I już po …

W tym roku układ kalendarza sprawił że w przygotowaniach do Świąt Bożego Narodzenia mogła aktywnie uczestniczyć Julka. Już w ubiegły poniedziałek zapragnęła ubierać choinkę, dopiero intensywne negocjacje spowodowały że zgodziła się na przesunięcie terminu na sobotę. W końcu Jula doczekała się soboty, niestety zmęczona dopołudniowymi zajęciami postanowiła dalszą część dnia spędzić w łóżku w objęciach zielonej żaby. Zbliżał się nieuchronnie wieczór, a Julka jak spała tak spała, nie było innego wyjścia i tata nie doczekawszy się pomocnika rozpoczął rozkładanie choinki i przegląd światełek, bombek i ozdób choinkowych. Małe zamieszanie w mieszkaniu spowodowało, że Jula się przebudziła, niestety na pytanie czy wstaje udzieliła przeczącej odpowiedzi. Dopiero prawidłowo zadane pytanie – Czy będzie ubierać choinkę , spowodowało zerwanie się zaspanej córeczki na równe nogi w ciągu kilku sekund. Można było więc wspólnie zabierać się do roboty. Jak zapewne wiecie, ubieranie choinki to nie łatwa sprawa. Wszystko trzeba robić zgodnie z instrukcją obsługi. Julka więc zasiadła przy biurku, przed oczyma trzymała grube romansidło mamy i tłumaczyła tacie co ma robić. Niestety stała się rzecz straszna – tata upuścił jedną małą bombkę i podłoga pokryła się kilkoma dużymi fragmentami szkła. Ale Julka bardzo kocha swojego tatę i postanowiła ukryć ten niecny czyn – rozdeptała resztki bombki na drobne kawałeczki. O ile zakładanie bombek to łatwa sprawa to z ozdobami znajdującymi się w jednym zbiorczym pudle to nie jest takie łatwe. Julka wybierała po kolei ozdoby danego typu – serduszka, szyszki, gwiazdki. Najwięcej pracy miała jak przyszła kolej na malutkie figurki, każdą musiała dokładnie opisać, tak aby tato wiedział co w danym momencie wiesza. Wieczorem jak to wieczorem, tacie chciało się spać i …. zapomniał o malutkim pudełeczku z kilkoma ozdobami. Rano dostrzegła to Julka – tato co za pech, zapomnieliśmy o bałwankach. W czasie sobotniego ubierania własnej choinki Julka zdobyła niezbędne doświadczenie i w niedzielę mogła pomagać dziadkowi przy ubieraniu żywej jodłowej choinki. Dziadek jak to dziadek nie chciał ubierać choinki wg wskazówek wnuczek, i wobec braku chęci współpracy ze strony dorosłej części rodziny maluchy postanowiły rozpocząć zabawę we własnym gronie. Pomoc dziadkowi może i nie wyszła, ale w kuchni to może się uda. Dwa przedszkolaki postanowiły pomóc przy ozdabianiu świątecznych wypieków. Zawsze można ukradkiem zdobyć podstępnie troszkę czekoladowej polewy, kolorowej posypki. Tylko dlaczego w nocy tak boli brzuszek?
W Wigilię, Julka o mało co nie dotrwała by do wieczerzy, taka była głodna. Mimo zapewnień o pustym brzuszku skończyło się jak zwykle. Zjadła troszkę ziemniaków, dwa „ruskie” pierogi i troszkę białego barszczu.
Na niedzielę zaplanowana była uroczystość związania z ukończeniem 3 lat przez dzielną „asystentkę” Julki. Na prezent składała się cała rodzina, dlatego samodzielnie kupiliśmy opakowanie czekoladowych batoników dla dzieci. Oczywiście mimo starannego ukrywania tego faktu, Julka wypatrzyła co kupowaliśmy. Jak powszechnie wiadomo, słodycze szybko się psują. Julka postanowiła więc że wcześniej wręczyć malutką torebkę z zawartością, oczywiście składając oryginalne życzenia. Wszystkiego najlepszego. Czy możesz mnie poczęstować?
Drugi dzień świąt to tradycyjny wyjazd do drugich dziadków. W tym roku troszkę nasz ulubiony przewoźnik – kolej, tak ułożył rozkład jazdy, że musieliśmy wstać z łóżek już kilka minut po 4 rano. i wiecie co? Dla Julki to nie stanowiło jakiegokolwiek problemu, tak cieszyła się z perspektywy jazdy pociągiem. Na naszego małego podróżnika czekała jeszcze jedna niespodzianka, musieliśmy jechać zupełnie inną, dłuższą trasą i to jeszcze po raz pierwszy w życiu większą część trasy mogła pokonać szynobusem. Szynobus, to wg słów Julki mały pociąg, może i fajny, wydający niesamowity dźwięk ostrzegawczy to jednak nie to samo co stary dobrze znany skład EN-57 ;) W czasie przesiadki z jednego pociągu do drugiego, czyli tzw. zamieszania Julka zaliczyła klasyczny siad tyłkiem na pokrytym lodem peronie. Niestety niesprzyjająca aura nie pozwoliła na wizytę w lesie sąsiadującym niemal z blokiem w którym mieszkają dziadkowie, a co Julka bardzo lubi. No ale brak spaceru z nawiązką zrekompensował jej otrzymany prezent pod choinkę. Mimo, że już wcześniej w przedszkolu bawiła się taka zabawką, nauka trudnego fachu stomatologa na własnym gorylu to zupełnie inna jakość;) A wieczorem Julka mogła już jechać pociągiem po dobrze znanej trasie, w efekcie mogliśmy zatoczyć pełne koło – rano wyjeżdżaliśmy z Rzeszowa na zachód a na domową stację wjechaliśmy od wschodu, nawet mimo upływu 12 godzin spotkaliśmy tego samego kierownika pociągu, który lekko uśmiechnął się widząc tą samą lekko zaspaną dziewczynkę.

Podziel się