Refleksje matki

Wczoraj, tak jak wiele innych kobiet obchodziłam Dzień Matki. Dla mnie, Julkomamy, jest to dzień szczególny. Ludzie często zadają mi pytanie jak to jest być mamą dziecka niepełnosprawnego, w moim przypadku autystycznego, odpowiadam – zwyczajnie. Tylko trzeba chodzić na różne zajęcia, dużo wybaczać, ale czasem muszę być bardziej stanowcza wobec córki. Kocham moje dziecko z całego serca. U nas już od początku było coś nie tak. Najpierw kiedy Julcia miała 3 miesiące okazało się że ma zwiększone napięcie mięśniowe i zmiany w mózgu. Wówczas rozpoczęliśmy żmudną rehabilitacje, z ciężkim sercem musiałam robić mojej ukochanej córeczce masaże voyty i chodzić na okropny viofor. To ile się Julka napłakała, ale wiedziałam że to dla Jej dobra. Julka cały czas była pod opieką OWI, widzieliśmy że nie rozwija się tak jak rówieśnicy, widoczne było opóźnienie w rozwoju, nie dawało się z nią nawiązać Nią jakiegokolwiek kontaktu. Ale cały czas staraliśmy się Ją traktować jak normalne dziecko. Kiedy w końcu została postawiona diagnoza zaczęła się kolejna ciężka walka która trwa do dziś. Pierwsze tygodnie terapii w ramach SUO były koszmarem. Siedziałam w pokoju obok i słuchałam 3 godzinne seanse płaczu i tak było co dzień, aż któregoś dnia Julcia zaczęła ze spokojem współpracować .
Wówczas terapeutka powiedziała udało się, możemy już ćwiczyć , oczywiście nadal pojawiały się ataki płaczu ale wiedziałam że już jest lepiej. Koszmarem było uczestnictwo Julii w zajęciach grupowych, ciągle uciekała, nie chciała robić tego co wszyscy, często płakała, ale nie poddawaliśmy się. Nasza niesforna córeczka uwielbiała urządzać „przedstawienia” poza domem, w miejscach publicznych, często wycierała podłogi lub chodniki kładąc się, płacząc, na co dziwnie reagowali przechodnie. Nie raz nasłuchałam się na swój temat jaka to jestem okropna matka lub „niech coś pani zrobi z tym dzieckiem” ale ja nie zwracałam uwagi tylko stosowałam się do wskazówek terapeutów. Choć nieraz w domu później miałam ochotę się wypłakać kiedy byłam wykończona. Były też ogromne problemy z nauką jedzenia przez Julkę, nieraz mieliśmy w domu latające talerze, zupa lądowała na głowie czy całym ciele córeczki, na stole, ścianach. Nie wspomnę też o stratach jakie poniosłam, ile rzeczy zepsuła, ze wściekłością rozbiła. Bycie rodzicem to nauka pokory. Kiedyś gdy mi się coś zniszczyło byłam gotowa płakać teraz ze stoickim spokojem przyjęłam to jak Julka będąc mała stłukła cenną cukierniczkę, trudno stało się najważniejsze że Jej nic się nie stało. Dochodziły też ataki agresji wobec mnie, często mnie gryzła, biła, ciągnęła za włosy.
Jestem szczęściarą – terapia Julii przynosi ogromne sukcesy. Gdy pierwszy raz powiedziała mama obdzwoniłam pół rodziny aby wszystkim się pochwalić. Kiedy zobaczyłam Ją na scenie podczas pierwszego w życiu występu miałam ochotę wyć, taka byłam z Niej dumna jak stoi na scenie i pięknie pokazuje, bo jeszcze wtedy dobrze nie mówiła. Wcześniej Julcia nie potrafiła ustać w miejscu i na niczym się skupić a tu taki sukces. Teraz jestem w stanie z Julcią wszędzie pójść, na miasto, na zakupy i jest grzeczna. W autobusie prowadzi ze mną „poważne” rozmowy. W domu czytamy lub opowiadamy bajki, wspólnie się bawimy, gramy. Julcia nauczyła się świadomie mówić kocham cię, mamusiu. Robi prezenty dla mamusi, zbierała kamyczki, kwiatki, nieraz wykona rysunek. Wiem że bardzo mnie kocha, nie chce być zła, przeprasza jak coś nabroi. Uśmiech, uścisk Julki , „tuli, tuli” do mamusi i całusy są w stanie wynagrodzić wszystkie trudy i przykrości i dać siłę aby kochać jeszcze bardziej z całego serca.

Podziel się
  • Oliwciowa mama

    Oj wierze, że i u nas tak będzie za lat parę :)

    Pozazdrościć sukcesów :)