Pomocna Julia

Ostatnie dni to to kolejna fala zachorowań na grypę i inne choróbska. Na szczęście Julka jest zdrowa i może niemal codziennie chodzić na zajęcia do swoich ulubionych terapeutek. W tym tygodniu dostała gratisowo zajęcia z integracji sensorycznej. Jak zapewne już wiecie Julka nie lubi ćwiczyć na huśtawce grzybku. Na wczorajszych zajęciach nasza córeczka uzgodniła że na kolejnych ładnie usiądzie na tym potwornie potworzastym grzybie. Pewnie sądziła że do następnej wizyty, która zgodnie z planem miała się odbyć dopiero na początku lutego pani Kasia zapomni o tej ustnej umowie. Niestety jak pech to pech i zajęcia ustaliliśmy na dzisiejszy poranek ;)
Wczesnym rankiem Julka dowiedziała się jaki jest plan i powoli zaczęła jej mięknąć rura. No ale jak umowa to umowa i danego publicznie słowa trzeba dotrzymywać. Podstępnie poprosiła tatę aby z nią poszedł do sali w której ćwiczy – tatusiu jak pójdziesz ze mną i zobaczysz jak ładnie ćwiczę na grzybku to będziesz dumny ze swojej córki. I biedny tato nie miał innego wyjścia – musiał iść.
Oczywiście terapeuci pozwalają rodzicom obserwować zajęcia, my korzystamy z takiej możliwości na rehabilitacji ruchowej, gdzie dostajemy wskazówki jak w domu ćwiczyć z Julą. Ale do rzeczy. Tatuś usiadł sobie cichutko w kąciku i wszystko obserwował. Julka z niewielką pomocą terapeutki rozebrała się do bielizny i mogła wybrać sobie pierwsze ćwiczenie. Wybrała tor przeszkód, dzielnie rozkładała wszystkie przeszkody – szybko rozwinęła coś co przypominało zwodzony most. Sprawnie porozkładała piramidki – coś na kształt różnej wielkości podestów, później rozłożyła wyspy -okrągłe gumowe dyski z fakturą. Kolejną przeszkodą była równoważnia rozkładana na podłodze i na koniec malutkie dywaniki. I cały ten tor przeszkód Julka musiała pokonywać, część trasy przodem tyłem, bokiem część skacząc z przeszkody na przeszkodę. A już na sam koniec musiała wspiąć się na przyścienną drabinkę aby uratować Muminka.
Zgodnie z wcześniejszą umową musiała chwilkę poćwiczyć na huśtawkach. O ile na helikopterku ćwiczyła bez żadnego problemu to z tym okropnym grzybem nie było tak prosto. Owszem usiadła tak jak prosiła terapeutka ale łzy lały się niemal strumieniami. Ale po chwili zapomniała że ma się bać i ładnie ćwiczyła.
Ostatnim ćwiczeniem w dniu dzisiejszym było coś co przypomina stożek, w którym dziecko się turla. Zadaniem Julki było zbieranie malutkich woreczków i podawanie jaką cyfrą jest on oznaczony. Ale utrudniła sobie zadanie i dodatkowo liczyła kropeczki namalowane na woreczku a nuż ktoś się pomylił i namalował niewłaściwą ilość kropek ;)
Oczywiście Julka jak to Julka – w czasie ćwiczeń buzia się nie zamykała. Gdy pomagała terapeutce w przygotowywaniu ćwiczenia pytała czy oby na pewno dziś Julka jest pomocna.

Podziel się