Czerwone paznokcie

Już wczoraj obiecaliśmy Julce że w niedzielę będzie miała niespodziankę, gdzieś pójdziemy.
Oj musiała być bardzo przejęta tą niespodzianką, gdyż chyba coś się Jej przegrzało pod włosami ;)
Rano poprosiła mamę aby w sklepie kupiła dla Niej ….czerwone jabłko, i Ona je całe zje.
Nie wierzyliśmy w te zapewnienia ale zaryzykowaliśmy. Jabłko zostało zakupione, Julkomama obrała je ze skórki, pokroiła na ćwiartki i się zaczęło. Julka z jedzeniem rozpędzała się jak ciężki pociąg towarowy. Początkowo niemal lizała ale już ostatni kawałek zjadła na dwa razy, gdyby było więcej kawałków daję głowę że i one zostały by skonsumowane ze smakiem.
Popołudniu postanowiliśmy wybrać się do Galerii Rzeszów gdzie nowo otwierane prywatne przedszkole w ramach autopromocji przygotowało eko-warsztaty, czyli jak zrobić coś z niczego.
Na placu eventowym zostało przygotowane miejsce gdzie zarówno starsze jak i młodsze dzieci mogły wykonać piękną ekologiczną biżuterię oraz ekologiczne zwierzątka lub kwiatuszki. Julka z pomocą animatorki oklejała starą płytę CD – w efekcie powstał wielki medalion ;)

Niestety program był bardzo ubogi i po kilkunastu minutach, trzeba było wprowadzić plan awaryjny – zgodziliśmy się na coś o czym nasza córeczka marzyła od bardzo dawna. Julka zameldować się w niedawno otwartym centrum zabaw dla dzieciaków. Ale nim to nastąpiło piękniejsza część rodziny udała się do drogerii po czerwony lakier do paznokci. Pewnie domyślacie się że było to wyraźne życzenie Juli – jedna z terapeutek używa czegoś takiego ;). W wybór trwał bardzo długo bo było kilka odcieni, niestety Julka wybrała odcień który niekoniecznie podobał się mamie. Z zakupionym lakierem udałyśmy się do Fantazji, Julka błyskawicznie ściągnęła buty, ubrała skarpetki i szybciutko pobiegła na sale zabaw. Rodzice stali się zupełnie niepotrzebni. Podpisaliśmy stosowne oświadczenie, Julka została „ometkowana”, a rodzice mieli pierwszą od bardzo dawna godzinę dla siebie. I co w tym czasie robią? Oczywiście idą sobie spokojnie odwiedzać sklepy i szukać coś dla taty. Wystarczyło nawet czasu na mały posiłek.

Po godzinie, Julka nawet sama dobrowolnie skończyła szaleństwa w centrum dziecięcej rozrywki. No ale i tak zaczęły się kłopoty.
Nasza rozbrykana córka zaczęła wymuszać obietnicę że jutro też pójdziemy ale nic nie wskórała. Gdy się to nie udało, Julka pomyślała o planie awaryjnym. Tym razem próbowała wymusić spacer do McDonald’sa ale i z tego nic nie wyszło. Wcześniej Julka miała do wyboru co chce robić. Wybór był jednoznaczny – jak jedno to nie drugie. Trudno było się Niestety z tym pogodzić.
Po szaleństwach mogła być głodna, dlatego w osiedlowym sklepie Julka mogła sobie zakupić ulubione ciasteczka, które zjadła na przyblokowej ławeczce a w domu czekał na Nią pyszny kurczaczek przygotowany w tak jak najbardziej lubi.
A teraz jak sobie smacznie śpi ..Julkomama robi coś szalonego – maluje na śpiocha Julki paznokcie…

Podziel się