Łazienkowy potwór

Ci którzy uważnie śledzą losy naszego dzielnego Tisia zapewne wiedzą, że od kilku lat zmagamy się z problemem kąpieli. Kąpiel u Julki wzbudza strach a sama myśl o potrzebie spłukiwania włosów po myciu głowy to już jest coś to Ją naprawdę przeraża. Nikt nie wiedział co z tym fantem zrobić, specjaliści którzy pracują z Julką oraz my sami wymyślaliśmy co róż to nowe pomysły jak pozbyć się tego problemu. Z dzieckiem autystycznym nie ma łatwo, coś co dla nas neurotypowych jest czym błahym i nieistotnym dla dziecka takiego jak Julka nie zawsze tak musi być.
Przez długi czas sądziliśmy, że całe te problemy są spowodowane wysoką temperaturą, Julka bowiem nawet posiłki jadała niemal zimne, wszytko było dla Niej za ciepłe. W czasie nalewania wody do wanny, siedząc w pokoju obok była w stanie ocenić, że woda płynąca z kranu jest za ciepła ;) Wystarczyło że widziała jak nalewa się dosłownie kilka kropel zimnej wody i strach przed wejściem do wanny opadał. Nad przebiegiem mycia głowy nie będę się rozwodził gdyż opisywaliśmy to już wielokrotnie.
Prawdopodobnie nadszedł kres naszych, Julki i sąsiadów klopotów, którzy musieli wysłuchiwać wrzasków naszej córeczki.
Na naszym osiedlu w wieżowcach takich w jakim i my mieszkamy nie było miejskiej ciepłej wody, trzeba było korzystać z piecyków gazowych. My posiadaliśmy taki nowoczesny z hydroturbiną, gdy go instalowaliśmy był on z kategorii full-wypas. Jakoś na myśl nam nie przyszło, że to ta biała magiczna skrzynia na ścianie może być powodem naszych problemów, przynajmniej tak nam się wydaje:

Łazienkowy potwór

* zdjęcie pochodzi sprzed kilku lat ;),  z czasów remontu generalnego mieszkania.
Julka uznała bowiem, że gorąca woda to spawka piecyka gazowego. I nie chodzi tutaj o jakieś tajemnicze dźwięki które urządzenie to wydaje. Tutaj najważniejsze było samo istnienie piecyka gazowego.

A teraz po krótce spróbuję to udowodnić. Taki nowoczesny piecyk nie jest najlepszym rozwiązaniem do wieżowca – niekiedy niskie ciśnienie wody w rurach powodowało że magiczna turbinka się nie uruchamiała. Nie było to niebezpieczne dla nas, powodowało jedynie że nie płynęła ciepła woda gdy teoretycznie powinna płynąć. Julka nawet gdy płynęła taka „ciepła” woda przy nieczynnym piecyku, ostrzegała nas że woda w kranu leci za ciepła.
Fakt drugi, u dziadków na wsi, w łazience jest zainstalowany gazowy piec dwufunkcyjny – ogrzewa on zarówno dom w zimie jak i podgrzewa wodę do kąpieli. Dodatkowo w piwnicy zainstalowany jest piec do centralnego ogrzewania na drewno i węgiel z zamontowanym wymiennikiem ciepła. W lecie wystarczy niewielka ilość suchego drewna aby z kranu płynęła ciepła woda. Często więc piec w łazience robił za atrapę, był całkowicie wyłączony a Julka i tak bardzo bała się kąpieli.

A teraz najważniejsze, kilkanaście dni temu podłączyliśmy się do magicznej rury przygotowanej przez naszą spółdzielnię. Od tego czasu nie potrzebujemy piecyka gazowego w łazience. Po piecyku zostały tylko rury i haki w ścianie.
Jak ręką odjął – Julka w kąpieli jest bardziej spokojna, nie płacze nie histeryzuje że płynie za ciepła woda. Co więcej mimo że w czasie spłukiwania głowy prysznicem kontroluję temperaturę wody to zdarza mi się dopuścić że woda jest troszkę cieplejsza niż w czasach „piecykowych” i Julka nic nie marudzi.

Podziel się
  • http://overloaded.blox.pl Basia

    Ojejku to super, że Julka nie będzie musiała już się tak stresować. Moja babcia miała Junkersa w łazience. Nigdy go nie lubiłam. Tak to jest z naszymi pociechami. Długo trzeba się głowić w czym tkwi problem, bo robią całe rytuały odraczające ten moment.