Pierwszy dzień

Pierwszy dzień w nowym przedszkolu już za nami. Przez ostatnie niemal dwa tygodnie Julka codziennie rano pytała czy już może tam iść, tak bardzo czekała na tą chwilę. Troszkę była zagubiona tymi dniami wolnymi, bo jak małemu autyście wytłumaczyć że we wtorek jest dzień świąteczny – czyli taka niedziela w środku tygodnia. Próbowaliśmy się dowiedzieć czy nie zechciała by dalej chodzić do starego przedszkola. Odpowiedź była jednoznaczna i kategoryczna – W starym przedszkolu dostałam dyplom! Zazwyczaj trzeba mocno i długo negocjować z Julką aby wyraziła zgodę na kąpiel, ale nowe przedszkole działa cuda. W Nowy Rok mimo ze była mocno zmęczona szaloną zabawą sylwestrową, w czasie której wypiła pół butelki Trele Morele (oczywiście w szampanówkach) co chwile przypominała całej rodzinie że musi się wykąpać. No i w końcu nastał ten długo oczekiwany dzień – środa 2 styczeń 2013 r. Tak szczęśliwego dziecka dawno nie widzieliśmy – na twarzy banan od ucha do ucha.  W domu szybciutko wstała, dokładnie i starannie przeprowadziła poranną toaletę, bez ociągania ubrała się i była gotowa do wyjścia. Troszeczkę dziwiła sie, że nie bierzemy zeszytu z zadankami domowymi – takie przyzwyczajenie. Mogliśmy całą rodziną wyruszyć do nowego przedszkola. Jadąc autobusem trzeba minąć drogę poprzeczną przy której znajduje się nowe przedszkole, Julka przypomniała rodzicom gdzie powinni iść, oczywiście w taki sposób aby cały autobus o tym wiedział.  Tak się składa że to nowe jest w połowie trasy jaką pokonywaliśmy do starej placówki przedszkolnej, Jula mogła troszeczkę się więc bać. No ale jak już wysiedliśmy na innym przystanku niż zazwyczaj na lekko zziębniętej buzi pojawił się ponownie uśmiech. Trasę do przedszkola pokonywała w podskokach, a jak zobaczyła w oddali znajomy budynek to niemal biegła. W przedszkolu to Julka pokazywała nam co i jak, wiedziała gdzie jest jej miejsce w szatni, jaki ma znaczek. pani szybko zgarnęła Julkę, wspólnie znaleźliśmy przygotowaną dla Julki szufladę i zostawiliśmy nasze kochane dziecko samo ;)
Po kilku godzinach, w porze o której była wybierana z poprzedniego przedszkola mama poszła po Julkę i została wyproszona, nasze maleństwo bowiem leżakowało.  Dopiero po upływie godziny została podjęta kolejna próba – tym razem Julka nie miała ochoty iść do domu, panie trzy razy mówiły Julce kto Nią czeka w szatni.
Zgodnie z tradycją, w domu Julka opowiadała co robiła. Na śniadanie jadła chleb z masłem albowiem musiała pozbyć się „zielonej” części kanapki, która jest wstrętna i nie jadalna. Na obiad była… i tu pojawia się problem, są bowiem sprzeczne informacje był albo barszcz czerwony albo zupa pomidorowa, no i ulubione danie – kluseczki czyli makaron.
Bez obaw, pobyt w przedszkolu to nie tylko posiłki, w domu zaśpiewała nam nowo poznaną piosenkę, tylko te chłopaki zamiast z Nią wolały bawić się samochodami – co za zniewaga ;) No ale odbiła to sobie na leżakowaniu, gdyż obok naszego Tisia, wypoczywał młody i zapewne przystojny mężczyzna.
Dzień był więc udany, trzeba będzie jednak ustalić procedurę weryfikacji zeznań, Julce bowiem mieszają się różne fakty. I nie chodzi tutaj o kontrolowanie przedszkola tylko o możliwość tłumaczenia różnych sytuacji które napotyka w przedszkolu.

No ale dzisiaj to dopiero będzie – na obiad zupka rosołek no i angielski z panią Monią.

Podziel się
  • http://chmielakowo.blogspot.com Paulina Oliwierkowa mama

    Jak czytam takie posty to aż radość rozpiera. Gratulacje dla rodziców i dumnego przedszkolaka