O małpce i cielątku

I nastała zima, w nocy padał śnieg i od wczesnych godzin porannych za oknem było słychać pracujące pługi. Zgodnie z umową wtorek to dzień w którym to tata pełni obowiązki zaprowadzacza do przedszkola. Nie wiedzieć czemu ale Julka upodobała sobie poranne chodzenie z tatą, mimo że taki wybór oznacza konieczność dłuższego marszu. W drodze wyjątku zgadza się aby w poniedziałki obowiązki zaprowadzacza pełniła mama. Ostatni kryzys przedszkolny był spowodowany młodą kobietą a raczej jej brakiem – z powodu choroby do przedszkola nie chodziła Julki ulubiona koleżanka. No ale już wczoraj przyszła, była również dziewczynka o której Julka nigdy wcześniej nie opowiadała. Oczywiście nową koleżankę też bardzo lubi. Fakt jest faktem dziś wstała bez żadnych kłopotów, miała jedynie życzenie by umyć ząbki z mamusią. W porannych wiadomościach usłyszeliśmy że na drogach panują fatalne warunki, wyszliśmy więc kilka minut wcześniej. Idziemy sobie spokojnie chodnikiem przez osiedle a tu nagle słychać głośny płacz – młody mężczyzna protestował przeciwko zmuszaniu dzieci do chodzenia do przedszkola. Jak można się było można domyślić szedł do osiedlowego przedszkola.
Jeżdżąc autobusem Julka ma możliwość wyboru przystanku na którym wysiadamy. Dziś wybrała wariant drugi, czyli późniejszy przystanek. Niestety podjechał autobus którego linia drugi przystanek ma usytuowany w innym miejscu – autobusy skręcające oraz jadące dalej prosto mają osobne przystanki. Na szczęście przekonanie Julki do wysiadki na wcześniejszym przystanku obyło się bez zbędnych protestów. Nie wiedzieć czemu ale cieszyła się na widok się siedzącego na osiedlowych topolach ptactwa. Wchodzimy sobie spokojnie do przedszkola a tam siedzi sobie młody ziomek na ławeczce, w dłoni ściska misia i …. odmawia wejścia do sali. Postulat miał jeden – ma przyjść po Niego ściśle określona przedszkolanka i dopiero z Nią pójdzie do sali. Nie wiem ile sobie tak siedział w szatni ale sądząc po suchej podłodze dłuższą chwilę to trwało.
Co te dzieci robią w przedszkolu? rozumiem, że dziewczynki wiedzą co jest modne i w czym należy chodzić łącznie z bielizną. Ale aby niespełna 5-latka wiedziała dokładnie w jakiej bieliznę preferują Jej koledzy z grupy to już chyba przesada ;)
Jest jeszcze jeden plus chodzenia do nowego przedszkola – Julka chce być taka jak nowe koleżanki, wczoraj wieczorem zażyczyła sobie aby związać Jej kucyki, takie jakie posiada pewna dziewczynka.
Problemy z huśtawką grzybkiem są powszechnie znane, a ponieważ również w sali do rehabilitacji ruchowej o kilku dni wisi takie urządzenie rehabilitantka próbuje przełamać strach naszego dziecka.
Wczoraj pod koniec przewidzianego dla Julki czasu otwierają się nagle drzwi i co można zobaczyć… szczęśliwą Julkę, która udaje małpkę. Na buzi radosny uśmiech, zero łez, a jeszcze w sobotę na niemal identycznej huśtawce płakała.
Julka ostatnio uwielbia nazywać się w różny sposób, raz jest księżniczką, innym razem baletnicą, bywa też różnymi zwierzętami. Nie ogranicza się to tylko i wyłącznie do Niej samej, również rodzice mają swoje nowe „nazwy”. Ostatnio na tapecie był motyw krowi, Julka była – cielątkiem, tata – bykiem, a mama … domyślcie się sami.

Podziel się