Plac zabaw

Wczoraj po burzach i ulewach w godzinach popołudniowych zrobiła się piękna pogoda. Postanowiliśmy to wykorzystać. Ja po zaplanowanych wcześniej zajęciach udałam się z Julią na pobliski plac zabaw. Julkotata zajął się demontażem regału u Julii w pokoju oraz redukcją pluszowych maskotek których zastraszająca liczba opanowała pokój naszego dzielnego Tisia. Nie muszę chyba wyjaśniać że, prace porządkowe w gabinecie naszej kochanej córeczki musiały odbywać się pod nieobecność Julki która broniłaby niczym lwica swego dobytku.plac zabaw       fot. google maps

Na placu zabaw spotkałyśmy sąsiadkę z córką oraz koleżanka z dziećmi.  Gdy my zajęłyśmy się plotkowaniem, nasze pociechy szybko się zintegrowały i zabawa odbywała się w najlepsze. A pomysłów im nie brakowało. Główną atrakcją dla naszych szkrabów były olbrzymie kałuże oraz bardzo mokry piasek. Julka na plac zabaw poszła w stroju niemal plażowym, wyglądała komicznie ubrana  w cienką koszulkę z długimi rękawami oraz klapki japonki na nogach. Dzieciaki wykorzystywały wszelkie dostępne na placu zabaw urządzenia – zjeżdżalnie, drabinki, oraz piaskownice. Julia nawet zapomniała o strasznej karuzeli sprawczyni Jej nieszczęśliwej przygody sprzed dwóch tygodni i znów zaczęła się na niej bawić. Pobyt na placu zabaw to bardzo dobra okazja do obserwacji Julki zachowania w grupie dzieci. Obserwując Julię doszłam do wniosku,  że bawiąc się z dziećmi niczym się od nich nie odróżniała. Poczyniła ogromne postępy jeśli chodzi o kontakt z rówieśnikami. Zdarzył się jeden niemiły incydent kiedy oddaliła się zbyt daleko od placu, gdyż miała w planach pobawić ze starszą koleżanką sąsiadką z klatki. Na szczęście mądra dziewczynka odprowadziła Julkę i powiedziała Jej aby bawiła się na placu. Oczywiście ode mnie  Julcia też otrzymała reprymendę. Wracałyśmy do domu, kiedy to Julka miała na sobie przemoczone ubranie, była cała w piachu i błocie. Na koniec doszło do sprzeczki z córką sąsiadki w windzie, nie wiadomo o co im poszło, ale rozstały się bez pożegnania. Ale się tym bardzo nie przejmuje, bo jak wiadomo emocje dwóch 5 latek są bardzo gwałtowne i dynamiczne. Bardzo szybko lubię cię zmienia się w nienawidzę. Na szczęście takie coś trwa bardzo krótko do następnego spotkania. Podsumowując bardzo miło mamy spędziły czas na wspólnej rozmowie, a dzieciaki też były zadowolone i przy okazji tata mógł dokonać ważne rewolucje w domu. Julka na pewno nie będzie pamiętała o wyrzuconych pluszakach. Pozbyliśmy się tych którymi się nie bawiła i tylko zbierały kurz. Najukochańsze nadal są i są to głównie pieski,  one uniknęły transportu do kontenera  na używaną odzież.

Podziel się