Piknik rodzinny

Przez ostatnie dni uważnie oglądaliśmy wszelkie prognozy pogody – powód był jeden, na środę zaplanowano w przedszkolu wyjazdowy piknik rodzinny. Obawy o pogodę były bardzo duże, bowiem przez ostatnie dni poprzedzające to wydarzenie, było zimno i padał deszcz.Przedszkolaki były tak zdeterminowane, że w poniedziałek odbyło się czarowanie pogody. Jeszcze we wtorek były niewielkie opady deszczu, środa od rana była słoneczna, tylko gdzieniegdzie na niebie było widać malutkie chmurki. Piknik był połączony z obchodami dnia matki, ojca oraz dziecka – wszystko w jednym. Dla Julki było to ważne wydarzenie – taki piknik miał być pierwszym w Jej życiu. Była pełna dowolność dojazdu na miejsce imprezy – można było dojechać samodzielnie „całą” rodziną, rodzice mogli dojechać samochodem a dzieci z przedszkolankami autokarem, czy tak jak my rodzice z dzieckiem autokarem. Tak jak dla Julki wyjazd z przedszkola był nowością tak dla wielu dzieciaków czymś niesamowitym był przejazd autokarem, wydawało się że ogóleSkaczące pajacyki nie wyjedziemy, jak były rozemocjonowane przedszkolaki. Gdy dojechaliśmy, na Julkę już czekała Jej najlepsza koleżanka z przedszkola – Małgosia. Impreza rozpoczęła się rzecz jasna od części oficjalnej – każda grupa prezentowała rodzicom krótki program artystyczny.Julka na scenie
Ponieważ Julki grupa występowała jako pierwsza, w czasie gdy inne grupy jedna za drugą „produkowały” się na scenie Julka mogła przetestować drewniany zamek na placu zabaw.
Drewniany zamek
Trzeba było sprawdzić również poziom wilgotności piasku w piaskownicy. Dokładne pomiary wykazały, że piasek jest idealny do robienia paskowych babek.
Paskownica
Pierwszą niespodzianką dla dzieci, była wspólna „podróż” do krainy bajek. Każda grupa gdy nadeszła ich kolej musiała rozwiązać specjalnie przygotowane dla nich zadanie.
Podróż do krainy bajek
Na koniec krasnal odpowiedzialny za swoją grupę wręczył przedszkolakom drobny upominek.
Skaczące pajacyki
Julka rzecz jasna musiała przetestować huśtawkę. Ponieważ cieszyła się dużym powodzeniem również i rządek oczekujących maluchów na swoją kolej był pokaźnych rozmiarów. Etatowym „huśtawkowym” była pani logopedka ;)
Huśtawka
Świeże powietrze, wzmaga apetyt, wszystko było by dobrze tylko dla małych „księżniczek” zupa była za gorąca. Nie wiem dlaczego ale męska część przedszkolaków (przynajmniej z Julki grupy) jakoś nie narzekała.
Piknikowa zupa.
Dzieci pojadły, miały więc siłę na udział w zawodach sportowych. Julka nie miała ochoty na taki rodzaj zabawy – ale mała perswazja ze strony Julkomamy, i w wszystko jasne (każdy wie co ma robić).
Uwagi trenera
Julce szło nad wyraz dobrze. Słuchała poleceń trenera, jedynie czasem wolała robić to co a danej chwili wykonywała „starsza” grupa.
Gra w piłkę nożną
Co by nie mówić – Julka strzeliła na wet gola – co prawda pomagała sobie troszkę ręką, no ale skoro Diego Maradona mógł, to dlaczego nie Ona.
Niestety nie wszystko było idealne – pojawił się kryzys. Każda grupa przedszkolna dostała jeden latawiec do puszczania. I pojawił się problem dlaczego jeden latawiec jak Ona taki chce. Julka była tak zdesperowana że kazała Julkotacie pojechać do domu i szybko przywieźć latawiec, który od dawna leży na szafie i sukcesywnie jest pokrywany warstwą kurzu.
Przedszkolanki pracujące na co dzień z Julki grupą, na pikniku malowały dzieciom twarze. Jula tak jak większość dziewczynek zażyczyła sobie motylka. Dopiero po czasie zreflektowała się, że przecież chodzi do grupy Biedronek i powinna mieć namalowaną ładną czerwoną w czarne kropy biedronę.
Malowanie motylka
Gdy Julia miała malowaną twarz, na grillu kończono pieczenie kiełbasek, więc jeszcze z nie całkiem wyschniętym malunkiem na twarzy trzeba było zabierać się za konsumpcję.
pieczone kiełbaski
Na koniec, jeszcze przez chwilkę można pobiegać na trawie i autokar może przyjeżdżać ;)
Bieganie
A jak się piknik podobał samej zainteresowanej? Julka była taka zadowolona z tej imprezy że zażyczyła sobie aby tam wrócić następnego dnia, dobrego nastroju nie była nawet w stanie zepsuć pewna nauczycielka z Baranówki ;)
Po powrocie do Rzeszowa, na wszystkich popołudniowych zajęciach dumkie prezentowała namalowanego motylka. A wieczorem mieliśmy kłopot z przekonaniem naszej córeczki do zmycia malunku przez snem.

Podziel się