Julkomamy relacja z wakacji

Cały ubiegły tydzień spędziłyśmy z Julią u moich rodziców. Już w pierwszy dzień pobytu mimo żaru lejącego się z góry na Julkę czekała pierwsza atrakcja. Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji przygotował kolejną (czwartą ale dla naszego Tisia pierwszą) edycję imprezy folklorystycznej pod nazwą „Gdzie kucharek sześć… czyli potyczki kulinarne Kół Gospodyń Wiejskich Powiatu Leżajskiego”. Celem tego wydarzenia kulturalnego jest podtrzymywanie tradycji lokalnych związanych z dziedzictwem kulinarnym regionu. Jak się dowiedziałam, była to jedna z imprez uświetniających Jubileusz 40-lecia nadania praw miejskich Nowej Sarzynie.
Okoliczne koła gospodyń reprezentowały na stoiskach swoje wyroby kulinarne, było wiele pyszności i słodkości.
Konkursom kulinarnym oraz degustacjom potraw towarzyszyła muzyka ludowa w wykonaniu kapeli „Kamfinioki” z Jedlicza oraz „Folk Band” z Łętowni.
Były też atrakcję dla najmłodszych – Julka opanowała trampolinę, oj nieźle tam wymiatała ;)

trampolina jest moja   fot. UM Nowa Sarzyna

Uwiecznił to nawet jakiś miejscowy paparazzi. Gospodynie brały udział w licznych konkursach, Julce najbardziej podobało się rzucanie drewnianym wałkiem do celu, dobrze że nie chce tego zademonstrować Julkotacie ;)

Oczywiście Julia gdy tylko usłyszała muzykę, cały czas tańczyła solo. Nie wiem skąd Julka czerpała siłę na takie „wyginanie” się pod sceną, niekiedy nawet pytano mnie czy nasza córeczka chodzi na jakieś zajęcia taneczne, gdyż widać że dziecko ma talent ;) Późnym wieczorem wróciłyśmy do domu z całą torebka ciastek. Na poniedziałek Julia miała obiecany wypad na basen.
Przygotowania rozpoczęły się już w niedzielny wieczór, oczywiście od nadmuchania koła ratunkowego ,, Dinusia ” i tu pojawił się problem, gdzie go schować tak aby nie zniszczył pies Neruś, a było w zasięgu wzroku Julki. Na szczęście znalazło się odpowiednie miejsce. W dzień wyprawy Julia wstała sama bardzo wcześnie już przed godz. szóstą rano i od razu ubrała swój strój kąpielowy, wzięła wielkie koło „ratownicze” jak go Tisio określa pod pachę gotowa do wyjścia. Trzeba było ją przekonywać że jeszcze jest czas, basen nieczynny , najpierw należy sie umyć, zjeść śniadanie, przygotować prowiant a dopiero potem można iść. Zanim wyszłyśmy na basek który był otwierany o 10.00 Julia zdążyła się jeszcze 2 razy przebierać.

Po długim julkooczekiwaniu, w końcu dotarłyśmy na upragniony basen. Nim zdążyłyśmy rozłożyć koc Julia już była gotowa na wchodzenie do wody. Niestety bezpieczeństwo przede wszystkim, trzeba było nauczyć a w zasadzie przypomnieć młodemu pływakowi zasady obowiązujące na basenie. Najpierw się zmoczyć pod prysznicem i grzecznie za rączkę z mamusią udać do brodzika. Julia cały czas w wodzie „płetwowała”, to taka innowacyjna technika pływanio chodzenia. Julia przy tym dużo gada rusza rękami , raz chodzi na nóżkach, raz podpływa, za chwilę znów podskakuje. A ja cały czas chodziłam za Julką w wodzie.
Z trudem można było Julkę wyciągnąć z wody. Chwila przerwy na kocyku na jedzenie, robienie zagadek z gazetki i znów do wody. Wystarczyło kilka(naście minut) i Julka mówiła że chce się umyć , (chodziło o pomoczenie pod prysznicem) i do wody.

Niestety doszło do czegoś czego się bardzo obawiałam, Julia odkryła że na basenie znajduje się kiosk gdzie można zakupić lody i inne niezbędne do przeżycia jedzenie. Na szczęście skończyło się tylko na lodach. Podsumowując wyjście na basen cały czas spędziłam w brodziku, jeden raz byłam na głębszej wodzie ale po chwili miałam towarzystwo w postaci Juli z kółkiem, musiałam ją cały czas pilnować. Jest dumna z faktu że była na bardzo głębokiej wodzie – 1,2 m. Każdemu chwali się tym faktem.
Kilka dni później powtórzyłyśmy wyjście na basen. Tym razem była to prawdziwa niespodzianka dla Julki, dowiedziała się o tym przez samym wyjściem , dzięki temu mogła sobie smacznie pospać rano.
Jak już kiedyś wspominałam rodzice mieszkają niedaleko lasu. Tradycją stały się moje wieczorne spacery z tatą i psem do lasu. Ale pojawił się poważny problem. Julia pod wpływem bajki o czerwonym kapturku bardzo przejęła się że mogą nas zjeść wilki. Musieliśmy przekonać Julię że w tym lesie nie ma wilków.
Wiele czasu też spędzałyśmy na placach zabaw, jeden był szczególnie atrakcyjny ze względu na równoważnie, po której Julia chodziła z gracją niczym modelka a nawet mówiła że jest modelką podpatrzyła coś podobnego w programie ,”Top Models”, którego Julka jest wielką fanką. Nie odbyło się też bez chwil smutnych. Do takich niewątpliwie należały chwile tęsknoty za tatusiem który został daleko. Odwiedzaliśmy też z babcią miejscową bibliotekę, gdzie Julia pożyczyła książeczkę dla siebie. Zasiliła też kolekcję swoich zabawek w plastikową trąbkę ze sklepu po 2,99.
Julka w czasie tego kilkudniowego pobytu zaprzyjaźniła się z psem moich rodziców. Doszło nawet do tego że podpuszczała aby załatwił się na dywanie bo to będzie śmieszne. Ojj chyba trzeba będzie popracować z Julką nad tym co jest śmieszne a co nie. Julka ma z tym jeszcze spore problemy.

Podziel się