Guz

Wczoraj Rzeszów, zaatakowała zima. Opady śniegu były bardzo intensywne, Julka po raz pierwszy mogła się przekonać jak wygląda prawdziwa śnieżna zima. Ale to nie o zimie będzie ten wpis. Oczywiście zima nas nie przestraszyła i rozpoczęliśmy poranną procedurę szykowania się do wyjścia do przedszkola. W czasie porannej toalety, zauważyliśmy małe kuliste wybrzuszenie na Tisiowym brzuszku. Bardzo nas to zaniepokoiło, postanowiliśmy więc że powinien ją zbadać lekarz. Do naszego pediatry zapisano nas dopiero na godz. 13-stą. Mino że do rejonowej przychodni zazwyczaj chodzimy pieszo, wczoraj z powodu śniegu nie było to możliwe. W czasie opadu śniegu nikt nie odśnieża ulic i chodników – taka nowa świecka tradycja. Trzeba było skorzystać ze środków komunikacji miejskiej, by jak najbardziej skrócić przedzieranie się przez śnieżne zaspy.Julka z mamą dotarły szczęśliwie do przychodni a tam kartka – pediatry nie będzie. Mało pocieszające było to, że inni zasapani inni rodzice też czytali ten komunikat. Oczywiście żaden inny z obecnych lekarzy w przychodni nie mógł zbadać Julki. Trzeba było więc czekać na nocną opiekę medyczną. No ale wcześniej …na zewnątrz czekały zaspy. Potrzebny był tata, dobrze że mógł się zwolnić z pracy i po kilkunastu minutach zameldować się w przychodni. Można było wracać do domu. Warunki były ekstremalne, widoczność na kilkanaście metrów, zaspy kilkudziesięciometrowe. Dotarcie co domu, nie koniec kłopotów, trzeba się dostać na izbę przyjęć do szpitala. No ale nocna opieka jest czynna dopiero od 18-stej. Zdając sobie sprawę o warunkach panujących na drodze, postanowiliśmy wyjechać wcześniej. Każdy kto zna trasę jazdy rzeszowskiej linii nr 17, wie że dojazd do szpitala na górkę trwa dość długo, a co dopiero gdy atakuje zima. Doszliśmy na przystanek autobusowy i szok, na ulicach niewiele samochodów ale za to co kilka chwil widać mknące pługi śnieżne i z mozołem udrażniają zasypane do tej pory ulice. W szpitalu kolejna niespodzianka, zostaliśmy przyjęci bezpośrednio po przyjściu, a więc kilkadziesiąt minut wcześniej niż rozpoczynała się nocna opieka. No ale na Julkę to dopiero czekała prawdziwa niespodzianka – robienie ułesgi (czyli USG). Guz na szczęście okazał się niegroźny – to siniak  prawdopodobnie efekt uderzenia uderzenia. Przez kilka dni trzeba go obserwować, a w razie kłopotów zgłosić się ponownie do szpitala. Byliśmy już po wszystkim, gdy personel medyczny schodził się na Izbę przyjęć, można było  tylko przypuszczać że czeka ich kilka dni ciężkiej pracy aż do poniedziałkowego poranka. A Julka jak to Julka, w szpitalu się wylaszczyła, ubrała sobie pantofelki,  po szpitalnych korytarzach chodziła jak prawdziwa baletnica. No ale teraz wszystkim może się chwalić jaka to była dzielna w szpitalu, a lekarka w czasie wykonywania usg, odgadywała co Julka wcześniej skrytożerczo zjadła, a co to było to już tajemnica ;)

usgi

Podziel się