Sobotnia niespodzianka

Zachowanie Julki można podzielić na dwie części. Pierwsza Julka to ta gdy pracuje z terapeutami, przebywa na zajęciach, czy w przedszkolu. Wówczas Julka jest dobrze ułożona, grzeczna, no może jak każde dziecko troszkę rozrabia. Jednakże generalnie nie można mieć zastrzeżeń do Jej zachowania.
Przeciwieństwem takiej Julii jest nasz Tisio pozostawiany sam sobie, gdy ma czas wolny i może się bawić i robić jak sobie tylko zamarzy. Oczywiście Julka jest w zasięgu naszego wzroku, i teoretycznie nic złego nie powinno się wydarzyć. Wierzcie lub nie ale ta pozornie grzeczna dziewczynka potrzebuje niespełna kilku minut aby zrealizować swój najbardziej szalony pomysł.
Taka twórczość na szczęście nigdy nie zagraża życiu i zdrowiu nie tylko Julki ale innych członków rodziców. Najczęściej cała ta działalność Julki kończy się potrzebą przeprowadzenia mniejszych czy większych porządków w mieszkaniu.
Sobotni poranek to najlepszy moment na zrobienie w mniemaniu Julki czegoś bardzo pożytecznego. Mama zdjęła pościel z łóżka w sypialni. Nie no takiej okazji nie można przepuścić – wielkie małżeńskie łoże rodziców do dyspozycji. Julka postanowiła zrobić mamie prezent niespodziankę. Przez ostatnie kilka dni Julkomama była zajęta wieczorami malowaniem dla babci obrazu. Jak mama potrafi to córka zapewne też. To nic że nie ma blejtramu, jest za to wielki biały materac, brakujące farby też da się czymś zastąpić. Czy duża paleta cieni do powiek będzie dobra? Będzie nie tylko dobra to tego celu, będzie znakomita. Kilka minut samotności, bez nadzoru rodziców i dzieło gotowe. No prawie gotowe, bo zaintrygowany pozorną ciszą tato postanowił sprawdzić co robi Jego ukochana córeczka. Wierzcie lub nie, ale taka cisza gdy Julka nic nie mówi, nie śpiewa to nic dobrego. I co widzi tato? Zadowoloną z siebie Julkę, która twierdzi, że maluje dla mamy niespodziankę z okazji Jej święta. Ręce niemal do łokci całe pokryte błyszczącym cieniem, stopy tak samo, piżama nadaje się tylko do prania, a materac lepiej nie mówić. Samo dzieło miało wymiary ok 1,5 metra na metr i była to niezła abstrakcja. Nie wiedzieć czemu ale zarówno mama jak i tata nie byli zachwyceni z tego co namalowała ich córeczka. Biedny tata zamiast iść z Julą na muzykoterapię, przez niemal trzy godziny robił wszystko co możliwe aby zlikwidować efekt porannych prac plastycznych. Na pierwszy ogień poszły chusteczki higieniczne, później gorąca woda z proszkiem do prania i szczota ryżowa, a na sam koniec trzeba to było wszystko wysuszyć gorącym żelazkiem i ręcznikami które pochłaniały wodę. Ojjj ten szarawy odcień materaca będzie jeszcze długo przypominał o pomysłowości Julki. Czy tylko my mamy taką niesforną córeczkę czy są gdzieś podobne egzemplarze?

Podziel się
  • http://majaowooskarkowo.blogspot.com Mama Mai i Oskarka

    Ha ha ha u nas też jest podobnie, jeśli chodzi kreatywny artyzm, i w dodatku w dwóch egzemplarzach występuje ;)
    Chyba w większości z domów gdzie są dzieci to ta cisza oznacza duże problemy :D

  • http://chmielakowo.blogspot.com Oliwciowa mama

    oj i u nas kreatywny artyzm razy dwa :)

  • http://antulek.blogspot.com AntosiowaMama

    Ja mam w domu i kreatywną córeczkę i pomysłowego syneczka. Zadziwiające że psocenie wychodzi im perfekcyjnie, wspólnie, w kooperacji. Ale grzecznie pobawic się nie mogą razem:) W wyniku czego wszystkie ściany są ozdobione wyrazami uwielbienia moich dzieci do prymitywizmu, a i odruch obronny cicha- zgliszcza też już mam:) Pozdrowienia dla artystycznej Duszyczki:)