Jak to z WWR-em było

Niestety chcąc uzyskać jakąś drażliwą dla urzędników informację trzeba korzystać z odpowiedniej ustawy. Gdyby nie Ci złośliwi posłowie i senatorowie życie osób siedzących za biurkami w urzędach gmin, miast było by sielskie, a tak muszą odpisywać na głupie wnioski upierdliwych ludzi.
Na mój pierwszy wniosek urzędnicy odpisali w ostatnim przewidzianym przepisami terminie, pismo podpisał wójt, sekretarz gminy, skan pisma wykonany w kolorze w wysokiej rozdzielczości, po prostu francja elegancja ;)
Z kolejnym pismem nie poszło już tak łatwo – mimo upływu niemal pół roku żadna odpowiedź nie przyszła – myślałem sobie, okres wakacyjny. Przypominanie o zaległościach nic nie pomagało – urzędnicy uparcie twierdzili, że odpowiedzi udzielili. Nawet udowodnienie kłamstwa urzędnikowi, nic nie dało, i mimo usilnych prób do chwili obecnej nie dowiedziałem się kim był ten anonimowy urzędnik który ze mną korespondował, ale skoro szef go kryje nic nie poradzę.
Kolejne pisma przychodziły już podpisane przez jedną osobę, skany stopniowo stawały się czarno-białe, a i jakość skanu gwałtownie malała Z treści kolejnych pism biła w oczy irytacja urzędników – czego On znowu od nas chce, nie możemy w poniedziałek rano spokojnie poplotkować przy kawie.

Przed czytaniem dalszej części wpisu muszę Was uspokoić do zakończenia edukacji w przedszkolu nie zamierzamy zmieniać miejsca zamieszkania. A co będzie później? Zobaczymy, ale urzędnicy gminni niech będą przygotowani, za rok Julka rozpoczyna szkołę i jak mi coś odbije to zapiszę Julkę do Szkoły Podstawowej im. Św. Jana Kantego. Tak na wszelki wypadek niech kompletują odpowiednią kadrę pedagogiczną. Jeśli nie Julka to może inne dziecko z tego skorzysta ;)

Ale do rzeczy.
Ponieważ byliśmy na etapie decydowania co dalej z edukacją Julki postanowiłem dowiedzieć się jak jest to rozwiązane w mojej ulubionej gminie. Oczywiście wykorzystując informację publiczną uzyskałem metryczkę oświatową na rok 2011.
Zastanowił mnie jeden wiersz – pozycja 41 a więc dzieci objęte wczesnym wspomaganiem rozwoju. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu nie widniała tam cyfra zero,czyli ktoś z tego musi tam korzystać a gmina jest przygotowana do prowadzenia tego typu zajęć.
Metryczka oświatowa 2011 Świlcza
Co więc robię? Chcę się dowiedzieć w której placówce Julka mogłaby korzystać z zajęć które obecnie z powodzeniem realizuje w szkole na Ofiar Katynia. I co mi przedstawiciel gminy odpisuje gdy chcę się dowiedzieć jakiś szczegółów. Wczesne Wspomaganie Rozwoju? Nie……. u nas tego nie ma – cytuję: Na terenie Gminy nie było placówek, w których były realizowane zajęcia wczesnego wspomagania rozwoju.

Dodatkowo, uzyskałem oświadczenie, że na terenie gminy nie zarejestrowano placówki w której mogą się odbywać zajęcia w ramach wczesnego wspomagania.
Ok, myślę sobie, może i na terenie gminy nie mają specjalistów aby prowadzić WWR, ale zawsze mogą podpisać umowę z placówką na terenie innej gminy. Również nie podpisali tego typu umowy. Wiem bo to też sprawdziłem.
W metryczce jest, a tego nie realizują, coś tu śmierdzi. Skoro publiczne pieniądze nie poszły na potrzeby maluszków, to może gmina zwróciła te pieniądze? Ależ Na prośbę o wyjaśnienie tych rozbieżności gmina nie reaguje, jeśli ma udzielić jakiejkolwiek informacji musi zostać do tego zmuszona.

Mam cichą nadzieję, że wójt pisząc poniższą wiadomość nie uszkodził sprzętu komputerowego (pisownia oczywiście oryginalna).
Uprzejmie informujemy, że żądane prze z Serwis rozbrykanajulka.pl informacje nie stanowią informacji publicznej a treść tego Emila nie stanowi wniosku o udzielenie informacji publicznej.
Jak to mówią – na władzę nie poradzę i jak sobie gminne urzędasy zażyczyli tak zrobiłem. W formie wniosku o udzielenie informacji publicznej zapytałem na co zostały przeznaczono prawdziwe pieniążki otrzymane na tak mało istotne zajęcia.
I co odpowiada gmina? Coś odpowiada ale w mojej ocenie, zupełnie nie na temat. Może coś ukrywają a może czytanie ze zrozumieniem treści nie jest najlepszą stroną tamtejszych urzędników.
Ale czytajcie sami.
Subwencja oświatowa dzielona jest na wszystkie placówki oświatowe tj. szkoły i przedszkola z uwzględnieniem wszystkich dzieci posiadających orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego z przeznaczeniem na zajęcia rewalidacyjne. Organ prowadzący przyznaje środki na dodatkowe zajęcia na wniosek złożony przez rodziców do dyrektora szkoły, przedszkola następnie dyrektor szkoły, przedszkola do organu prowadzącego, celem zatwierdzenia dodatkowych zajęć.
O matko, jestem oszustem, Julka przez kilkadziesiąt miesięcy korzystała z zajęć w ramach Wczesnego Wspomagania Rozwoju nie posiadając orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego!
A według doskonale (nie)znających prawo gminnych urzędników tylko tylko takim dzieciom taka pomoc przysługuje.

Dobra, myślę sobie, może moje wnioski są mało zrozumiałe, i niedouczeni urzędnicy nie wiedzą co mają odpowiedzieć. Więc po raz kolejny pytam. Ponownie próbuję się dowiedzieć w której placówce realizowano WWR, a także ile wynosi średnia ilość godzin na jedno dziecko, gdyż wiem że niektóre gminy ograniczają zajęcia i zamiast 8 godzin jest tylko 4 a więc minimalna ilość przewidziana przez prawo. Niestety odpowiedź jest identyczna, z tą różnicą że wójt łaskawie dopisał że realizują 2 godziny zajęć rewalidacyjnych tygodniowo. Pisząc to nawet nie wysilił się aby usunąć niepotrzebne znaki formatujące tekst, w efekcie dokładnie widać co i gdzie zostało doklejone do poprzedniej odpowiedzi.

No nie to Julka w mojej rodzinnej gminie miała by niezłe warunki do minimalizowania swoich deficytów. Tak sobie na szybko liczę i wychodzi mnie że jedna godzina takich zajęć kosztuje …500 zł. Dobrze wiecie że to nie możliwe, no bo ile może kosztować godzina zajęć, 50, 80 zł? Czyli rocznie wychodzi dużo mniej niż 10 tysięcy…a gdzie reszta. Spoko, spoko wójt wie jak to zagospodarować, a że żeruje na dzieciach niepełnosprawnych, ofiary na „wojnie” muszą być. To wcale nie jest okradanie dzieciaków, wszak wójt nie jest złodziejem, On jest tylko kreatywnym managerem. Ciekaw jestem czy jeśli w Jego rodzinie byłoby dziecko ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi,czego mu oczywiście nie życzę, wójt też by był taki łaskawy.

To rodzice niepełnosprawnych dzieci „okradają” biedne gminy domagając się realizacji zaleceń poradni pedagogiczno-psychologicznych.

Nie wiem jak dla Was ale dla mnie z tego pisma wprost wynika, że subwencję mogą rozdysponować według własnego uznania.

Czytam jeszcze raz dokładnie rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 3 lutego 2009 (Dz.U. 2009 nr 23 poz. 133) i zastanawiam się o czym ten wójt pisze a raczej podpisuje uprzednio przygotowane pisma. Czyżby w tamtejszym urzędzie nikt nie znał się tego rozporządzenia? Chyba będę musiał im podesłać do mojej gminy tą interesującą lekturę, ale wątpię by urzędnicy znaleźli czas aby czytać takie pierdoły.

Niestety Ci niedouczeni urzędnicy nie wiedzą (a może wiedzą tylko udają przysłowiowego głupa)że dziecko posiadające opinię o potrzebie wczesnego wspomagania oraz orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego nie oznacza że dziecko ma chodzić na te same zajęcia. Również nie wolno odmawiać dziecku objętemu kształceniem specjalnym udziału w ramach wczesnego wspomagania rozwoju.

Zmusiłem urzędników do przesłania metryczek oświatowych z kilku ostatnich lat. I wiecie co, tylko przez rok wykazywali dzieci z opinią o potrzebie wczesnego wspomagania rozwoju. Przypuszczam że najprawdopodobniej wpisali dzieciaki sądząc – jakoś to będzie, może się nie wyda, a dodatkowa kasa zawsze się, przyda. A czy rzeczywiście trójka dzieci miała taką opinię? Tak jak niewierny Tomasz, dopóki nie zobaczę na własne oczy to nie uwierzę, gdyż zapewnienia gminnych urzędników jakoś mnie nie przekonują.

Ciekaw jestem też co się stało z tymi dziećmi, czy rozpoczęły już edukację w szkole, rodzice na własną rękę znaleźli dla nich placówkę w innej gminie realizuje WWR, a może żyją w nieświadomości i sądzą że ich pociechom wójt zapewnił zajęcia tego typu.

Niestety jedno jest pocieszające – gminni urzędnicy uparcie twierdzą że nic nie wiedzą aby środki o których wydatkowanie tak dociekam poszły na premie dla zatrudnionych w gminie działaczy jedynej słusznej partii ludowej. Eeeee , taka marna kasa (w kwocie 13 392, 31 zł ) ich nie interesuje ;)

Na co by te pieniążki nie poszły, jedno jest pewne nie przeznaczono ich zgodnie z przeznaczeniem! I jak to się ma do tytułów gminy Fair Play, którymi gminne urzędasy szczycą się na każdym kroku.

Ciekaw jestem na jaką pomoc mogą liczyć przedszkolaki z zaburzeniami ze spektrum autyzmu w mojej ukochanej gminie. Czy dziecko może liczyć na nauczyciela wspomagającego, czy ma dodatkowe zajęcia z logopedą, psychologiem lub innymi specjalistami? Mając na myśli nauczyciela wspomagającego oczywiście mam na myśli osobę z odpowiednim wykształceniem a nie Gośkę czy Kaśkę po szkole krawieckiej czy innej tego typu „uczelni” która pracuje z niepełnosprawnymi dziećmi tylko dlatego że ciotka doskonale zna gminne władze. Jestem pewien że urzędnicy mi tego nie powiedzą, a sam nie będę ryzykował zdrowia swojego dziecka aby się przekonać na własnej skórze jak to jest w rzeczywistości. Chociaż kto wie….

Z dobrze poinformowanego źródła (ojjjjjj, nie ładnie tak donosić na swojego szefa) wiem, że moja dociekliwość bardzo irytuje Wójta i jego zaufanych koleżków. Co więcej, mniej lub bardziej zgodnymi z prawem metodami próbują się dowiedzieć kim jestem, mają pewne podejrzenia ale nie są pewni kim jestem.
A może powód intensywnego buszowania po Julki blogu był zupełnie inny?
Czyżby wójt widząc brak kompetencji u swoich podwładnych próbuje się ze mną skontaktować aby osobiście zaproponować mojej skromnej osobie wysokie stanowisko w gminie? Czyżby szykowali dla mnie stanowisko wicewójta, szefa opieki społecznej, a może sekretarza gminy?

Eeeeee … muszę kategorycznie odmówić.
Po pierwsze jestem zadowolony w obecnej pracy.
Po drugie, co z konkursem? Ale to chyba dało by się jakoś załatwić, zawsze mogą popytać swojego kolegę z Urzędu Marszałkowskiego. On wie jak to się robi, aby wszyscy byli zadowoleni ;)
Po trzecie. Ale chyba najważniejsze, przyjmując taką ofertę nie mógł bym zawozić Julki do przedszkola.

A tak już na sam koniec…się zastanawiam, czy nieprzespane noce i posępny humor niektórych gminnych urzędników to moja zasługa czy pracowników pewnego budynku w Lublinie przy ulicy Głowackiego. Czas pokaże ….

PS. Oczywiście wszystkie dokumenty mam w formie papierowej jakby ktoś był zainteresowany ;)

Update: Jakby jeszcze koś się nie domyślał kim jest ten kolega gminnych urzędników o którym wspominam w artykule to jest nim Mirosław K. od wczoraj bohater wielu mediów i nie jest to jedyna osoba powyżej opisana mocno związana z Podkarpackim Urzędem Marszałkowskim.

Podziel się
  • Monika

    A jakby tak pójść o szczebelek jeszcze wyżej, i poprosić o przyjrzenie się całej tej sytuacji…??