdą nawet najlepszą metodę można wypaczyć.

Autysta nie lubi zmian, wiem z doświadczenia że niekiedy nawet najmniejsze odstępstwo od czegoś do czego dziecko jest przyzwyczajone powoduje niepewność i zagubienie. Wielu rodziców nawet tych najlepszych zapomina jeszcze o jednym – małe dziecko nie ma niespożytych sił. Rozumiem że każdy rodzic dziecka niepełnoprawnego, chce zapewnić intensywną terapię, bo to daje większą szanse na lepsze efekty. Zbyt duża dawka terapii powoduje jedno – nasycenie materiału. Dalsze zwiększanie godzin terapii nie tylko nie przynosi zamierzonych efektów, co gorsza może powodować problemy. Dziecko może powiedzieć „dość”.
Proszę postawić się na miejscu dziecka któremu z dnia na dzień rodzice serwują cztery godziny terapii. Jeśli to trwa przez pięć dni w tygodniu to jest to istny maraton. Nawet praca z najlepszym terapeutą, może spowodować pewne zmiany w zachowaniu dziecka. I od tego należałoby zacząć. Dziecko jest przemęczone, brak widocznych efektów terapii, zaczynają się wzajemne oskarżenia.
W terapii ważna jest nie tylko współpraca dziecka z terapeutą ale również ważna jest komunikacja wzajemna rodziców z terapeutą. My na początku byliśmy „zieloni”, terapeutka cierpliwie tłumaczyła nam co i jak robi, dlaczego postępuje tak a nie inaczej. Zawsze mogliśmy zadawać pytania.
Mogliśmy również obserwować pracę terapeutki. Oczywiście musieliśmy być ”niewidoczni” dla Julki. W czasie zajęć Julka miała i mimo iż już jest dużo starsza ma przerwy, co pozwala na bieżąco oceniać stan Julki.
Każdorazowo nowy program terapeutyczny jest szczegółowo omawiany, wiemy co i jak się ćwiczy z Julką.
Jest to ważne również z innego powodu – z Julką w kilku miejscach ćwiczą różni terapeuci, stosują niekiedy troszkę inne metody, dlatego tak ważna jest wzajemna koordynacja tych działań.
Może wystarczyłaby rozmowa rodziców z terapeutą, kilka tygodni wcześniej. Z małego problemu z czasem robi się większy i większy.

Rozmawialiśmy dzisiaj z pewną terapeutką, i nie wyobraża sobie sytuacji w której rodzice nie mogą obserwować przebiegu terapii. Co więcej na jednym z ostatnich zebrań naszego stowarzyszenia, nasza szefowa wręcz zachęcała rodziców do obserwacji pracy terapeutów w czasie zajęć.

Podziel się