Modnisia

Dłużej tak nie może być, z Julką coraz trudniej wytrzymać. Trzeba szybko znaleźć jakieś awaryjne rozwiązanie. Jedyne co mi przychodzi do głowy to wydanie naszego kochanego Tisia za mąż ;)

W niedzielę mama ubrała się w czarne kozaki i kurtkę takiego samego koloru. Julka wykorzystując zbieg okoliczności że część Jej kurtek suszyła się po praniu, nie chciała być gorsza od mamusi i uparła się że do babci też musi jechać w czarnej kurtce, którą awaryjni e mierzyła. No jak już ma jechać w czarnej kurtce to trzeba ubrać kozaczki pod kolor. Ale to jeszcze nie wszystko, przecież ludzie muszą widzieć jakie ma butki, chcąc nie chcąc trzeba było ubrać na te szczupłe nogi, grube zimowe rajtuzy a na nie ocieplane getry. Dopiero tak ubrana mogła udać się na przystanek autobusowy.
W poniedziałkowy poranek do przedszkola ponownie chciała iść ubrana na czarno. Po dłuższych pertraktacjach dała się przekonać, że lepsza będzie inna cieplejsza kurtka. Zamiana czarnych kozaczków na coś innego nie wchodziła w grę. Niewielkie zamieszanie wprowadziła pomyłka mamy która brała córeczce za szerokie spodnie i konieczny był  powrót do domu w celu zmiany spodni na bardziej odpowiednie.
Wbrew panującym zwyczajom, z powodu smutnego wydarzenia rodzinnego zamiast mamy popołudniu po Julkę do przedszkola zgłosił się tato. I Julka postanowiła to wykorzystać. Tato wiedział o porannych spodniowych kłopotach, pomógł córeczce ubrać wiszące na wieszaczku spodnie i …. Julka twierdzi że to nie Jej spodnie, że przyszła w innych, które zsuwały się Jej z pupy. Co tu robić, trzeba zadzwonić do mamy, mama niestety  nie odbiera. Trudno, to może z bluzą nie będzie takich kłopotów, a gdzie tam … Julka też się wypiera różowej bluzy. No dobra, bez bluzy się jakoś obejdziemy, mrozu nie ma, kurtka jest ciepła, jednym słowem damy radę. No ale co z tymi nieszczęsnymi spodniami. Na szczęście dzwoni mama, potwierdziła … spodnie to te wiszące w szatni, ale co do bluzy, nie jest niczego pewna.
Ledwo przekroczyła bramkę wejściową przed przedszkolem, można było usłyszeć , tradycyjne hasło: tatusiu, jestem taka głodna.    Chyba im nie dają nic jeść w tym przedszkolu. Julka zgodziła się, że pokaże tacie co chce w sklepie na  macierzystym osiedlu. Niestety, Jula tak się zbierała do wyjścia z przedszkola, że wszystkie autobusy skręcające w kierunku naszego osiedla zdążyły odjechać, widzieliśmy tylko ich tylne numery.
No ale jak skończyła się historia z pozostawioną w przedszkolu bluzą? Ta różowa bluza, której wypierała sie wczoraj Julka, dziś rano wisiała sobie w szatni.

Podziel się
  • http://chmielakowo.blogspot.com Paulina Oliwierkowa mama

    Oj moje dzieci też wychodzą bardzo wygłodniałe z żłobka/ przedszkola :-) ich chyba też tam nie żywią :-)