Sklepowa sensacja

Julka bardzo lubi jeździć wózkami sklepowymi. Dotyczy to zarówno biernej jak i czynnej jazdy. Niestety Julka trochę ostatnio urosła i ku wielkiej rozpaczy naszego Tisia nie można już Jej sadzać w tych wielkich wózkach w super i hipermarketach. Niedaleko nas jest sklep spożywczy w którym dzieci mogą poczuć się „dorosłe” i mają do dyspozycji metalowe wózki w wersji mini. Chyba nie przypuszczacie, że dzielny Jul przepuści taką okazję. Wszystkie panie w sklepie wiedzą, że jak jesteśmy w sklepie muszą uważać aby nie wpaść pod rozpędzony wózek pchany przez naszą niesforną córkę. Niestety jest to jedyny w okolicy sklep w którym takie rzeczy są możliwe. W sklepie pod blokiem są tylko takie stojaki z kółkami na koszyki, no ale chyba każdy wie że to nie wzbudza w Julce jakiegoś większego zainteresowania.
No ale rano Julka dopięła swego. Gdy Julkomama zadzwoniła z informacją że Julka poszła z nią z wózkiem do sklepu, najzwyczajniej pomyślałem sobie że chodzi o wózek dla lalek. Rzadko „lalkowy” wózek jest wyciągany z mieszkania, no ale w sumie to nic szczególnego że dziewczynka idzie z takim wózkiem do sklepu. Dopiero po powrocie do domu dowiedziałem się że to nie chodziło w ogóle o wózek dla lalek. Julka posiada zakupiony jakiś czas temu mały plastikowy wózek sklepowy. Zazwyczaj składowanie są w nim sztuczne owoce, warzywa, różne produkty spożywcze wykorzystywane w zamierzchłych czasach do terapii. No ale dziś ramo całą zawartość wysypała na środku swojego pokoiku i ….była gotowa do wyjścia z mamą do sklepu spożywczego (wiadomo z czym). Domyślam się, że był to pierwszy przypadek w historii tej sieci sklepów gdy pięciolatek wjechał do sklepu własnym wózkiem na towary. Nie muszę chyba opisywać jak zareagowały panie w sklepie. No ale nasz Tisio nic sobie nie robił z tego że na Jej widok ludzie niemal parskali salwą śmiechu. Tylko jedna trzeźwo myśląca starsza pani, pomarła pomysł małego dziecka mówiąc że nie trzeba wracać do domu z ciężkimi torbami. Ma dziecko fantazję ;)

Podziel się